Encyklopedia przyrodnicza dla każdego

Encyklopedia przyrodnicza dla każdego

Autor: (redakcja zbiorowa)

  • Redakcja: Anna Jadczuk, Katarzyna Janus-Kwiatkowska, Hadrian Kamiński, Włodzimierz Wójcik
    Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN SA
    Data wydania: 2014
    ISBN 978-83-01-17762-1

  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 749
Encyklopedia przyrodnicza dla każdego wraz z wersją multimedialną umożliwia przyjazne spotkanie z nauką.
Powinni po nią sięgnąć uczniowie zarówno gimnazjum, jak i liceum, a także ci, którzy nauk ścisłych nie darzą sympatią. Ta encyklopedia przyda się również rodzicom narażonym co dzień na dziesiątki zaskakujących pytań swoich ciekawych świata dzieci. Można z niej się dowiedzieć np. na jaką odległość skacze pchła, ale również ile wynosi odległość Słońca od centrum naszej Galaktyki.fragmenty książki, http://ksiegarnia.pwn.pl

Trudno recenzuje się encyklopedie – no bo czego właściwie spodziewać się po encyklopedii? Czy powinna być dobrze napisana, a może wręcz wciągająca? W przypadku „Encyklopedii przyrodniczej dla każdego” sytuacja jest odrobinę utrudniona – ponieważ nie jest to typowa encyklopedia. Raczej zbiór tabel opatrzony komentarzem. Może almanach? Po kolei jednak.

Zacznijmy od podstaw. Jest to solidna książka (750 stron) w twardej oprawie, bardzo estetyczna. Ilustracji sporo, czarno-białe, co nie było złym wyjściem – w dobie bezproblemowego dostępu do wszelakiego typu wysokiej jakości mediów stylizowane ryciny w odcieniach szarości (bardzo staranne!) mają nawet swój urok, a ponadto nadają tej encyklopedii miłą dla oka jednolitość.

Tekst podzielony jest na działy i rozdziały (np. dział „Ziemia”, w którym: „Skały”, „Minerały”, „Hydrosfera”, „Katastrofy naturalne” itd.) Każdy rozdział rozpoczyna się krótkim artykułem przeglądowym, po którym zamieszczone są różnego typu tabele – część zupełnie elementarna i przewidywalna (w rozdziale „Klimat” jest więc tabela ze strefami klimatycznymi, największe pustynie na Ziemi itd.), inne dające fajny „teleskopowy” wgląd w mniej spodziewany aspekt zagadnienia, np.: tabela zbiorcza zawierająca temperatury, przy jakich różnego typu rośliny umierają (str. 254), udział masy kośćca w całkowitej masie zwierzęcia (str. 375), miara nacisku potrzebna do obudzenia człowieka w poszczególnych fazach snu (str. 449), spadek zawartości witaminy C w ziemniakach wraz z długością czasu przechowywania (str. 485)… itp.

Ogółem, intencja autorów tej encyklopedii jest chyba taka, aby książka ta nie stanowiła typowej „reference work”, czyli źródła, do którego sięga się na pewniaka, wiedząc, że znajdzie się w niej na pewno poszukiwaną informację. I słusznie – przy zakresie tak szerokim, jak „wszystkie nauki przyrodnicze”, i przy współczesnym stanie techniki byłoby to bezsensowne postawienie sprawy. Zamiast tego otrzymujemy „zaciekawiacz” na dość wysokim poziomie szczegółowości i – miejscami – trudności, czyli adresowany do młodzieży i osób dorosłych. Szczególnie ważne są więc wspomniane w poprzednim akapicie krótkie artykuły przeglądowe – napisane żywym językiem, bardzo „świeże” i przystępne – oraz te tabele, które prezentują rzadko zebrane w jednym miejscu informacje. Książka świetnie nadaje się więc do toalety; w najlepszym tego zwrotu znaczeniu – czyli w takim samym sensie, w jaki do toalety nadaje się „Słownik mitów i tradycji kultury” Kopalińskiego.

Dołączona do książki płyta jest świetnym pomysłem – zawiera wszystkie tabele i hasła wydania książkowego, powiązane ze sobą gęsto linkami (w końcu PWN zaczyna nadążać za technologią!…), wzbogacone o sporo dodatkowych nagrań, przeglądowych grafik dających szybką orientację np. w historii życia na Ziemi albo ewolucji Wszechświata (linkujących do odpowiednich artykułów szczegółowych) i innych treści, które działają tylko w wersji komputerowej.

