Małpie amory

Małpie amory

Autor: Robert M. Sapolsky

  • Tytuł i podtytuł (zapis z książki): małpie amory i inne pouczające historie o zwierzęciu zwanym człowiekiem
    Tłumaczenie: Elżbieta Józefowicz
    Tytuł oryginału: MONKEYLUV and Other Essays on Our Lives as Animals
    Seria/cykl wydawniczy: –
    Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
    Data wydania: 2008
    Data wydania oryginału: 2005
    ISBN 978-83-7469-718-7

  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: miękka
    Liczba stron: 246

„Małpie amory” to wybór esejów z pogranicza biologii behawioralnej, ewolucjonizmu i socjologii. Robert Sapolsky, wybitny biolog z Uniwersytetu Harvarda, z ogromną erudycją, a zarazem humorem i swadą przedstawia w nich najnowsze odkrycia naukowe i rozważa ich konsekwencje, nierzadko ukazując znane już fakty z nowej perspektywy i wykraczając w swoich refleksjach poza ramy nauk przyrodniczych. (…) Połączenie chłodnego dystansu z prawdziwą wiarą w naukę jako źródło poznania, żywy, przystępny język i cięty dowcip sprawiają, że eseje Sapolskiego to frapująca i inspirująca lektura dla wszystkich zainteresowanych najnowszymi zagadnieniami biologii, psychologii i antropologii. Prószyński i S-ka, www.proszynski.pl

Gdybym miał jakoś zatytułować ten tekst, dotyczący zbioru popularnonaukowych esejów Roberta Sapolsky’ego, chyba nazwałbym go “Piękno konkretu”. Bowiem to właśnie w odniesieniu do faktów naukowych buduje Sapolsky swą wciągającą opowieść. To takie fakty, niezależnie czy będą to odkrycia dotyczące genetyki, funkcjonowania mózgu czy antropologii kulturowej, budują to miłe czytelnikowi napięcie: “że czytać chce się dalej”. Jak wygląda genowa wojna między płciami? Jak wyjaśnić tajemnicze choroby nękające i uśmiercające niektóre dzieci? Kiedy i czemu ludzie przestają być otwarci na nowości? – to przykładowe pytania, które stanowią podstawę fascynujących, literackich peregrynacji amerykańskiego uczonego po bezkresach nauki.

Chociaż nie (i mężczyzna zmiennym jest). Po zastanowieniu, postawiłbym na nieco inny tytuł, który mógłby brzmieć np. “Piękno między faktami” (naukowymi oczywiście), bo główną ideą spajającą popularnonaukową twórczość Sapolsky’ego jest właśnie ukazanie, jak jedno wpływa na drugie, że zjawiska i ich wyjaśnienia są jak sąsiedzkie utarczki Pawła i Gawła z wiersza Fredry – są po prostu zależne od siebie. To właśnie współzależność zjawisk stanowi nie tylko sedno eseistyki autora, ale i jeden z fundamentów nauki – tej dawnej i jeszcze dawniejszej, ale i tej dzisiejszej oraz z pewnością przyszłej. Sapolsky bardzo wyraziście akcentuje ten atrybut.

Geny rulez?

Pierwsza część książki Sapolsky’ego poświęcona jest genetyce, a właściwie wielkiemu (kto wie czy nie największemu) pytaniu współczesności: co stanowi, że jesteśmy właśnie tacy jacy jesteśmy – geny czy środowisko (tj. kultura, wychowanie, otoczenie itd.)?

Nie ukrywam – zapowiedź pojawienia się tego zagadnienia bardzo mnie ożywiła. Znając już wcześniej przenikliwość, która cechuje wywody amerykańskiego badacza, spodziewałem się doskonałej i inspirującej lektury. I tak się stało. Sapolsky bierze na warsztat przekonanie o niezależności genów (od czegokolwiek), za którym idzie swoista biologiczna genokracja (gene and only gene rulez – mogliby sprajować na murach naukowi grafficiarze) – czyli wiara w całkowite podporządkowanie życia organizmów instrukcjom zawartym w genetycznym kodzie. Gdy już otrzymaliśmy zmutowany gen Fidel, to oznacza, że w wieku średnim i podeszłym będziemy z pewnością wygłaszać długodystansowe przemówienia – mógłby pewnie głosić wyznawca tej szkoły genetycznej. Koniec i kropka. Mam wrażenie, że tego rodzaju wiara w genetyczne przeznaczenie, jak wirusowa epidemia, opanowała na przełomie tysiącleci znaczną część umysłów, zapowiadając, że już dnia następnego będziemy z łatwością ulepszać nasze niedoskonałe organizmy przez prostą wymianę wadliwych genów. Do takiego “WOW!” w obliczu potencjalnych możliwości genetyki przyczyniła się z pewnością ekscytacja wokół “Human Genome Project”. Po ponad dziesięciu latach od zakończenia głównej fazy tego projektu już wiemy, że jego efekty nie są aż tak szybkie i powszechne jak sądzono (co oczywiście nie oznacza, że nie jest to jeden z ważniejszych programów badawczych w dziejach nauki).

