Pakt Ribbentrop-Beck czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki

Pakt Ribbentrop-Beck czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki

Autor: Piotr Zychowicz

  •  Wydawnictwo: Rebis
    Data wydania: 2012
    ISBN: 978-83-7818-091-3
  • Wydanie: papierowe, cyfrowe
    Oprawa: miękka, epub
    Liczba stron: 360
Piotr Zychowicz konsekwentnie dowodzi w tej książce, że decyzja o przystąpieniu do wojny z Niemcami w iluzorycznym sojuszu z Wielką Brytanią i Francją była fatalnym błędem, za który zapłaciliśmy straszliwą cenę. Historia mogła się jednak potoczyć inaczej.
Zamiast porywać się z motyką na słońce, twierdzi autor, powinniśmy byli prowadzić Realpolitik. Ustąpić Hitlerowi i zgodzić się na włączenie Gdańska do Rzeszy oraz wytyczenie eksterytorialnej autostrady przez Pomorze. A następnie razem z Niemcami wziąć udział w ataku na Związek Sowiecki. 40 bitnych polskich dywizji na froncie wschodnim przypieczętowałoby los imperium Stalina.
Czy w 1939 roku na Zamku Królewskim w Warszawie należało podpisać pakt Ribbentrop–Beck…? z opisu wydawcy

Nie rozumiem fenomenu pisarstwa (pseudo)historycznego Piotra Zychowicza, który niestety pokazuje skundlenie polskiego dyskursu obecnego w niektórych środowiskach prawicowych. Jest on redaktorem naczelnym historycznego magazynu wydawanego pod auspicjami czołowego prawicowego tygodnika i prowadzi programy historyczne w prawicowej telewizji, a więc jest postrzegany jest jako osoba poważna. Dla niego antykomunizm łączy się z brataniem się z III Rzeszą. To już jest szokujące, ale niestety w Polsce nie budzi zdziwienia, bo jest dosyć częste dla pewnych środowisk. Dla mnie jeszcze bardziej przerażający jest fakt, że ten absolwent Instytutu Historycznego UW nie ma kompletnie pojęcia o warsztacie historyka, pod względem metodologicznym jest on bardziej anachroniczny niż żyjący ponad 1900 lat temu Tacyt. Zychowicz nie rozumie jak bardzo zmieniło się postrzeganie pisania o przeszłości w ostatnich 60.-70. latach. Niestety nie jest on jedyny i jest to smutne. Bardzo widać to po jego pierwszej znanej monografii, czyli Pakt Ribbentrop-Beck. Nie tylko jest ona oburzająca i pokazuje do czego prowadzi z jednej strony podkreślanie w dyskursie historycznym III RP jedynie zbrodni radzieckich, a z drugiej zapomnienie dużo bardziej przerażających mordów niemieckich. Jest to też praca kompletnie naiwna, głupia i niemerytoryczna.

Po pierwsze już 1900 lat temu Tacyt twierdził, że historyk winien pisać bez gniewu i stronniczości. Nie powinien ani schlebiać rządzącym, ani z nimi walczyć. W tej metodologii historyk miał być chłodnym obserwatorem, który opisując przeszłość patrzy na nią bez emocji. Dziś uczy się historyków, aby nie oceniali przeszłości, a jedynie próbowali ją zrozumieć. Albo zrozumieć jak ją opisano, bez wskazywania, kto miał rację, kto jest bohaterem, kto zdrajcą. Tymczasem dzieła Zychowicza są pełne gniewu i stronniczości. Autor jednoznacznie pokazuje komu kibicuje, a kogo nienawidzi. To jest kompletny brak profesjonalizmu. Historia traktowana jako uzasadnienie obecnych wyborów politycznych sprowadzana jest do propagandy, a nie badania przeszłości. Choć w tym momencie trzeba dodać, że ta wada jest bardzo powszechna wśród historyków zajmujących się historią XX wieku. Jest gorzką ironią, że większość społeczeństwa wyrabia sobie zdanie o tym jak wygląda praca historyka, na podstawie prac, które są bardzo podejrzanie pod względem metodologicznym.