Ogółem, są to same zalety i szczerze „Encyklopedię przyrodniczą” polecam: jeżeli kogoś nęci, żeby dowiedzieć się czegoś zupełnie nowego o świecie przyrody, a umie ruszyć wyobraźnią i nie przeszkadza mu metoda podawcza ilościowo-tabelkowa – bingo! I na tym można by niby skończyć recenzję, ale… ponieważ jednak jest to encyklopedia, tekst trzeba było „przetrzepać” pod względem merytorycznym.

Przyjąłem dwie strategie. Raz, przyjrzałem się bliżej tym fragmentom książki, w przypadku których miałem rozsądne przypuszczenie, że wychwycę jakieś błędy samodzielnie. Jedyny znaczący problem, który udało mi się zidentyfikować tą metodą, to dosyć archaiczna i momentami niestety błędna reprezentacja systematyki organizmów żywych. W książce pierwotniaki przedstawione są jako podkrólestwo królestwa zwierząt (str. 290) – nonsens! – a ich podział na typy jest zapóźniony o dwie, może trzy dekady. W przypadku tego akurat działu biologii oznacza to całkowitą niezgodność z obecnym stanem wiedzy na temat struktury taksonomicznej pierwotniaków. W wersji płytowej zamieszczone jest interaktywne „drzewko” systematyczne organizmów żywych, z niejasnych powodów ograniczone do trzech królestw wielokomórkowych (grzyby, rośliny, zwierzęta), do których przemocą „wepchnięto” wszystkie tzw. protisty („pierwotniaki”), całkowicie wbrew współczesnemu stanowi wiedzy. Tak więc, przykładowo, wszelkiego typu organizmy pozornie podobne do grzybów (lęgniowce, plazmodioforowce, śluzorośla itp.), które już od ładnych kilku dekad umieszcza się w odmiennych grupach systematycznych, tutaj włączone są do królestwa grzybów. Takie barbarzyństwo absolutnie nie powinno mieć miejsca w encyklopedii.

Druga metoda polegała na wybraniu na chybił-trafił dziesięciu faktów i sprawdzeniu ich w odpowiednim dla tematu, uznawanym w świecie naukowym za poważne, źródle. Były to rzeczy typu: skład mleka królika (str. 379), rozmiar lodowca Malaspina (str. 121), ilość gruczołów potowych na centymetr kwadratowy ludzkiej skóry w różnych punktach ciała (str. 443), data odkrycia źródeł Nilu w Jeziorze Wiktorii przez Johna Speke (str. 175), właściwości fizykochemiczne chlorodifluorometanu (str. 687) itp.

I teraz – uwaga! Tylko w 6 przypadkach na 10 informacja była w 100% i bez żadnych wątpliwości poprawna. Ponieważ encyklopedia ma być przede wszystkim źródłem wiedzy – i to źródłem, któremu się ufa – opiszę wszystkie 4 przypadki wątpliwe szczegółowo.

W dwóch przypadkach informacje, do których dotarłem, różniły się nieznacznie od tego, co podaje PWN, ale różnicę tę można na różne sposoby wytłumaczyć.

Pierwsza taka sprawa. Podana na str. 379 zawartość białka w mleku królika to 15,5 %. W artykule przeglądowym „Rabbit Milk: A Review of Quantity, Quality and Non-Dietary Affecting Factors.” (Maertens L, Lebas F., Szendrö Zs.; World Rabbit Science 2006, 14: 205-230), na str. 218 zebrano dane dla poszczególnych tygodni karmienia, uśredniając wyniki łącznie z dwudziestu wcześniejszych publikowanych w literaturze naukowej badań, i podana tam zawartość białka waha się w granicach od 11,9-14,1 %, a stosowana w pracy wartość średnia to 12,3%. Czy to duża różnica? Czy to istotne? A może jest to kwestia typu królik dziki/hodowlany? Pozostawiam Waszej ocenie.

Druga taka kwestia „z małym pytajnikiem” dotyczy parametrów rzeki Jukon na Alasce (str. 133). Podana tu długość to 3220 km, a powierzchnia dorzecza to 900 tys. km2. Preferowane przez USGS (United States Geological Survey, oficjalna agenda rządowa USA zajmująca się tego typu rzeczami) wartości to 3185 km i 833 tys. km2 – a udało mi się dotrzeć do 113-stronicowej monografii na temat dorzecza Jukonu („Environmental and Hydrologic Overview of the Yukon River Basin, Alaska and Canada”, Water-Resources Investigations Report 99-4204). Znów – czy to duża różnica, czy to ważne? Nie mnie oceniać.

