Zagadki z przeszłości. O pierwszych etapach ewolucji człowieka

Zagadki z przeszłości. O pierwszych etapach ewolucji człowieka

Autor: Agnieszka Herman

  • Tłumaczenie: –
    Konsultacja naukowa: brak (sic!)
    Tytuł oryginału: Zagadki z przeszłości. O pierwszych etapach ewolucji człowieka
    Seria/cykl wydawniczy: Na ścieżkach nauki
    Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
    Data wydania: 2009
    ISBN: 978-83-89325-23-5

  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: miękka
    Liczba stron: 144

Marzeniem każdego paleoantropologa jest wykopanie szczątków należących do nieznanego dotychczas gatunku, a jeszcze lepiej rodzaju, i nadanie mu nazwy. Być może dlatego właśnie wyróżnia się obecnie całe mnóstwo gatunków i podgatunków kopalnych zwierząt, w tym hominidów, czyli naszych bezpośrednich przodków. W przypadku niektórych z nich nauce dostępne są jedynie fragmentaryczne kości palców lub pojedyncze zęby. Czy rzeczywiście od analizy kilku zębów australopiteka do teorii o jego życiu rodzinnym wiedzie droga wolna od bezpodstawnych wniosków? To trochę jak układanie puzzli, gdy nie ma się bladego pojęcia, co przedstawia obraz, z którego je wycięto. Gigantycznych puzzli. Tysiące kolorowych kawałeczków i żadnej wskazówki w postaci zdjęcia na pudełku. Ciężka sprawa. A teraz wyobraźmy sobie, że z wielu tysięcy mamy przed sobą tylko, powiedzmy, dziesięć losowo wybranych kawałków. Przesuwamy je po stole we wszystkich możliwych kierunkach i właśnie w momencie, kiedy wydaje nam się, że wiemy, co przedstawia obraz, ktoś znajduje pod stołem jedenasty kawałek, który złośliwie zupełnie nie pasuje do naszej koncepcji. Wydawnictwo PRÓSZYŃSKI i S-KA

Mamy przed sobą kolejną książkę o antropogenezie. Tym razem jest to pozycja rodzima – Autorka jest Polką. To powinno napawać optymizmem, nie mamy bowiem rodzimych, praktykujących paleoantropologów. Autorka nie jest co prawda paleoantropologiem (jest oceanografem), ale jak możemy przeczytać na okładce, opisywana dziedzina nauki jest jej pasją. Chwała jej za odwagę i wysiłek włożony w napisanie książki. Jednocześnie jednak żółta kartka dla wydawnictwa za brak konsultanta naukowego! To nie jest tak, że konsultant potrzebny jest tylko przy tłumaczeniach. Nie jest to bowiem krytyk, a raczej osoba mająca pomagać w uniknięciu błędów czy niejasności. Każdy autor potrzebuje konsultanta, albowiem najtrudniej dostrzec niedoskonałości we własnym tekście.

Niestety rozdział pierwszy nie jest zachęcający. Można nawet dosadniej powiedzieć, że jest to najsłabszy rozdział całej książki – to może zniechęcić. Wygląda trochę tak, jakby został on dopisany jako ostatni, nieco na siłę, żeby zadośćuczynić zwyczajowi rozpoczynania tekstów naukowych i popularnonaukowych od wstępu. Pomimo, że poruszone zagadnienia są ważkie dla metodologii nauki w ogóle, a dla paleontologii w szczególności, to z tego akurat tekstu niewiele wynika. Autorka z jednej strony próbuje wyjaśnić niektóre zawiłości taksonomii, a z drugiej sama dość beztrosko używa pewnych terminów (np. rodzaj), wikłając się coraz bardziej w piętrowe wyjaśnienia i zastrzeżenia. W sumie lepiej chyba było, wzorem przywoływanego w rozdziale Darwina zacytować kilka teksów i na tym poprzestać?

Należy przyznać, że Autorka bardzo ładnie operuje językiem łacińskim i dobrze radzi sobie z odmianą wyrazów. Niestety od razu trzeba też zauważyć, że w łacińskiej taksonomii biologicznej w zasadzie nie stosuje się liczby mnogiej i nazwy gatunkowe podaje się zawsze (niezależnie od kontekstu) w liczbie pojedynczej. Zabieg Autorki jest zatem filologicznie poprawny, ale co najmniej dziwaczny z punktu widzenia języka paleoantropologii.