Po drugiej książce Zychowiczowi można zarzucić niedostrzeganie poważnych argumentów świadczących przeciw jego rozważaniom. Nie tylko błędnie postrzega on główne zagrożenia polityczne II RP, ale jest też bardzo naiwny w swoich rozważaniach. Nie rozumie istoty niemieckich żądań z lat trzydziestych. Nie rozumie, że korytarzem w niemieckiej publicystyce nazywano Pomorze. Jest oczywiste, że za żądaniem eksterytorialnej autostrady poszłaby aneksja całego polskiego Pomorza, a następnie zapewne dalszych ziem II RP, które przed 1918 rokiem należały do Niemiec (Górnego Śląska i Wielkopolski). Autor kompletnie nie bierze pod uwagę niemieckiej polityki wobec Czechosłowacji. Przecież rozgrabienie Czechosłowacji, w którym obok Niemiec i Węgier wzięliśmy udział, nie skończyło się na konferencji w Monachium. Hitler zapowiadał, że na przejęciu Sudetów skończą się jego pretensje terytorialne wobec Czechosłowacji. Następnie doprowadził jednak do jej rozbicia, ogłoszenia niezależności przez Słowację, pierwszego arbitrażu wiedeńskiego, likwidacji II republiki Czechosłowackiej i przekształcenia jej w quazi-kolonię Protektorat Czech i Moraw. Według Zychowicza Hitler dotrzymałby umowy zawartej z Beckiem. Zychowicz jest więc po prostu równie naiwny jak Chamberlain i Deladier. Twierdzi on, że Polska byłaby zbyt ważnym sojusznikiem dla Hitlera, aby ją rozbić i podporządkować jak Czechosłowację. To szczyt naiwności, w końcu przemysł czeski był nieporównywalnie silniejszy niż polski. Hitlerowi chodziło o zapewnienie hegemonii Niemiec (jego Niemiec), szukanie u niego chęci zawarcia partnerskich relacji z II RP jest tyle absurdalne, co głupie i niepoważne.

Autor w swojej pracy częściowo wykorzystuje konwencję historii alternatywnej. W ostatnich dziesięcioleciach jest to popularny nurt historiograficzny. To nie jest zwykła gdybologia, jej twórcy stosują jasne kryteria w swoich rozważaniach. Aby miała sens, trzeba przyjmować realne scenariusze polityczne. Tego nie odnajdujemy u Zychowicza. Nie zastanawia się on jak zareagowałoby karmione mocarstwową propagandą polskie społeczeństwo na oddanie III Rzeszy Pomorza (i niemieckiego Gdańska), a następnie Górnego Śląska i Wielkopolski. Można założyć, że w polskim podzielonym społeczeństwie, gdzie poparcie dla sanacji nie było większościowe, spotkałoby się to z wielkim niezadowoleniem, czego skutkiem mógł być upadek skompromitowanego reżimu lub utopienie protestów we krwi. Jest oczywiste, że III Rzesza, która wygrywała wśród swoich sojuszników mniejszości narodowe i ugrupowania faszystowskie, podobnie czyniłaby dla podporządkowania, a następnie rozbicia II RP. Trudno oczekiwać, aby Hitler nie próbował wykorzystać antypolsko nastawiono nacjonalistów ukraińskich. Jest też oczywiste, że w podporządkowanej Hitlerowi II RP musiały nastąpić zmiany polityczno-społeczne, tak jak to się stało w innych krajach podporządkowanych III Rzeszy. Nie można byłoby wyobrazić sobie Zagłady bez zniszczenia polskich Żydów – dla Hitlera był to priorytet. Trudno sobie wyobrazić, aby Hitler odstąpił od ich wymordowania. Gdyby II RP przystałaby na sojusz z nim, to zapewne Hitler wymusiłby na II RP udział w ostatecznym rozwiązaniu. Zychowicz nie zastanawia się też nad konsekwencjami międzynarodowymi sojuszu III rzeszy z sanacyjną Polską. Jest oczywiste, że musiał on wywołać zbliżenie demokracji zachodnich z ZSRR. Przecież na przeszkodzie sojuszu Francji i UK ze Stalinem w 1939 roku stanęły przede wszystkim rząd polski i rumuński i brak ich zgody na radzieckie żądania (gdyż prowadziły one w najlepszym wypadku do oderwania części terytoriów tych państw). Stalin zdecydował się na sojusz z Hitlerem a nie Chamberlainem, gdyż ten pierwszy mógł mu zaproponować więcej niż drugi. Po zwasalizowaniu II RP przez III Rzeszę sytuacja byłaby jednak odmienna. Jest więc prawdopodobne, że po postulowanym przez autora układzie polsko-hitlerowskim powstałby sojusz brytyjsko-francusko-radziecki. Oczywiście w pracy Zychowicza nie ma też miejsca na rozważania dotyczące postrzegania Słowian przez Hitlera w Mein Kampf, Generalnego Planu wschodniego, czy Lebensraum. To kłóciłoby się bowiem z naiwnymi życzeniami autora. Docelowo w planach Hitlera ziemie ukraińskie i polskie miały być kolonizowane przez Niemcy. Autor pomija też źródła niemieckie, które sugerują koniunkturalny charakter zawarcia układu o nieagresji pomiędzy Polską a Niemcami w 1934 roku. Nie zastanawia się, dlaczego Hitler nie szukał porozumienia z polskimi germanofilami po 1939 roku. Gdyby widział w Polsce potencjalnego sojusznika mógłby stosować inną politykę wobec Polaków po obaleniu władz sanacyjnych. Pod tym względem różnił się od Stalina, który od jesieni 1940 roku czynił pewne koncesje względem Polaków. Nie zastanawia się też, dlaczego już w lipcu 1939 roku powstał wykaz ponad 60 tys. Polaków, którzy mają zostać zgładzeni po zajęciu Polski (Sonderfahndungsbuch Polen). Wbrew temu autorowi to nie Beck przystał na brytyjskie propozycje, tylko Brytyjczycy zawarli układ z Polską, aby zachować pokój w Europie.

