Krew i burza. Historia dzikiego zachodu

Krew i burza. Historia dzikiego zachodu

Autor: Hampton Sides

  • Tłumaczenie: Tomasz Ulanowski
    Konsultacja naukowa: BRAK
    Tytuł oryginału: Blood and thunder: an epic of the American West
    Seria/cykl wydawniczy: Seria Amerykańska
    Wydawnictwo: Czarne
    Data wydania: 2016
    ISBN: 978-83-8049-338-4
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 632
W 1846 roku Stany Zjednoczone, wiedzione ideą terytorialnego ekspansjonizmu, zwanego Boskim Przeznaczeniem, zaatakowały Meksyk, żeby zająć jego zachodnie terytoria; w konsekwencji rozpoczęły trwającą kilkadziesiąt lat walkę z plemieniem Nawahów, nieustraszonych władców rozległych górzystych pustkowi.

Hampton Sides z rozmachem i swadą opowiada imponującą historię podboju Dzikiego Zachodu. W centrum opowieści znajduje się Kit Carson, niepiśmienny człowiek gór, traper i żołnierz, który dzięki swoim niezwykłym przygodom i brawurowym dokonaniom jeszcze za życia stał się legendą. Carson szanował zachodnie plemiona i zapewne rozumiał je lepiej niż jakikolwiek inny Amerykanin, a jednak zgodził się wykonywać rozkazy, które doprowadziły do upadku dzielnych Nawahów.z opisu wydawnictwa

„Krew i burza” to książka mikrohistoryczna, to jednoosobowa perspektywa dziejów kontynentu północnoamerykańskiego w wieku XIX. Głównym bohaterem Autor uczynił Kita Carsona (Christophera Houstona Carsona), prominentną postać historyczną, przez którego losy i niejednokrotnie którego słowami (choć niepiśmienny pozostawił pamiętniki) poznajemy „historię podboju Dzikiego Zachodu”. Ponad 600-stronicowa książka jest pasjonująca. Wynika to jednak nie z powielenia romantycznej wizji tego okresu utrwalonej w wielu westernach, ale właśnie z „terapii szokowej” jaką przeżyje zapewne niejeden czytelnik – to nie było tak. Praca ta nie jest bowiem historią Indian, traperów i osadników ścierających się na rozległych równinach i w górach północnej Ameryki.

Książka Sidesa to szeroka panorama polityczna, kulturowa i ekonomiczna obszarów wchodzących dziś w skład stanów Kalifornia, Arizona, Nowy Meksyk, Colorado, Utah, Nevada i państwa Meksyk. To historia jedynej wojny na terenie dzisiejszych Stanów Zjednoczonych. Wojny agresywnej, wręcz kolonialnej oraz jej głębokich i długotrwałych konsekwencji społecznych, psychologicznych i oczywiście administracyjno-politycznych. Autor zwinnie oscyluje pomiędzy narracją pamiętnikarską, bardzo osobistą i jednostkową, a spojrzeniem globalnym, historyczną analizą procesów zachodzących w Ameryce w wieku XIX. Jest to jak śledzenie nici i wątków tworzących makatę, na którą spoglądamy od czasu do czasu z dystansu odrywając coraz pełniejszy jej obraz. Książka jest lekturą obowiązkową dla wszystkich fascynatów Dzikiego Zachodu i westernów – zobaczą te czasy i obszary „inaczej”.

Sądzę, że dla przywykłych do współczesnych map czytelników dużym zaskoczeniem będzie poznanie geografii politycznej Stanów Zjednoczonych i Meksyku w wiekach XVIII-XIX. Podobnie zresztą będzie z odkryciem decyzji i motywów działania ówczesnych prezydentów USA, że nie wspomnę o ich nazwiskach. Na kartach książki pojawiają się nie tylko wojskowi i politycy, ale również przyrodnicy, geografowie i zwykli ludzie. To nie jest kolejna apoteoza Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Jest to zarazem opowieść o postaciach zaślepionych jak i tych, którzy próbowali ratować honor w czasach bez honoru.

Plemiona indiańskie nie są wbrew pozorom głównymi bohaterami tej pracy, choć i o nich dowiedzieć się można wielu ciekawych rzeczy. Co ważne dotyczą one nie tylko historii politycznej ale również zagadnień kulturowych, językoznawczych i geograficznych. Pojawią się tu zatem Navahowie, Pueblo (Hopi, Zuni), Jutowie, Apacze (Jicarilla, Mescalero), Anasazi, Komancze i wiele innych plemion.

W gruncie rzeczy, choć niezmiernie interesująca, jest to historia triumfu bezgranicznej pogardy, chciwości i pychy. Kronika mocy samousprawiedliwienia, przestroga przed konsekwencjami zaślepienia, braku wybaczenia i niedostrzegania drugiego człowieka. To nie jest lukrowana historia z happy endem. Kończy się dramatem, apokalipsą wywołaną przez ludzi kreujących się na bogów, a pozostawiających potomnym ogromne brzemię win i cierpień. Może właśnie to wszystko stanowi o sile i wartości tej pracy. Warto po nią sięgnąć nawet, gdy Dziki Zachód nie jest naszą historyczną pasją.

Drobną krytyką na koniec jest wytknięcie uchybień korektorskich, skutkujących literówkami rozsianymi po tekście (np. ss. 83, 89, 164 itd.).

Kategorie wiekowe: ,
Format:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
Warto sięgnąć po tę książkę nawet, gdy Dziki Zachód nie jest naszą historyczną pasją...

Autor

archeolog latynoamerykanista, geolog, alpinista
Inline
Inline
Google+