Kac. Opowieść o poszukiwaniu ratunku

Kac. Opowieść o poszukiwaniu ratunku

Autor: Shaughnessy Bishop-Stall

  • Tłumaczenie: Iwona Michałowska-Gabrych
    Tytuł oryginału: Hungover
    Wydawnictwo: Bukowy Las
    Data wydania: 2019
    ISBN: 978-83-8074-204-8
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 440
Chociaż dręczy ludzkość od początku istnienia cywilizacji (a może i dłużej), wciąż o kacu wiadomo niewiele, a o jego leczeniu jeszcze mniej. Odważny dziennikarz Shaughnessy Bishop-Stall udał się więc na front odwiecznej wojny ludzkości z kacem, by raz na zawsze zdefiniować najlepszy (zaraz po abstynencji) sposób na pozbycie się przykrych skutków nocnych szaleństw. W swojej dowcipnej opowieści, która łączy walory dziennika podróży ze spowiedzią, obala plotki i mity oraz próbuje wszystkiego – od kąpieli morsów po kroplówki z roztworem soli fizjologicznej i stare jak świat wybijanie klina klinem. Czerpiąc garściami z doświadczeń innych bojowników z kacem, takich jak Winston ­Churchill czy Kingsley Amis, dzieli się radami i anegdotami z historii długiego i trudnego związku człowieka z alkoholem.z opisu wydawcy, https://bukowylas.pl/ksiazki/kac

Z piciem alkoholu jest trochę jak z przeprowadzonym w latach sześćdziesiątych testem pianki Marshmallow. Wtedy to jeden z profesorów Uniwerytetu Stanforda podarował badanym (kilkuletnim dzieciom) słodycze i zapowiedział, że jeśli nie zjedzą ich od razu, to dostaną w przyszłości (a dokładnie po jego powrocie do sali, czyli za kilka-kilkanaście minut) nagrodę. Był to test silnej woli oraz umiejętności poświęcenia przyjemności dostępnej teraz na rzecz większej przyjemności, która ma nastąpić w przyszłości. W przypadku alkoholu testdotyczy dorosłych . I tutaj nie ma przyjemności w przyszłości. A pytanie i teza badawcza brzmi: czy jesteś w stanie poświęcić doraźną przyjemność na rzecz braku cierpienia w przyszłości. Shaughnessy Bishop-Stall wykazał się wielkim poświęceniem i rozpoczął swoją trwającą dekadę peregrynację po ponad 35 krajach w poszukiwaniu skutecznego lekarstwa na kaca. Przeprowadził wywiady z dziesiątkami ekspertów z różnych dziedzin, próbował metod tradycyjnych jak i tych mniej popularnych, jak na przykład skoku z Wieży Stratosfery w Las Vegas (wynikający z tego skok adrenaliny, mówi, „wytrząsł z niego kaca”), nurkował w lodowatej wodzie lodowca (w której to jak utrzymuje, reakcja „fight or flight” doprowadziła do otrzeźwienia).

Wyobraźmy sobie życie bez kaca. Jak często upijalibyśmy się alkoholem, gdybyśmy wiedzieli, że następnego dnia nie będziemy czuli tego skutków? Czy wieczorami na ulicach miast, miasteczek i wsi pojawiłyby się stada pijanych ludzi? Nie wydaje mi się, ponieważ alkohol to nie tylko kac ale w nadmiernych ilościach też trucizna, szczególnie dla wątroby. Jednakże wizja życia bez kaca wciąż jest kusząca, nawet dla osób pijących jedynie okazjonalnie. Na tyle kusząca, że do lektury książki Shaughnessy`ego Bishopa-Stalla nie trzeba mnie dwa razy namawiać. Od razu zastrzegam, że nie sprawdzałem na sobie metod opisywanych przez autora; z jednej strony z uwagi na ograniczenia logistyczne oraz finansowe – trudno mi będzie powtórzyć wspomniany skok z wieży w Las Vegas, a z drugiej upijanie się nawet w imię nauki nie stanowi dla mnie zbyt kuszącej wizji.

