Homo deus. Krótka historia jutra

Homo deus. Krótka historia jutra

Autor: Yuval Noah Harari

  • Tłumaczenie: Michał Romanek
    Tytuł oryginału: Homo Deus: A Brief History of Tomorrow
    Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
    Data wydania: 2018
    ISBN: 978-83-08-06495-5
  • Wydanie: papierowe, ebook (mobi, epub)
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 552
Yuval Noah Harari  – izraelski historyk i profesor na Wydziale Historii Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Jest autorem bestsellerów „Sapiens: od zwierząt do bogów” (2014, wyd. pol. 2017) i „Homo deus: krótka historia jutra” (2016, wyd. pol. 2018). . o autorze

Emergencja to według Wikipedii „powstawanie jakościowo nowych form i zachowań z oddziaływania między prostszymi elementami”. Pojawia się ona zatem, gdy całość jest czymś więcej, niż tylko sumą składających się na nią części. Czytając Homo deus Yuvala Noah Harariego zastanawiałem się, czy kolejne rozdziały poprowadzą do powstania jakiejś emergentnej całości. Czy proste, w gruncie rzeczy, twierdzenia i obserwacje, którymi jak z rękawa sypie autor, poprowadzą do czegoś zaskakującego? Niestety im bliżej końca, tym czytelnik coraz bardziej przekonuje się, że ma do czynienia z czymś, co przypomina raczej mało przemyślany esej zaliczeniowy inteligentnego studenta, niż dzieło wybitnego myśliciela – zdecydowanie brakuje iskierki wyjątkowości. Oto bowiem na końcu nie wyłania się żadna nowa jakość, a zaserwowane przemyślenia nie tylko nie zaskakują, ale zdecydowanie brak im większej głębi. Po prawdzie bowiem każdy bardziej doświadczony fan science-fiction – ze szczególnym uwzględnieniem cyberpunka – wnioski Harariergo uzna za raczej miałkie i wtórne.

Do lektury Homo deus zachęciła mnie nie tylko nominacja do Mądrej Książki Roku 2018, ale również status światowego bestselleru „nowej książki najbardziej inspirującego myśliciela XXI wieku”. Zaczęło się całkiem nieźle. Autor zręcznie łączy wątki historyczne, socjologiczne, filozoficzne, biologiczne, biotechnologiczne i informatyczne. I mimo że nie da się odmówić Harariemu rozmachu, to jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że często prześlizguje się on po problemie, by gładko surfować dalej. Oczywiście można by sparować ten cios mówiąc, że gdyby chciał zgłębić każde zagadnienie, książka miałaby kilka tysięcy stron. Niewątpliwie to prawda, trudno jednak wytłumaczyć momenty, gdy myślenie życzeniowe (a może zwykłe cherry picking pod tezę?) przesłania rzeczywistość. Bo czy „globalna gospodarka” naprawdę „przekształciła się z gospodarki opartej na surowcach, w gospodarkę opartą na wiedzy”, a „głównym źródłem bogactwa jest wiedza”? Wielki skok technologiczny, który obserwujemy nie byłby przecież możliwy bez surowców, w tym przede wszystkim metali ziem rzadkich, a rywalizacja o te raczej się zaostrza…. Równie niski poziom namysłu widać w takich stwierdzeniach jak to, że „Lekarka-cyborg mogłaby wykonywać nagłe operacje w Tokio, Chicago i na stacji kosmicznej na Marsie, nie opuszczając w ogóle gabinetu w Sztokholmie”. Tokio, Chicago? Ok, ale jak autor wyobraża sobie przeprowadzanie operacji na żywo z ośmiominutowym opóźnieniem sygnału między Ziemią a Marsem? Co zaś autor miał na myśli pisząc „W połowie XIX wieku niewielu ludzi było równie spostrzegawczych jak Marks, dlatego tylko w nielicznych krajach nastąpiło szybkie uprzemysłowienie”, nie sposób rozstrzygnąć (dziękuję jednemu z twitterowych znajomych za zwrócenie mi uwagi na ten kwiatek). Mój wewnętrzny sprzeciw jako archeologa budzą również zbieracze-łowcy, zamiast łowców-zbieraczy, ale może to jedynie kwestia przyzwyczajenia. Więcej problemów mam natomiast z powoływaniem się autora na hipotezę o kognitywnie (lub behawioralnie) współczesnym człowieku, który miałby się wyłonić jakieś 70-50 tys. lat temu. Obecnie teza ta znajduje się głęboko w archeologiczno-kognitywistycznej zamrażarce i mało kto traktuje ją poważnie. Nie tylko brak bowiem dowodów na nagły skok zdolności poznawczych naszych przodków, ale coraz więcej wskazuje, że podobne talenty posiadali również nasi neandertalscy kuzyni. Trudno też poważnie traktować twierdzenie, że „przed pojawieniem się globalnej wioski nasza planeta była galaktyką odizolowanych od siebie ludzkich kultur…”. Że było inaczej, wie każdy student archeologii na całym świecie. (Przy okazji dziękuję natomiast Harariemu za przywołanie przewidywań, które mówią, że istnieje jedynie 0,7% prawdopodobieństwo, że algorytmy komputerowe wyprą do 2033 roku z rynku pracy archeologów. Widzisz, mamo, jak dobrze wybrałem sobie zawód!?).