A wracając do wszechwładzy genów. Sapolsky podchodzi do tej kwestii w intrygujący sposób pisząc na przykład: “Zaczęliśmy wierzyć, że istnieją geny kontrolujące, z kim idziemy do łóżka i czy przeżywamy w związku z tym jakieś rozterki.” albo “Jeśli samiec dokona nietrafnego wyboru partnerki, traci jedynie trochę spermy, natomiast jeśli ona dokona nietrafnego wyboru partnera, czeka ją niekończące się wycieranie nosów dziwnie wyglądającym dzieciakom o wątpliwej jakości genotypie” (tak, tak – geny i płeć to mocno splątany supeł).

A teraz pozwólcie, że zdradzę zakończenie tej opowieści z genami i środowiskiem w rolach głównych. Robię to celowo, żebyście nabrali ochoty, aby sprawdzić, jakimi ścieżkami podążał Sapolsky wychodząc od wspomnianych genów kontrolujących amory po… wyrastające poroże. “To, co dany gen wyprodukuje – konkretne białko – funkcjonuje różnie w zależności od właściwości środowiska. Teoretycznie rzecz biorąc, możemy zatem mieć gen, który w jednym środowisku sprawia, że wyrasta nam poroże, a w innym, że zimą odlatujemy na południe”.

 Czołowa rola kory przedczołowej

Pozostałe strony “Małpich amorów” wypełniają naukowe felietony zgrupowane w dwa działy: „Nasze ciało i my” oraz „Społeczeństwo i my”. Sapolsky porusza się w nich śmiało po terytoriach różnych nauk, łącząc np. pedagogikę, kryminalistykę i psychiatrię (esej-thriller pt.: „Zbrodnie w pokoju dziecinnym” ), antropologię kulturową, ekologię, klimatologię i ekonomię („Kultura pustynna”) lub seksuologię i zoologię („Małpie amory”). Już z tego krótkiego zestawienia widać, że amerykański badacz bez wahania opuszcza swą neurobiologiczną przystań i z powodzeniem nawiguje po oceanach nauk społecznych. Pokazuje to także, iż we współczesnej nauce niezbędne jest nie tylko łączenie zbliżonych dziedzin i trendów, ale i wielka synteza wiedzy przyrodniczej i humanistycznej. Sapolsky wpisuje się w tej materii w tradycję innego wielkiego pisarza-naukowca – Oliviera Sacksa, także zajmującego się neuronaukami. W Polsce tego typu naukowcem i popularyzatorem wiedzy jest Jerzy Vetulani. To ciekawe, że to właśnie neurobiolodzy stawiają najbardziej solidny pomost między naukami przyrodniczymi i społeczno-humanistycznymi. Widać badania nad mózgiem i zachowaniami wymagają tak laboratoryjnego eksperymentu, jak i filozoficznej interpretacji – co też być może mówi nam coś o samej naturze mózgu. Podobna sytuacja ma miejsce w badaniach nad wszechświatem, w których łączy się kosmologiczna refleksja i astrofizyczna analiza.

No dobrze, teraz pora przejść do szczegółowego omawiania treści kolejnych opowieści Sapolsky’ego.
Hehehe :)… już oczami wyobraźni widzę, jak zaczynacie się denerwować i wzrasta w Was ochota, by napisać krótką i dosadną recenzję tej recenzji, na przykład: „Autor recenzji, zupełnie ignoruje potrzeby czytelników i bez skrupułów zdradza wszelkie detale opisane w książce. Taka recenzja nazywana jest spoilerem, a jej twórca zasługuje wyłącznie na dobitne >>Już Pan nie pisze do Mądrych Książek<<, o co apeluję do zarządzających tą stroną”.

Uginam się więc pod presją, choć moja wewnętrzna chęć opowiadania o różnych ideach, badaniach i interpretacjach, o których pisze Sapolsky jest bardzo silna. Dowiecie się z nich na przykład, o tym skąd się wzięły trawniki obok naszych domów. Jakby nie było zamiast zasiać bezproduktywną trawę, można było na tych kilku m2 koło domu wyhodować choćby ze dwa kilo bobu lub nawet modnej dziś (nie wiedzieć czemu) rukoli. A jednak trawa, niech inni widzą. Ups… zdradziłem za wiele, zbyt zasugerowałem…

Aby jednak wypełnić rzetelnie recenzenckie zadanie muszę odwołać się choć do jednego eseju, pokazując tak tematykę, jak i styl opowieści Sapolsky’ego. Oto więc pada pytanie: „Dlaczego sny są tak oniryczne?”, co w praktyce przekłada się na zagadkę: dlaczego śnimy tak jak śnimy?
Ten esej rozpoczyna się od spektakularnego opisu snu, w którym bohater szybuje w powietrzu wraz z nową poznaną osobą, która wcześniej… postawiła swą stopę na stopie jego. Brzmi nonsensownie, ale przypominam – to sen! Nic Wam się w życiu nie śniło? No właśnie, sny takie są, są inne. Dlaczego?

