Nauka i media

Nauka i media

W ostatnich latach w naszych mediach można zaobserwować zjawisko „mody na naukę”. Większość liczących się na rynku ogólnopolskich tytułów prasowych – dzienników, tygodników i miesięczników – publikuje regularnie informacje i artykuły dotyczące tematyki naukowej. Niektóre zatrudniają nawet redaktorów w założeniu mających zajmować się wyłącznie szeroko pojętą problematyką nauki np. odkryć, nowych teorii czy zmieniających się poglądów naukowych.

 

Nauka zamiast polityków

Poszukiwanie tematów i ciekawostek będących odskocznią od polityki, wojen i codziennych, najczęściej smutnych wiadomości, daje ogromne możliwości wypełnienia powstającej niszy wiadomościami ze świata nauki. Ważne jednak jest, żeby była to wiedza na wysokim poziomie, nie tylko w sensie specjalistycznych danych czy słownictwa, ale przede wszystkim pod względem rzetelności i atrakcyjności przekazywanych treści. Oto kilka obserwacji i uwag, które nasuwają się już po pobieżnej analizie zjawiska „nauki w mediach”. Zbadajmy w telegraficznym skrócie jego wpływ na społeczny wizerunek naukowców oraz określmy jego pozytywne i negatywne aspekty.

Wiadomości pojawiające się w dziennikach (Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita itd.) to przeważnie krótkie notki, czy wzmianki o odkryciach i badaniach. Informacje te często przygotowywane są i rozsyłane przez samych badaczy lub pozyskiwane przez agencje prasowe poszukujące ciekawych i lekkich „przerywników”. Natomiast tygodniki (np. Newsweek, Polityka) zamieszczają dłuższe, czasami kilkustronicowe teksty poświęcone tematyce naukowej. Teksty te rzadko pisane są przez osoby przypadkowe. Większość redakcji ogranicza dostęp osób z zewnątrz do swojego periodyku. W innych, bardziej „rozrywkowych” periodykach (np. Focus, National Geographic), bądź czasopismach popularnonaukowych (np. Wiedza i Życie, Świat Nauki) nauka prezentowana jest w formie tzw. newsów i dłuższych artykułów. W wydawnictwach tego typu informacje ze świata nauki wydają się być „sercem” periodyku, nierzadko służą jednak bardziej rozrywce i sensacji, niż rzetelnej informacji czy promocji nauki.

Szybka wiedza

Cechami informacji prasowej są jej szybkość, zwięzłość i bezstronność. Wiadomości o odkryciach dokonanych w terenie lub w zaciszu gabinetu, nowych teoriach czy wystawach lub publikacjach pojawiają się w polskiej prasie z różnym natężeniem. Ich tematyka i jakość pozostawiają jednak wiele do życzenia. Dominują informacje pochodzące z zagranicy – wydawcom wydają się egzotyczne, a więc atrakcyjne. Miesiącami czytamy więc o „odkryciu grobu brata Jezusa” bądź „nowych właściwościach popularnych napojów”. Informacje te w dodatku czekają często bardzo długo na publikacje, są kiepsko i niedokładnie tłumaczone, bądź zawierają zwyczajne bzdury „wyssane z palca” przez jakiegoś domorosłego naukowca-amatora.

Niewiele (choć trzeba przyznać, że coraz więcej) jest niestety w polskiej prasie informacji na temat badań prowadzonych w Polsce i pojawiają się one głównie w sezonie letnim, gdy politycy wygrzewają się na Majorce, a biznesmeni na Hawajach (lub odwrotnie…?). One również często zawierają błędy wynikające głównie ze słabego nadzoru badaczy nad, nie znającymi przecież fachowego słownictwa i innych „szczegółów”, dziennikarzami. Inną przypadłością polskich informacji prasowych jest ich treść. Często nie dotyczą one tak naprawdę niczego istotnego, a są jedynie wyrazem pędu niektórych badaczy do zaistnienia w mediach. Cieszy jednak fakt, że informacji tych jest coraz więcej i wzrasta zainteresowanie mediów – zwłaszcza lokalnych – tego typu tekstami. Generalnie jednak informacje i notatki prasowe stanowią niewielki procent treści danego tytułu, a ich rola, choć ważna, ogranicza się przecież do funkcji informacyjnej.