Kac jest znany od zarania dziejów, wielokrotnie opisywany w literaturze, eksploatowany w kinematografii; a co istotniejsze – chyba każdy z nas co najmniej raz w życiu sam go doświadczył. U jego podstaw kryje się jednoczesne działanie dwóch sił – odwodnienia oraz zmęczenia organizmu. Odnośnie odwodnienia pozwolę sobie na nieco długą dygresję.  Choć mogłoby się wydawać, że pijąc napoje alkoholowe wciąż przyjmujemy płyn, to należy pamiętać, że do filtrowania etanolu zawartego w alkoholu nerki potrzebują bardzo dużej ilości wody z organizmu, co skutkuje zwiększonym oddawaniem moczu. Wypicie 250 ml wina oznacza, że w ciągu 2-3h wydalimy ok. 500 ml wody. Tym samym odwodnienie organizmu po spożyciu dużej ilości alkoholu jest bardzo realnym zagrożeniem. I stąd też zjawisko „sahary w ustach” albo „wiórów na języku”, jak plastycznie określała ten stan młodzież za moich licealnych lat. Odwodnienie jest oczywiście przyczyną kaca, jednak jasnym jest, że gdyby to był jedyny jego powód, wystarczyłoby zaraz po przebudzeniu następnego dnia wypić butelkę wody albo dwie (albo trzy) i wówczas wszystko powinno wrócić do normy. Ale tak się przecież nie dzieje. A to dlatego, bo – jak utrzymuje autor – komórki w organizmie są w stanie zapalenia, a ich stan zapalny wynika z reakcji układu odpornościowego organizmu. To nasz własny system immunologiczny jest odpowiedzialny za ten stan.

Zidentyfikowanie przyczyny problemu nie jest tożsamym z uzyskaniem antidotum. Bishop-Stall przeczesuje raporty i zapisy z przeszłości i teraźniejszości, dotyczące rzekomych leków na kaca, których jest wiele. Najciekawsze to m.in: wypychanie skarpetek ciemiężycą zieloną (roślina tyleż trująca co lecznicza) i chodzenie po w niech liściach przez cały dzień, spożywanie pomarańczowych lizaków, picie soku ze śliwek, zagrzanie się w stogu siana, wypicie mikstury z węgla drzewnego rozpuszczonego w ciepłym mleku, spożycie kapsułki z kadzidłem. Większość z tych sposobów ma oczywiście rys magiczny i mają niewiele bądź nic wspólnego ze źródłem problemu, a odwołują się do tradycyjnych, ludowych wierzeń powstałych w wyniku czasami prostych skojarzeń, czasami na podstawie obserwacji, w których związek przyczynowo skutkowy istniał bądź nie. Tym nie mniej autor z niekłamaną radością testuje część (i to wcale nie małą część) z tych bardziej egzotycznych remediów. Podczas swojej wyprawy Bishop-Stall zbadał choćby to, co nazywa „starą wiktoriańską metodą kominiarza”. W wiktoriańskiej Anglii kominiarze zarabiali dodatkowe pieniądze, sprzedając sadzę z kominów; ludzie mieli wsypywać sadzę do kubka gorącego mleka, aby się wyleczyć z kaca. Jest to jedna z metod, które pozornie są bezcelowe i oparte na przesądach, ale – jak zauważa autor – dzisiaj tabletki z węglem drzewnym służą do filtrowania toksyn z organizmu. Nie należy zatem odrzucać wszystkich metod ludowych, ponieważ choć mogą wydawać się (delikatnie mówiąc) wątpliwe, to u ich podstaw może kryć się działający mechanizm, który nie został zbadany, a jedynie zaobserwowano jego skuteczność. Choć zaręczam, że fińska metoda, czyli wbijanie trzynastu szpilek w korek napoju, którym się upiliśmy na pewno nie pomoże.

