Krukowaty czy sikora?

Krukowaty czy sikora?

autor: Lennart Nilsson

  • Tłumaczenie: Adam Sterno
    Tytuł oryginału: Kråkan som var en mes : om fågelarter och artbildning
    Wydawnictwo: Oriolus Forlag
    Data wydania: 2014
    ISBN 978-919-786-5203
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 190
Aż do niedawna sądzono, że tybetańska sójeczka mała to niewielki przedstawiciel krukowatych. Okazała się ona jednak dużą sikorą i jej nowa nazwa gatunkowa to pseudosójeczka, stad tytuł. Książka ta traktuje między innymi o różnych koncepcjach gatunku, o tym w jaki sposób gatunki powstają i wymierają, o gatunkach ukrytych, pierścieniowych i hybrydach. Dowiesz sie też z niej o tym jak śpiew wdówki nigeryjskiej umozliwił odkrycie nieznanego gatunku astrylda, o odkryciu kowalika algierskiego, preriokura wyżynnego i mrówczynka żółtodziobego, o rzadkościach z Hastings i ornitologicznych oszustwach Richarda Meinertzhagena, o ptaku z Uliety i innych gatunkach znanych tylko z jednego okazu oraz o podwójnym odkryciu trzciniaka wielkodziobego i góralki tybetańskiej, najpierw jako skórek w muzealnej gablocie, a potem żywych ptaków w naturze.z opisu wydawnictwa

Tę recenzję zacznę szczerze i skończę szczerze, choć może ona nieco przypominać wypowiedź schizofrenika, ponieważ mój odbiór książki „Krukowaty czy sikora?” jest iście ambiwalentny. Na początek przyjrzyjmy się faktom. Tytuł publikacji nawiązuje do pewnej historii, zgodnie z którą jeszcze do niedawna sójeczkę tybetańską (widoczną na okładce książki) uważano za przedstawiciela krukowatych, tymczasem okazała się ona należeć do sikor. Pierwsze wnioski wyciągnięto na podstawie pokroju ptaka, lokalizacji jego siedlisk i innych cech biologicznych. Zreflektowano się natomiast na podstawie badań genetycznych. Skutki są daleko idące, bowiem nieszczęsna sójeczka przestała nosić to miano i do dziś pozostaje znana jako pseudosójeczka.

Historia powyższa może być potraktowana jako wstęp nie tylko do samej książki, ale również – do wieloletnich dociekań, które jej autor opisuje na kartach publikacji. Nazwisko Lennarta Nilssona jest znane wszystkim fascynatom ornitologii, ponieważ od wielu lat zajmuje się on nie tylko zgłębianiem biologii i genetyki ptaków, ale również – popularyzowaniem wiedzy na ich temat. Książka „Krukowaty czy sikora?” to właśnie próba takiej popularyzacji. W kilkunastu rozdziałach Nilsson opisuje – dlaczego zainteresował się koncepcją gatunku, jak jego zdaniem należy gatunek definiować i dlaczego. Przytacza również historie związane z dociekaniami na temat gatunków pierścieniowych, gatunków ukrytych, czy hybryd. Każde z dociekań poparte jest licznymi przykładami – przede wszystkim dotyczącymi świata ornitologii, choć znajdą się tutaj również przykłady dotyczące ssaków.

Właściwej treści towarzyszy również obszerna bibliografia, która pozwoli dociekliwemu czytelnikowi znacząco pogłębić swoją wiedzę w zakresie poszczególnych dziedzin. Pozycja wyposażona jest również w skorowidz, który ułatwia wyszukiwanie pojęć i gatunków.

Tyle jeśli chodzi o fakty. Czas na subiektywny odbiór atrakcyjności treści. Muszę przyznać, że z jakiegoś powodu była to dla mnie najnudniejsza pozycja, jaką przeczytałam od czasów podstawówki. Każda kolejna kartka dodawała dwie tony do moich powiek, sprawiając, że oczy zamykały mi się same nawet w środku dnia. Co więcej – kiedy przystępowałam do lektury byłam przekonana, że interesuje mnie zarówno ornitologia, jak i genetyka. Natomiast pod koniec książki nabrałam przekonania, że chyba powinnam zrewidować swoje poglądy na temat własnych zainteresowań. Trudno powiedzieć, co konkretnie nie zagrało pomiędzy mną a panem Nilssonem. Styl, w jakim autor pisze wydaje się być atrakcyjny: przytacza on liczne przykłady i historie, które prowadzą do rozwiązań. Mimo tego, każdy akapit przywodził mi na myśl imprezę, na której zostaje się usadzonym obok sześćdziesięcioletniej starej panny, właścicielki dwunastu kotów, z których każdy ma za sobą tuzin „niezwykle ciekawych” przygód z kłębkiem wełny w roli głównej.

Również atrakcyjność edytorska książki pozostawiała moim zdaniem wiele do życzenia. Ja rozumiem, że nie każda pozycja musi wyglądać jak wakacyjne wydanie „Focusa”, ale przydałoby się odrobinę więcej zdjęć, kolorowych rycin i innych elementów graficznych. Wprawdzie na końcu książki znajduje się garść fotografii oraz mapek, ale wizualnie pozycja ta przypominała niskobudżetową publikację koła naukowego studentów. Niekończące się ciągi linijek zbudowanych z liter w małej czcionce oraz tasiemcowe przypisy (na obronę autora – przygotowane przede wszystkim przez tłumacza) nie wpływały pozytywnie na moje zainteresowanie treścią.

Na obronę omawianej pozycji muszę dodać, że Lennart Nilsson wykonał kawał dobrej roboty (nie tylko z resztą w kontekście tej książki). W treści zawarto mnóstwo informacji, które z założenia miały być podane w atrakcyjnej i popularnonaukowej formie. Dodatkowo, muszę przyznać, że książka „Krukowaty czy sikora?” zrewidowana przez mojego męża została uznana za interesującą i wciągającą pozycję. Być może problem tej pozycji leży w tym, że jest zbyt „naukowa” jak na popularną i zbyt „popularna” jak na naukową. A może to ja mam jakiś problem z dogadaniem się z panem Nilssonem – w końcu to się zdarza. Proponuję by potencjalny czytelnik osądził sam, czy książka istotnie jest tak nudna, jak mi się zdawało, czy też pomiędzy nami nie było tak zwanej „chemii”.

Kategorie wiekowe: ,
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
Książka o niewątpliwej wartości merytorycznej, ale czy można ją nazwać książką popularnonaukową...? Przeczytajcie koniecznie recenzję!

Autor

Pisarz. Lekarz weterynarii. Nałogowa kolekcjonerka opowieści i kofeinistka.
Inline
Inline
Google+