Tekst całej książki jest językowo bardzo nierówny. Niby wszystko jest po polsku, a jednak coś wyraźnie stylistycznie nie gra – odkrywamy w pewnym momencie, że zawiera on sporo kolokwializmów czy fatalnie brzmiących bon motów. Często stopień komplikacji zdań zupełnie zaciemnia ich sens. Za dużo jest w nich znaków zapytania, zastrzeżeń, wątpliwości, co nie powoduje żeby tekst wydawał się rzetelniejszy, na pewno jednak momentami trudno się w nim połapać. Wynika to po części z faktu, że w zamierzeniu Autorki nie jest to książka z tezą, a dokładna „relacja” ze stanu badań. Starając się zatem pozostać wierną swojemu założeniu o hiper-rzetelności naukowej, nieustannie waha się ona jednak pomiędzy bardzo hermetycznym językiem nauki, a kolokwialnością nie odpowiadającą treści. Wreszcie wspominany już brak konsultanta naukowego daje znać o sobie nieubłaganie:

  • nie ma platform tektonicznych są płyty tektoniczne (s.19)
  • nie ma jezior nieodpływowych są bezodpływowe (s.19)
  • „węglanowe minerały z grupy karbonatytów” (s.34) to petrograficzny poważny błąd. Karbonatyty to skały zbudowane w ponad 50% z węglanów (głównie kalcytu i dolomitu). Znane są tufy karbonatytowe i takie właśnie występują w Tanzanii. Może zatem: węglanowe minerały ze skał karbonatytowych?
  • trudno mówić/pisać o „kryształach limonitu” (s.39) bowiem jest to skrytokrystaliczna lub co najwyżej drobnokrystaliczna mieszanina minerałów
  • „zmarszczki falowe” (s.51) niby wiadomo o co chodzi, ale w geologii (również polskiej) nazywane są one najczęściej ripplemarkami, rzadziej zmarszczkami lub pręgami falistymi
  • wbrew obietnicy (s.35) Autorka nie powróciła szerzej do tzw. little foot, czyli Australopithecus africanus odkrytego przez R.J. Clarke’a – szkoda, bo to ważne znalezisko. Zresztą w ogóle w książce brak wyjaśnienia relacji pomiędzy africanus a A. afarensis.

Nie jest moim celem „znęcanie się” nad tą publikacją. Rozumiem też zamysł autorski (wyrażony zresztą explicite), aby czytelnikowi pokazać badania naukowe „od kuchni”. Nauka to nie dogmatyka i warunkiem jej rozwoju jest nieustanne poszukiwanie słabych punktów istniejących hipotez, odkrywanie nowych faktów i modyfikowanie istniejących poglądów czy nawet zmiana paradygmatów. Nie można też jednak przesadzać w wizji nauki jako „mokradeł”, gdzie nigdy nie ma żadnego trwalszego punktu oparcia. Taka wizja może nawet zniechęcić laika do nauki w ogóle, a dodajmy nie jest prawdziwa. Są pewne reguły niezmienne, które zawsze będą punktem odniesienia.

Momentami książka jest dość naiwna, momentami niemal zbyt pewna siebie, trzeba jednak przyznać, że z biegiem kart coraz lepiej się ją czyta. Widać zainteresowanie tematem i dużą chęć podzielenia się własną wiedzą, poszukiwaniami i wątpliwościami. W sumie cieszy, że mamy polską publikację na temat tak ciekawy jak antropogeneza.

Na koniec pozostawiłem uwagę do redakcji-wydawnictwa. Książkę czyta się fatalnie, ponieważ zastosowana czcionka jest mała, gęsta, a rozplanowanie tekstu bardzo męczące (nadmiernie wąskie marginesy). Zastosowany zabieg niewątpliwie zmniejszył ilość arkuszy wydawniczych (czyli obniżył koszty druku), ale bardzo utrudnił odbiór czytelnikowi. Drugim olbrzymim mankamentem jest zupełny brak ilustracji. Oczywiście można sobie sięgnąć do innych źródeł, aby przekonać się jak na przykład wygląda kość klinowa (Autorka stara się ją opisać, ale przyznajmy obiektywnie, że nie jest to łatwe), lecz odbiór omawianej publikacji staje się trudniejszy i mniej przyjemny.

Na koniec tego minicyklu o różnych aspektach ewolucji człowieka, zawsze będziemy odsyłać do innych omówień książek o podobnej tematyce, znajdujących się na tej stronie. Można zatem zobaczyć również na: K. Darwin – O pochodzeniu gatunków; R.M. Sapolsky – Małpie amory; J. Shreeve – Zagadka neandertalczyka; N. Etcoff – Przetrwają najpiękniejsi; R.Dunbar – Nowa historia ewolucji człowieka; R. Foley – Zanim człowiek stał się człowiekiem.

Kategorie wiekowe: ,
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
Pochodzenie człowieka to jeden z najciekawszych, a zarazem budzących największe emocje kierunków badawczych współczesnej nauki. Ta książka to kolejna pozycja poruszająca ten temat. Czy warto ją przeczytać? Zacznij od tej recenzji...

Autor

archeolog latynoamerykanista, geolog, alpinista
Google+