Stulecie chirurgów

Stulecie chirurgów

Autor: Jürgen Thorwald

  • Tłumaczenie: Karol Bunsch
    Tytuł oryginału: Das Jahrhundert der Chirurgen
    Seria/cykl wydawniczy: –
    Wydawnictwo: Znak
    Data wydania: 2010
    ISBN 978-83-240-1021-9
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: miękka
    Liczba stron: 704
Bez trosk finansowych, później nawet bogaty i całkowicie niezależny, już od najwcześniejszego dzieciństwa osłuchany z trzema językami (angielskim, niemieckim i francuskim), podróżował po Ameryce, Anglii, Francji, Włoszech i Hiszpanii, Rosji, Indiach, Afryce i wielu innych krajach i kontynentach kuli ziemskiej. Odwiedził niemal wszystkich chirurgów i naukowców, których imiona związane były z pionierskimi dokonaniami. Czynił poszukiwania niemal we wszystkich wielkich bibliotekach i muzeach świata; sam zebrał całe archiwum, które z pewnością w swym całokształcie przedstawia barwny obraz pionierskich czasów wielkiej chirurgii, jej bohaterów i ofiar, jej osiągnięć i klęsk. Przeszedłszy w ciągu swego niezwykle długiego życia pięć operacji, zmarł w roku 1922 w Szwajcarii jako historyk medycyny, który podróżując po świecie, przeżył niemal dosłownie wielkie stulecie chirurgii i zostawił opisy wielu ze swych przeżyć. Był przy tym gawędziarzem o niezwykle żywym temperamencie. […] niewielu prawdopodobnie było ludzi, którzy przewyższaliby go wiedzą z zakresu historii medycyny. […] W dwanaście lat po śmierci dziadka zacząłem studiować medycynę, a potem zająłem się jej historią. W ten sposób stałem się przypadkowym spadkobiercą człowieka, przez własną rodzinę okrytego mrokiem tajemnicy, a także właścicielem – wprawdzie już bardzo niekompletnego – zbioru notatek i niezwykle cennych źródeł do historii medycyny. […] Musiałem skorygować obraz ich postaci w oparciu o setki źródeł, a przy tym uwzględnić pozornie błahe szczegóły, jak kolor surduta czy krawata oraz inne detale, które historyk zazwyczaj pomija, a które jednak muszą stanowić element wielkiego obrazu, jeśli ma on być prawdziwy. Latami musiałem poszukiwać dokumentów potwierdzających niezwykłe notatki mego dziadka […]. W taki sposób po wielu latach ogromnej drobiazgowej i wnikliwej pracy, w oparciu o papiery pozostawione przez Henry’ego Stevena Hartmanna powstała niniejsza relacja.cytat z książki

25 grudnia 1809 roku. Na prośbę umierającej na monstrualnie wielkiego guza jajnika kobiety, po długim wahaniu, lekarz Efraim McDowell decyduje się na pierwszą udokumentowaną operację dokonaną wewnątrz ciała. Za całe znieczulenie w tamtych czasach musi wystarczyć odrobina opium. Kobieta przeżyje operację – jako pierwsza w historii operacji dokonywanych wewnątrz ciała. Życie zawdzięczać będzie nie tylko odwadze i umiejętnościom lekarza, ale też niespotykanej wówczas czystości panującej w jego domu oraz własnej silnej naturze – podczas całej operacji, wykonywanej bez nieznanej wówczas narkozy, śpiewa psalmy. Przeżyje tę operację też lekarz, co wcale nie było pewne: ludzie z okolicy, przekonani, że taki zabieg to zamordowanie kobiety, pod dom lekarza przyszli z… naprędce przygotowaną szubienicą. Na szczęście szeryf postanowił najpierw sprawdzić, czy pacjentka przeżyła operację…

16 października 1846 roku. Przed tym dniem praca chirurga wymagała, poza umiejętnościami, siły oraz odporności psychicznej. Operacje przeprowadzano właściwie wyłącznie w stanach zagrożenia życia. Nam, przyzwyczajonym do tabletek na lekki ból głowy, że o znieczuleniu u dentysty nie wspomnę, nie sposób wyobrazić sobie operacji dokonywanych przed tym dniem – przed dniem wynalezienia pierwszego skutecznego znieczulenia: narkozy. Doktor Warren, sławny, twardy chirurg, znany z operowania ludzi na żywo bez wahania i bez drgnięcia powieki, nieczuły na ludzki ból i uważany za niewzruszonego, drwiący i kpiący – na widok cudu operowania pacjenta, który nie czuł niczego, a więc nie czuł i bólu – płakał…