Główna teza książki Harariego jest jasna: rozwój technologiczny już niedługo zmieni nas bardziej niż wszystko, co zdarzyło się do tej pory. Już teraz odziera nas z wolnej woli (której koncepcję jednak należałoby raczej przedefiniować, niż wyrzucić na śmietnik historii, jak chciałby autor Homo deus), a już niedługo – kiedy algorytmy lepiej rozpoznawać będą nasze potrzeby – pozbawi nas indywidualizmu. To wszystko zaś zaprowadzi nas do nowej religii, w której centrum nie będzie stać już ani żadne bóstwo, ani nawet człowiek, lecz dane. Najmocniejszą według mnie stroną książki Harariego jest wskazywanie na potrzebę etycznego namysłu nie tylko nad istniejącą już technologią, ale również jej przyszłością. I gdyby to było sedno książki, byłoby znacznie lepiej, niż jest.

Homo deus to zręcznie i momentami zabawnie napisana książka, której główną tezą jest to, że jako gatunek zmierzamy do statusu równego bogom. Niestety autor prześlizguje się po powierzchni większości prezentowanych przez siebie tematów. Ostatecznie wnioski nie są zaś ani nadmiernie ciekawe, ani zaskakujące. A temu, kto chce się zmierzyć z ciemną wizją naszej przyszłości, polecam raczej pograć w Deus Ex albo poczytać powieść Altered Carbon Richarda Morgana (z mniejszym entuzjazmem polecam serial, który spłyca i omija najciekawsze wątki, a zdecydowanie nie polecam drugiej części trylogii). Jeśli takie jest dzieło najbardziej inspirującego myśliciela XXI wieku, to nie wróże nam, byśmy kiedykolwiek zrównali się z bogami…

Kategorie wiekowe: ,
Wydawnictwo:
Format: , , , ,
Ocena merytoryczna
Poziom edytorski
Atrakcyjność treści
OCENA
Homo deus to zręcznie i momentami zabawnie napisana książka, której główną tezą jest to, że jako gatunek zmierzamy do statusu równego bogom. Niestety autor prześlizguje się po powierzchni większości prezentowanych przez siebie tematów. Ostatecznie wnioski nie są zaś ani nadmiernie ciekawe, ani zaskakujące...

Autor

Z wykształcenia archeolog klasyczny. Z natury miłośnik nauki i literatury popularnonaukowej (szczególnie biologicznej i fizycznej). Z potrzeby człowiek zainteresowany kwestiami edukacji oraz upowszechniania nauki. Współautor raportu "Dydaktyka cyfrowa epoki smartfona. Analiza cyfrowych aspektów dydaktyki gimnazjum i szkoły średniej"
Inline
Inline
Google+