Nauka w poważnym opakowaniu

Inaczej wygląda sytuacja w przypadku tygodników i miesięczników. Tam za tematykę naukową odpowiadają konkretne osoby pracujące w charakterze stałych członków redakcji bądź konsultantów. Efekt takiego stanu jest dwojaki: z jednej strony zapewnia on regularne ukazywanie się tekstów o tematyce naukowej, pisanych przez (przynajmniej w założeniu) fachowca znającego daną „branżę”, z drugiej strony pozbawia środowisko wpływu na treści redagowane zawsze przez te same osoby, które – często w przekonaniu o własnej doskonałości – nie chcą dopuścić nikogo do z trudem zdobytego „przyczółka”. Innym problemem jest kwestia poziomu wykształcenia i kultury osobistej tych osób, które wdają się często w niczego nie wnoszące polemiki z naukowymi autorytetami, uznając, że pozwala im na to pozycja redaktora w poczytnym piśmie. Trzeba jednak przyznać, że teksty ukazujące się w tygodnikach i miesięcznikach są coraz lepsze, stosunkowo często dotyczą pracy polskich badaczy i są uzupełniane zdjęciami dobrej jakości.

Miejsce nauki w mediach

W tym kontekście szczególnie istotne wydaje się miejsce nauki w czasopismach popularnonaukowych. To one przecież w założeniu są łącznikiem między naukowcami – specjalistami w danej dziedzinie a otoczeniem. W tym miejscu pojawiają się jednak dwa istotne problemy. Pierwszy to niewielka paleta tytułów popularnonaukowych na polskim rynku wydawniczym co ogranicza dostęp do nich przy jednoczesnym niezbyt jasnym sprecyzowaniu profilu tych istniejących. Redakcje chcą zamieszczać wszystko co dotyczy nauki zaś zmuszeni do wybierania stawiają często na teksty bardziej sensacyjne niż wartościowe naukowo i informacyjnie. Drugi problem to ciągle niewielkie zainteresowanie samych naukowców (zbierających mozolnie niezbędne do pracy w placówce naukowej punkty) pisaniem tekstów popularnonaukowych, które stawiają przed autorami szereg problemów, zmuszając do jasnego i ciekawego wykładania czasem skomplikowanych naukowych problemów i teorii. Rynek wydawniczy w krajach Europy Zachodniej i Stanach Zjednoczonych pokazuje jednak wyraźnie, że zapotrzebowanie na ten gatunek czasopism istnieje i luka ta musi zostać z czasem zapełniona. Warto także pamiętać, że brak literatury popularnonaukowej pisanej przez fachowców pozwala na wypełnianie tej niszy wyznawcom najdziwniejszych, „kosmicznych” teorii, które są z kolei pochłaniane przez spragnionych informacji i obrażonych na zamknięty, naukowy świat amatorów i pasjonatów. Szkody poczynione w tym zakresie przez zalewającą nasz rynek pseudo-naukową literaturę wymagają wysiłku całego środowiska naukowego. Miejmy nadzieję, że dzięki różnego typu wysiłkom podejmowanym w ostatnim czasie (np. konkursy popularyzatorskie FNP, konkursy grantowe na popularyzacje nauki itd.) ilość i jakość publikacji popularnonaukowych w polskich mediach będzie wzrastała z pożytkiem dla czytelników i samych naukowców, funkcjonujących dziś zbyt często w oderwaniu od (finansującego ich przecież) społeczeństwa.

 

 

 

 

 

Autor

archeolog - egiptolog, popularyzator nauki
Google+