Marzec 1847 roku. Doktor Ignaz Semmelweis, prowadzący oddział dla położnic, od tygodni szuka odpowiedzi na pytanie, dlaczego na jego oddziale śmiertelność kobiet jest tak wysoka, podczas gdy na oddziale obok – dziesięciokrotnie niższa. Przypadkowa śmierć jego kolegi, też lekarza, który umiera po skaleczeniu w kostnicy, prowadzi go do jednego z najbardziej porażających odkryć w historii medycyny: pacjentki mordowane były przez pełnych najlepszych chęci lekarzy, którzy nie myli rąk po sekcjach zwłok i doprowadzali badane niemytymi dłońmi kobiety do śmierci w wyniku stanu ropnego całego ciała…

Lipiec 1866 roku. Lekarz i historyk medycyny, Henry Steven Hartmann, odwiedza Josepha Listera i po raz pierwszy w życiu widzi szpital, w którym nie unosi się zapach krwi i ropy. Wcześniej przez lata wszyscy lekarze przekonani byli o nieuchronności ropnych zakażeń, a ręce między operacjami w najlepszym razie wycierali o fartuch…

Stulecie chirurgów to książka, którą czyta się jednym tchem. Ponad pół tysiąca stronic o historii medycyny – ale jak napisanych! Autor, Jürgen Thorwald, porządkuje i uzupełnia notatki swojego dziadka, lekarza i historyka medycyny, Henry’ego Stevena Hartmanna. Człowieka, na którego oczach dokonuje się przełom w chirurgii: który uczestniczy w pierwszej próbie narkozy z historii i w pierwszej operacji z udaną narkozą, który poznaje Listera i innych pionierów chirurgii, który widzi, jak chirurgia wychodzi z, dosłownie, mrocznego, brudnego okresu. Byłam zachwycona Stuleciem detektywów – a Stulecie chirurgów wbija w fotel jeszcze bardziej. Historie prezentowane są rzeczowo, medycznie. I to chyba najlepszy sposób: ta historia nie potrzebuje dodatków. Wielki talent Thorwalda, że na taką narrację się zdecydował, i wielka jego praca.

Niestety, jak w przypadku Stulecia detektywów, brak przypisów i źródeł. Musimy więc polegać na Thorwaldzie, który twierdzi, że wszystkie przedstawione fakty są prawdziwe. Nie jestem historykiem medycyny, więc jak i w tamtym przypadku opieram się na wyszukanych losowo sprawdzanych informacjach oraz recenzjach anglo- i niemieckojęzycznych. Wszystkie wskazują na wiarygodność Thorwalda.

Wydawnictwo Znak pokusiło się o piękne wydanie, eleganckie, z płóciennym grzbietem, w twardej oprawie. Zadbało też o to, co w środku – mamy świetne tłumaczenie Karola Bunscha.

Nie sposób dziś wyobrazić sobie szpitali, które z odległości kilometrów rozpoznawano po przerażającym zapachu czy czasów, gdy mycie rąk przed i po zabiegiem uważano za wymysł głupca. Można jednak te czasy zobaczyć oczami tego, kto wówczas żył i kto je opisał. I zdecydowanie zobaczyć je warto!

Kategorie wiekowe: ,
Wydawnictwo:
Format:
Poziom edytorski
Atrakcyjność treści
OCENA
Książka pokazuje, jakim macaniem w ciemności była chirurgia jeszcze w XIX wieku. Narzędzia, z którymi ma do czynienia narrator, ów żądny wiedzy chirurg z nowego świata, to nóż rzeźnicki, piła, żelazo. Przeczytajcie koniecznie!

Autor

Matematyk. Absolwentka matematyki teoretycznej i modelowania matematycznego. Interesuje się historią matematyki, popularyzacją nauki oraz edytorstwem. Redaktor i korektor. Lubi literaturę piękną i pieczenie ciast i ciasteczek.
Inline
Inline
Google+