Ostatni uścisk Mamy. Emocje zwierząt i co one mówią o nas samych

Ostatni uścisk Mamy. Emocje zwierząt i co one mówią o nas samych

Autor: Frans de Waal

  • Tłumaczenie: Radosław Kosarzycki
    Tytuł oryginału: Mama’s Last Hug: Animal Emotions and What They Tell Us about Ourselves
    Wydawnictwo: Copernicus Center Press
    Data wydania: 2019
    ISBN: 978-83-788-6448-6
  • Wydanie: e-book
    Oprawa: –
    Liczba stron: 382
Frans de Waal, jeden z najwybitniejszych prymatologów naszych czasów, autor takich słynnych tytułów popularnonaukowych jak „Bonobo i ateista”, „Wiek empatii” czy „Małpa w każdym z nas”, tym razem stawia przed nami wyjątkowo odważne pytanie: jakim cudem robiliśmy wszystko, by odmówić zwierzętom czegoś tak oczywistego jak emocje?z opisu wydawcy

Mama to imię szympansicy. Gdybyśmy chcieli użyć w stosunku do niej ludzkich określeń, nazwalibyśmy ja matriarchinią albo nawet matroną (zgodnie z tradycyjną definicją, nawiązującą do Starożytnego Rzymu) pewnego rodu szympansów. Gdy umierała, profesor Jan van Hooff, jej długoletni opiekun, prymatolog z Uniwersytetu Utrechtu odwiedził ją, aby się z nią pożegnać. Czy wydarzyło się wówczas coś wyjątkowego? Tak. Co takiego? Aby się o tym przekonać, wystarczy wpisać nazwisko naukowca w wyszukiwarce Google. W wynikach pojawi się sugestia, że chodzi o łączne wyszukiwanie hasła: „Jan van Hooff and Mama”, a zaraz poniżej pojawią się pierwsze materiały filmowe, zapisy tego pożegnania. Włączcie film, wyłączcie w nim dźwięk i patrzcie. Co widzicie?

Frans de Waal, kolega po fachu Jana van Hoffa wziął ten właśnie poruszający obraz Mamy ściskającej van Hoofa i poklepującej go pocieszająco po plecach za punkt wyjścia dla swojej nowej książki. Stawia w niej odważną choć dla czytelników jego wcześniejszych czytelników wcale nie aż tak bardzo zaskakującą ani szokującą tezę mówiącą, że zwierzęta odczuwają te same emocje, które odczuwa człowiek. I nie zdradzam tutaj żadnej tajemnicy zbyt wcześnie; już sam tytuł sugeruje jaka będzie przewodnia teza książki.

Oczywiście De Waal nie twierdzi, że dzielimy ze zwierzętami wszystkie emocje, że maja one dokładnie ten są ich zasób. Są też emocje typowo ludzkie. Na przykład nie dostrzeżono nigdy aby goryl miał kompleksy, pies czul się zażenowany zachowaniem swoich rodziców lub dzieci. Prawdopodobnie istnieją zatem takie emocje, które są typowe dla nas. Ale być może nie potrafimy ich zaobserwować u zwierząt? Nasze (ludzkie) emocje mogą być wyrażone jedynie w kontekście ludzkim. Jednak teza, że wszelkie ludzkie emocje są „nowe” jest fałszywa; niektóre (większość?) nasze emocje powstały u innych gatunków, w tym u naszych praprzodków.

To nie jest książka o Mamie; jej historia stanowi najlepszą ilustrację tezy de Waala, jest również jej punktem wyjścia, jednak nie należy się spodziewać, że badacz oprze całą swoją myśl jedynie na tym jednostkowym przypadku. Wielu kolegów po fachu Holendra przejawia przekonanie, że istnieje nieprzekraczalna granica między światem ludzi i zwierząt. Trudno się nie zgodzić z faktem, że różnica istnieje. Jednak różnica ta jest o wiele mniejsza niż mogłoby się zgadzać. Nauka rysowała w przeszłości wiele takich umownych linii, które miały być granicą, w której kończyło się zwierzę, a zaczynał człowiek. Tą granicą była już umiejętność używania narzędzi. Do momentu, aż się okazało, że zwierzęta nie tylko potrafią się posługiwać narzędziami, ale też je wytwarzać. Może nie są to tak skomplikowane narzędzia jak młot pneumatyczny ale kamień służący rozbiciu orzecha to wciąż narzędzie, słomka z gałązki służąca wyciąganiu mrówek z mrowiska w celu ich spożycia to też narzędzie. Następne były m.in. tworzenie i odbiór sztuki, rozmiar mózgu, liczba neuronów… Jeszcze do niedawna podnoszono aspekt różnic w doświadczaniu emocji. Zwierzęta miały być do tego niezdolne albo zdolne do odczuwania jedynie pierwotnych emocji, mających zapewnić przetrwanie, na zasadzie fight or flight.

Oczywiście jednym z najczęstszych argumentów badaczy pozostających przy stanowisku o wyjątkowości człowieka był tzw. argument antropomorficzny, który mówił, że ludzie patrzą na zachowania zwierząt przez pryzmat własnych emocji. A zatem człowiek w zwierzęcych zrachowaniach widzi zachowania ludzkie, choć nie są one spowodowane tym samym. Zwierzę nie tęskni, zachowuje się jak człowiek tęskniący ale powód tego zachowania jest inny. Zwierzę nie cierpi, co najwyżej odczuwa ból. Zwierzę nie planuje, zwierzę nie ma poczucia sprawiedliwości… Jeśli uważacie, ze zwierzę nie planuje ani nie ma poczucia sprawiedliwości, to po lekturze tej książki możecie zmienić zdanie. Malo tego; szympansy mają poczucie humoru, a niektóre inne zwierzęta świętują wspólne sukcesy.

Współczesna neuronauka uniemożliwia utrzymanie jaskrawego antagonizmu ludzko-zwierzęcych emocji. W mojej opinii de Waal przedstawia dowody obalające argument antropomorfizujący. De Waal odwraca sytuacje i krytykuje antropodenializm, pytając czy jesteśmy wystarczająco inteligentni, aby poznać inteligencje zwierząt. Oczywiście pytaniem otwartym pozostaje, czy nie popadamy z jednej skrajności w drugą. Z całkowitej negacji w hurraoptymizm. Czas i dalsze badania pokażą.

Kategorie wiekowe: ,
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Poziom edytorski
Atrakcyjność treści
OCENA
Ostatni uścisk mamy jest książką z tezą. W tym sensie, że autor już na samym początku stawia tezę, którą później rozwija. Tym założeniem jest to, że zwierzęta, tak jak i ludzie mają emocje. Dla de Waala nie jest pytaniem, czy zwierzęta je mają ale jak to możliwe, że aż tak długo człowiek nie był w stanie tego dostrzec i odgradzał się od zwierząt grubą kreską antropocentryzmu, wierząc we własną wyjątkowość.

Autor

Absolwent filologii polskiej. Zgodnie z wykształceniem pracuje w Ubezpieczeniach. Uwielbia Metallikę, poezję Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozę Camusa i Vargasa-Llosy. Literatura piękna, filozofia, teatr oraz muzyka to jego pasje. Współpracuje z kilkoma portalami literackimi oraz jednym teatralnym.
Google+