Pisząc historię alternatywną trzeba uwzględniać wiedzę jaką posiadały postacie działające w interesujących nas czasach. Jest oczywiste, że nie posiadały one wiedzy, którą my posiadamy. Zychowicz o tym nie pamięta. Tymczasem jest to istotne dla zrozumienia polityki prowadzonej przez Becka. Nie tylko nikt nie mógł sobie wyobrazić jak zbrodniczy będzie reżim nazistowski i jak wielkie straty poniesie II RP podczas II wojny światowej. Nikt nie spodziewał się, że Francja która zatrzymała armię kajzera podczas Wielkiej Wojny szybko padnie pod ciosami Wermachtu. Gwarancje, jakie II RP otrzymała od Brytyjczyków musiały wydawać się pewniejsze niż to okazało się w rzeczywistości.

Książka Zychowicza jest zła pod każdym względem. Niestety jest ona rezultatem nie tylko umysłowości jej autora, a polityki historycznej panującej w III RP. W jej wyniku zbrodnie radzieckie kompletnie przysłoniły prowadzone na nieporównywalnie większą skalę mordy niemieckie. W polityce historycznej III RP obecny jest Katyń, a po macoszemu traktowane są takie zbrodnie jak Intelligenzaktion, operacji Tannenberg, akcji AB, mordy w Ponarach, czy Palmirach. Nie twierdzę, że pamięć historyczna w Polsce powinna mocniej akcentować martyrologię (wręcz przeciwnie), ale zostały zupełnie zachwiane proporcje pomiędzy wspominaniem zbrodni hitlerowskich i radzieckich. W rezultacie buduje się fałszywą analogię pomiędzy mordami dokonanymi przez oba reżimy totalitarne na ziemiach polskich. Kompletnie się zapomina, że celem Stalina było podporządkowanie Polski, a Hitlera zniszczenie polskości i biologicznej substancji narodu. Nobilitowanie wszystkiego tego, co antykomunistyczne prowadzi do afirmacji jeszcze straszniejszego, jeszcze bardziej bezwzględnego i na ziemiach polskich morderczego totalitaryzmu. W efekcie rodzą się pomysły, które utożsamiają patriotyzm z zaprzaństwem, a realpolitik ze zwykłą zdradą.

  1. Wartość merytoryczna książki Zychowicza została oceniona przeze mnie na 0,5 pkt, a nie mniej, gdyż pole kryteriów nie pozwala na to.

 

 

Kategorie wiekowe:
Wydawnictwo:
Format: ,
Wartość merytoryczna
Poziom edytorski
Atrakcyjność treści
OCENA
Praca Zychowicza pisana jest w niezgodzie z warsztatem historyka. Jego rozważania są tyle tendencyjne, co absurdalne i nie oparte na faktach historycznych. Wiele z nich zostało kompletnie pominiętych. Ta żałosna, choć bardzo sprawnie napisana książka, bardziej niż o historii świadczy o mentalności pewnych środowisk w Polsce

Autor

doktor habilitowany historii w zakresie historii starożytnej i adiunkt w Zakładzie Historii Starożytnej Uniwersytetu w Białymstoku. Autor książek "Konsolidacja Cesarstwa Rzymskiego za panowania Aureliana 270-275" (wyd. Avalon, 2007) i Jowisz, Jahwe i Jezus. Religie w Historia Augusta (wyd. Sub Lupa, 2015)
Google+