Bishop-Stall na podstawie przeprowadzonych przez siebie badań oraz lektury tekstów naukowych przygotował bardzo specyficzną miksturę witamin i suplementów, która ma pomagać w sytuacjach beznadziejnych. Jego składu nie zdradzę, gdyż nie wydaje mi się uczciwe wobec autora oraz wydawnictwa, aby ujawniać tę tajemnicę w recenzji. Autor mówi jednak, że natknął się na kilka łatwo dostępnych substancji, które mogą pomóc. Nieocenione okazują się jajka. Znajduje się w nich aminokwas zwany n-acetylo-l-cysteiną, który według autora jest zbliżony do „magicznego składnika”, który mógłby znaleźć się w lekarstwie na kaca. Cysteina może natomiast pomóc w rozkładaniu aldehydu octowego, który jest produktem ubocznym alkoholu. Do jajek znakomitym dodatkiem będzie kapusta, która przejawia coś, co nazywamy efektem chelatowania – trafia do organizmu i jakby zatrzaskuje się w toksynach i wyciąga je, gdy opuszcza ciało. Podstawą jest jednak zadbanie o nawodnienie i spożycie posiłku przed rozpoczęciem posiedzenia przy napojach wyskokowych. Pełny żołądek (nie przepełniony) pomaga spowolnić wchłanianie alkoholu.

Książka kanadyjskiego dziennikarza nie jest książką naukową, nie wydaje mi się, aby można ją było nazwać popularnonaukową, choć faktem jest, że autor przeprowadza w niej badania w celu odnalezienia remedium na znaną od wieków przypadłość. Wyrazy uznania należą się na to, że badania i eksperymenty przeprowadza na samym sobie. Posługuje się przy tym (dosyć luźno) danymi naukowymi. W pewnym sensie można by uznać tę publikację za popularnonaukową, choć o wiele bardziej pasuje tu gatunek książki drogi, książki przygodowej. Autor mógłby zapożyczyć podtytuł od Tolkiena i nazwać ją: Kac, czyli tam i z powrotem. Cała narracja jest utrzymana raczej w tonie żartobliwym, wyraźne jest zdystansowanie do problemu. Bo przecież jak inaczej niż dystansem do przedmiotu badań nazwać fakt, że autor testował nie tylko metody które miały minimalne prawdopodobieństwo sukcesu ale też metody „magiczne”, które na dobrą sprawę nie zasługiwały nawet na uwagę (choćby casus szpilek wbijanych w korek butelki). Choć trudno uznać, aby te eksperymenty go bawiły albo aby traktował swoje przedsięwzięcie jako zabawę. Zresztą nieraz czytając fragmenty, w których opisuje swoje przeżycia mówiłem do siebie: „biedny człowiek”. Nie chciałbym być na jego miejscu.

 

Kategorie wiekowe:
Wydawnictwo:
Format: ,
Wartość merytoryczna
Poziom edytorski
Atrakcyjność treści
OCENA
Piątek wieczór, po ciężkim tygodniu pracy lubimy się relaksować. Sporo osób zapewne relaksuje się w asyście napojów alkoholowych; w sobotę wiadomo - impreza. A jak impreza to jeszcze więcej napojów wyskokowych. A później przychodzi poranek, który zwiastuje męczarnie reszty dnia. Ból głowy, mdłości, podeszwa czy też wióry w ustach. W takie dni ratujemy się czym możemy, a sposobów na kaca są przecież setki o ile nie tysiące. Ale co naprawdę pomaga, a co jest tylko bezcelowym działaniem? Bishop-Stall podjął wyzwanie i przeprowadził badania mające na celu odnalezienie remedium na odwieczną przypadłość syndromu dnia poprzedniego. Jak przystało na prawdziwego naukowca, przetestował wszystkie powszechnie znane sposoby na sobie.

Autor

Absolwent filologii polskiej. Zgodnie z wykształceniem pracuje w Ubezpieczeniach. Uwielbia Metallikę, poezję Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozę Camusa i Vargasa-Llosy. Literatura piękna, filozofia, teatr oraz muzyka to jego pasje. Współpracuje z kilkoma portalami literackimi oraz jednym teatralnym.
Google+