W tekście Sapolsky’ego pojawia się lista możliwych odpowiedzi na to pytanie (hipotez), okraszona 2-3 całkiem udanymi żartami. Na tak przygotowany grunt przywołuje Amerykanin kilka/kilkanaście faktów naukowych, w których pojawiają się takie pojęcia jak: REM, aktywność metaboliczna, układ limbiczny i kora przedczołowa. Brzmi słabo? Rozwiewam obawy. Po pierwsze obrazowo i klarownie Sapolsky tłumaczy nam, co oznaczają owe terminy. Po drugie zaś, stara się autor nie umieszczać ich obok siebie, co powoduje, że w jego opowieści brak owych trudnych do przełknięcia fragmentów-pułapek, powodujących, że nie dość, iż nic nie zrozumieliśmy, to jeszcze włącza się nam istniejący w centrum mózgu, układ zwany „przestań czytać, włącz telewizor, otwórz lodówkę” (przynajmniej przypuszczam, że takie coś w mózgu gdzieś jest).

Wspomniana kora przedczołowa odgrywa w sprawie fantazyjnych snów czołową rolę. Odgrywa ją właściwie nie robiąc nic, bowiem w czasie śnienia (przeciwnie niż w trakcie czuwania) pozostaje prawie całkowicie nieaktywna. A to dla nas ludzi kluczowy fragment mózgu, jego część odpowiedzialna za samodyscyplinę w dążeniu do celu, powstrzymywanie się od wcielania nagłych emocji w okrutne czyny oraz rozumienia, że teraźniejsze wysiłki przynieść mogą nagrody nawet w dalekiej przyszłości. To właśnie dzięki temu mózgowemu modułowi ludzie wierzą, że ukończenie studiów da im kiedyś fajną pracę. Kora przedczołowa jest wyznacznikiem wyjątkowości naszego gatunku.

Wiedząc to, co już teraz wiemy, bez trudu możemy sformułować wniosek: kora przedczołowa nie pracuje, wtedy umysł figluje na całego: spontanicznie, bez podporządkowania się regułom „normalności”, bez ładu chronologicznego i przestrzennego, za to z ładunkiem silnych emocji, które przeradzają się w najbardziej niezwykłe i często kontrowersyjne obrazy. A że śnimy obrazami? To też Sapolsky wyjaśnia, odwołując się do badań nad aktywnością obszarów mózgu odpowiadających za przetwarzanie danych wzrokowych.

I tak docieramy do końca. Do końca eseju o onirycznych snach i do końca recenzji książki Sapolsky’ego. Pozostaje mi tylko odnieść się do jeszcze jednej kwestii. Proponując tytuły dla tekstu o popularnonaukowym pisarstwie Sapolsky’ego („Piękno konkretu” lub „Piękno między faktami”) zestawiam słowa i znaczenia, wydawałoby się z zupełnie odmiennych rzeczywistości: piękno i naukowy fakt. Nie umiałbym tego (pozornego) paradoksu wyjaśnić lepiej niż Ci – wielcy badacze – których wypowiedzi znalazły się w jednym z najwspanialszych utworów z serii „Symphony of science”, w nagraniu „The poetry of reality”. Posłuchajcie, na pewno zrozumiecie, co mam na myśli.

Kategorie wiekowe:
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
Geny, organizm, społeczeństwo, kultura i wiele innych wątków łączy Robert Sapolsky, pokazując również, jaka jest współczesna nauka: otwarta, wielowymiarowa i dotycząca naszej codzienności... i - co także ważne - przynajmniej równie atrakcyjna, jak sportowy spektakl w Brazylii i barwna kryminalna intryga pokazywana na ekranach TV.

Autor

Socjolog. Odpowiedzialny za promocję nauki na UJ. Redaktor i współautor wydawnictw: Promosaurus. Poradnik promocji nauki, Futuronauta – najlepsze teksty futurystyczno-naukowe oraz Projektor Jagielloński. Co badają naukowcy na UJ? Inicjator i organizator przedsięwzięć promujących naukę i popularyzujących wiedzę m.in Szkoła Promocji Nauki, Forum Nowej Nauki, Cafe Nauka. Ze "spraw naukowych" szczególnie pasjonują go: ewolucja, historia starożytności oraz konsumpcjonizm.
Google+