Studium nad bitwą

Studium nad bitwą

Autor: Ardant du Picq

  • Tłumaczenie: Józef Zając
    Tytuł oryginału: Etudes sur le combat
    Wydawnictwo: NapoleonV
    Data wydania: 2012 (reprint)
    ISBN 978-83-61324-74-4
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 134
Ostatecznym zadaniem wojska jest walka, a człowiek jest jej głównym narzędziem; nie znając dokładnie głównego narzędzia walki, to jest człowieka i stanu jego ducha w rozstrzygającym momencie walki, nie możemy odpowiednio zorganizować wojska, nie możemy mu dać dobrego ustroju ani organizacji, wytworzyć karności, ani wreszcie określić zasad taktyki, które to sprawy łączą się ze sobą, jak palce jednej ręki.ze wstępu

Poległy w 1870 r. pod Mars-la-Tour płk Charles Ardant du Picq zdobywał szlify wojenne na kilku wojnach toczonych na kontynentach: europejskim, afrykańskim i azjatyckim. Prawidła rządzące walką miał więc okazję poznać jak mało kto, choć trudno byłoby oczekiwać od niego napisania podręcznika sztuki wojennej. Był on bowiem praktykiem, którego służba wiodła przez pola bitew, a nie kancelarie Ministerstwa Wojny. Jego dwie prace wydane łącznie w 1880 r. (pod tytułem „Etudes sur le combat”, czyli „Studia na temat walki”, zmodyfikowanym w reprincie jako „Studium nad bitwą”) zawierają rozważania na temat morale, dyscypliny i sztuki wojennej w antyku oraz czasach mu współczesnych. Choć zaprezentowany przez niego sposób pojmowania wojskowości rzymskiej nie ostał się próbie czasu, zaś afirmowana taktyka szybko się zdezaktualizowała wobec dynamicznego rozwoju broni palnej, to jego refleksje wciąż stanowią szalenie inspirujące źródło.

Wywody Ardanta du Picqa można analizować na dwa sposoby: pewnego etapu w rozwoju myśli wojskowej i materiału skłaniającego do dalszych przemyśleń. Jego prace nie zawierają zbyt wiele tzw. twardej wiedzy, stanowiąc raczej zaproszenie do nawiązania dyskursu na temat uwarunkowań psychologicznych mających wpływ na przebieg walki. Z tego względu pułkownik przywiązuje szczególną uwagę do relacji morale do dyscypliny, odnosząc je do zespołu cech nazywanych przez niego „duchem narodowym”. O ile predyspozycje danych nacji do określonego sposobu prowadzenia wojen nie są już traktowane równie poważnie co w XIX w., o tyle wstępne uwagi psychologiczne wyrażone przez Ardanta du Picqa pomimo upływu lat wciąż robią piorunujące wrażenie. Pokazuje to, jak ważne są doświadczenia wyniesione z konfliktów zbrojnych, których zrozumienie przychodzi gabinetowym historykom znacznie trudniej. Autor niejednokrotnie miał okazję dowodzić podczas bitew i doskonale rozumiał prawidła dotyczące wpływania na zachowanie żołnierzy, ale także powodujące podwładnymi ograniczenia. Wbrew pozorom nie jest to lektura łatwa i wymaga solidnego przygotowania, a i tak bywa opacznie rozumiana, o czym może świadczyć choćby przykład Goffrey’a Wawry.

Nowatorstwo Ardanta du Picqa (przynajmniej z punktu widzenia cywili, nie zawsze zaś oficerów mających doświadczenia wykraczające poza przerzucanie papierów na biurku) zostało ponownie docenione w latach 70. XX w., gdyż to właśnie jego rozważania stały się podstawą do utworzenia przez Johna Keegana nowego nurtu zwanego the face of battle. W Polsce autor ten pozostawał (ba, w dalszym ciągu pozostaje!) niedoceniany, być może z uwagi na niewielkie zainteresowanie psychologią żołnierską. Siła jego prac nie polega przy tym na ich wartości czysto historycznej, ponieważ do dnia dzisiejszego ukazała się pewna liczba zdecydowanie lepszych studiów z zakresu wojskowości Grecji, Rzymu i drugiej połowy XIX w. Jeśli posiada się dostatecznie otwarty umysł, bez problemu można jednak zastosować uwagi pułkownika do dowolnego okresu, ponieważ ich sednem są reakcję istoty ludzkiej na zagrożenie związane z walką prowadzoną w sposób zorganizowany. Z jego punktu widzenia kluczową rolę odgrywają: strach, podświadoma chęć zachowania życia i częściowo przełamująca bariery psychiczne motywacja pozytywna. Nie są to wydumane teorie socjologiczne, ale – co warto ponownie podkreślić – zapis doświadczeń człowieka, który nie raz i nie dwa znajdował się w ogniu bitwy.

Książka Ardanta du Picqa wciąż jawi się jako niezwykle świeża: urzeka klarownością myśli, zdrowym rozsądkiem i brakiem mitologizowania własnych doświadczeń. Kompletnie nie przeszkadzają mi nawet całkowicie chybione uwagi na temat dyscypliny rzymskiej. Autor doskonale rozumie wojsko, co przypomina o tym, że w kwestiach militarnych decydujący głos powinien należeć do oficerów posiadających doświadczenie wyniesione z pracy w terenie, a nie wiecznych sztabowców i polityków. Każdy historyk wojskowości powinien zaś mieć opracowanie Ardanta du Picqa na półce, no chyba, że bardziej niż człowiek interesują go przysłowiowe guziki od mundurów, co pewnie też ma swój, nieodkryty dotąd przeze mnie, urok.

Ardant du Picq nie był wizjonerem, nie był nawet przesadnie wprawnym pisarzem. Należał jednak do grona refleksyjnych oficerów, który przelali na papier własne obserwacje. Być może większość badaczy nigdy nie sporządzi przypisu prowadzącego do jego prac. Czytane uważnie są jednak w stanie dostarczyć wielu nowych przemyśleń. Takie książki są na wagę złota, podobnie jak wspomnienia pisane przez bezpośrednich uczestników walk, bez względu na posiadany przez nich stopień.

Kategorie wiekowe:
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
Rozważania płk. Ardanta du Picqa poświęcone psychologii żołnierzy podczas bitwy traktowane są współcześnie jako niezaprzeczalna klasyka i w dalszym ciągu stanowią inspirację dla wielu czołowych historyków wojskowości. Pomimo upływu ponad 100 lat od ich ukazania się, stanowią dowód nieprzemijającej wartości obserwacji poczynionych przez oficerów mających doświadczenie bojowe.

Autor

(ur. 1985) historyk starożytności, doktor nauk humanistycznych, autor pięciu opracowań, współautor jednego oraz autor ponad trzydziestu artykułów naukowych i popularnonaukowych. Ostatnimi czasy zmierzył się nawet z wyzwaniem napisania podręcznika dla szkół średnich. Interesuje się przede wszystkim dziejami republiki rzymskiej, ludów północnego Barbaricum i mechanizmami kontroli społecznej, ale gdyby miał czytać tylko na ten temat, to pewnie by się udusił.
Google+