Kolejną wątpliwość wyjaśnić trudno. Podana przez PWN długość lodowca Malaspina (str. 121) to 113 km, podczas gdy w szeregu źródeł (m.in. NASA i National Geographic) znalazłem wartość 45 km – czyli różnica jest wręcz kolosalna. Ponieważ lodowce lubią rosnąć i się kurczyć, zajrzałem też do artykułu z 1893 roku („Malaspina Glacier”, Israel C. Russell, The Journal of Geology Vol. 1, No. 3, str. 219-245), gdzie lodowiec ten został po raz pierwszy szczegółowo opisany, oraz jednego artykułu z lat 70. XX wieku. Pozwoliłem sobie nawet sam zmierzyć tę długość na różne sposoby na zdjęciach satelitarnych, licząc długość włącznie z innymi lodowcami transportującymi lód do lodowca Malaspina (np. lodowcem Seward). Żadnym sposobem nie wychodzi z tego 113 km i nie podejmuję się prób wytłumaczenia, skąd ta rozbieżność.

Ostatni przypadek zaskoczył mnie najbardziej. Na str. 573 podane są najważniejsze stałe fizyczne typu prędkości światła w próżni, stałej Avogardo itp. Postanowiłem sprawdzić 5 spośród podanych tam stałych, porównując je najpierw z CODATA (http://www.codata.org/), czyli źródłem, do którego sięgają fizycy z całego świata, żeby uzyskać pewność, że wszystkie cyferki są OK, a potem również i w innych źródłach (m.in. monumentalnym „CRC Handbook of Chemistry and Physics”). Stała Plancka – OK. Ładunek elementarny – OK. Stała Boltzmanna – w PWN: 1,38066 * 10^-23 J/K; w CODATA: 1,3806488(13) * 10^-23 J/K (w nawiasie podano przyjęty błąd pomiarowy dotyczący dwóch ostatnich cyfr). Stała Avogadro – w PWN: 6,022136 * 10^23, w CODATA: 6,02214129(27) * 10^23. Różnice mogą się wydawać trywialne, ale w świecie fizyki piąta cyfra po przecinku bywa często szalenie istotna. Trochę poszukałem, czy aby odmienne wartości nie mogą wynikać z alternatywnych definicji albo z jakichś badań, które nastąpiły po wydaniu tej encyklopedii. Powiem ostrożnie – raczej nie. Podane tu wartości mieściły się w granicach stanu wiedzy mniej więcej 20-30 lat temu.

Piąta sprawdzona przeze mnie wartość to… prędkość światła w próżni, która z definicji (!) wynosi równo 299 792 458 m/s – co oznacza, trzeba to podkreślić, że nie ma tu żadnych cyfr po przecinku ani pola do manewru, tak po prostu jest ta stała zdefiniowana. PWN podaje wartość w notacji naukowej 2,9979245 * 10^8 m/s, czyli ze względu na niefortunne „obcięcie” ostatniej cyfry dopuszcza się błędu zaokrąglenia. Niby nic, ale jednak jest to jedna z najważniejszych wartości liczbowych współczesnej nauki.

Tyle, jeśli chodzi o kwestie merytoryczne. Przyznam, że sprawdzanie tych faktów pobudziło mnie do refleksji – czy rzeczywiście istnieje na świecie encyklopedia, która sprawdzana jest w całości tak szczegółowo (albo i bardziej), jak ja sprawdziłem tych dziesięć wybranych przypadkowo faktów? Sławą taką cieszy się Encyklopedia Britannica, choć ładnych parę lat temu ktoś poważył się na zrobienie podobnego eksperymentu do tego, którego ja się tu podjąłem, i okazało się, że cudów nie ma – błędy znajdzie się wszędzie… Referuję więc znalezione przez mnie błędy (?) bez oskarżycielskiego tonu – niech będzie z tego taka chociaż lekcja, że jeśli od jakiejś liczby ma zależeć nasze życie, lepiej nie ufać encyklopediom, tylko sięgać do źródeł szczegółowych.

Kategorie wiekowe: , ,
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
Jak na encyklopedię, wyjątkowo interesująca książka, która stara się przedstawić masę interesującej wiedzy ilościowej (głównie w postaci tabel, często na nieszablonowe i pobudzające do myślenia tematy) w szerszym kontekście (w postaci krótkich artykułów przeglądowych). Niektóre zamieszczone w tej książce dane budzą jednak wątpliwość.

Autor

Z wykształcenia jestem filozofem przyrody, co w praktyce oznacza filozofowanie na temat tego, co nam mówią o świecie nauki przyrodnicze. W wolnych chwilach popularyzuję naukę: jako wykładowca, autor artykułów dla czasopism i w internecie, a ostatnio także jako autor książki: "Przekrój przez Wszechświat" (Copernicus Center Press, 2014) oraz "Granice Kosmosu - granice kosmologii" (Copernicus Center Press, 2015).
Inline
Inline
Google+