Zamki krzyżowców

Zamki krzyżowców

Autor: Hugh Kennedy

  • Tłumaczenie: Konrad Ziółkowski
    Konsultacja naukowa: BRAK!
    Tytuł oryginału: Crusades Castles
    Wydawnictwo: Napoleon V
    Data wydania: 2017
    ISBN: 978-83-65855-25-1
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 258
Nad tą książką autor pracował ponad trzydzieści lat, zbierając materiały odwiedzając osobiście wszystkie dostępne lokalizacje na których znajdują się pozostałości po niegdyś potężnych fortecach Królestwa Jerozolimskiego, Księstwa Antiochii, Hrabstwa Trypolisu oraz Hrabstwa Edessy. Zadanie którego się podjął z pewnością nie należało do najłatwiejszych, zwłaszcza wobec licznych prac poświęconych temu zagadnieniu oraz dorobku francuskich badaczy E. G. Reya i P. Deschampsa, którzy pokusili się już o przygotowanie prac poświęconych tym zagadnieniom. Mimo to, Kennedy’emu udało się nie tylko przygotować zwięzłą syntezę wzbogaconą zrobionymi przez siebie zdjęciami, lecz również skorygować błędy swoich poprzedników oraz wykorzystać w przygotowywanej analizie wyniki prowadzonych w niektórych miejscach badań archeologicznych.z opisu wydawcy

Wydawnictwo Napoleon V stawia na ilość. Dobrą egzemplifikacją tego stwierdzenia jest opisywana tutaj książka. Praca Hugha Kennedy’ego jest pozycją klasyczną i bardzo dobrą w swojej kategorii, choć wcale niełatwą dla niespecjalisty. Skąd zatem mój nieco niepochlebny wstęp? „Zamki krzyżowców” były przygotowywane w latach 70. i 80., a wydano je na początku lat 90. Dwadzieścia pięć lat, które minęło od tamtego czasu to okres sporego postępu naukowego w dziedzinie wiedzy o bliskowschodnim średniowieczu. Obserwujemy dość znaczny przyrost materiałów archeologicznych, prac konserwatorskich i studiów historycznych. Niestety omawiane tłumaczenie nie zawiera żadnych odniesień, sprostowań, komentarzy do nowszej literatury, ani ze strony tłumacza, ani Redakcji. Powoduje to, że nieprzygotowany czytelnik pozostaje bezbronny w obliczu niegdyś znakomitej, ale dziś w wielu miejscach już bardzo nieaktualnej pracy.

Niestety „cięcie kosztów” to chyba główne hasło wydawnictwa Napoleon V. Nie wiem na czym polega w nim praca korektora i redaktora, ale w tym wydaniu aż roi się od błędów literowych, gramatycznych, stylistycznych , a i ortograficzny mógłby się znaleźć. To rażące niechlujstwo wyjaśnia się trochę, kiedy spojrzymy na stopkę wydawniczą i dostrzeżemy, że tłumaczem i redaktorem jest ta sama osoba. To oczywiście obniża koszty druku, ale jest kardynalnym błędem edycyjnym – to trochę tak, jakby student sam sprawdzał swoje wypracowanie. Przy tej „staranności” wydania sugerowałbym w ogóle rezygnację z zatrudnienia korektora i redaktora – będzie jeszcze taniej, a gorzej już raczej nie. W rezultacie takich działań otrzymujemy tłumaczenie bardzo toporne, niekiedy trudne do zrozumienia lub nudnawe. Przykłady? Oto one: „[na planie] zaznaczono na krzyż” (s.67; zamiast: zaznaczono kratką, kratkowaniem itp.); „[miejsce] znajduje się ono w trudnym położeniu, wysoko nad rzeką” (s.69); „architekturę łatwo można wyszczególnić” (s.72); „zabezpieczyć te wąskie przejście” (s.72); „deszcz lał jak z cedru” (s.132). Językowo lektura jest udręką.

Bardzo dużą wadą wydania jest także strona ilustracyjna. Reprodukowane zdjęcia są w większości bardzo mizernej jakości i wyraźnie odstają od współczesnych standardów wydawniczych. Trochę razi też, zapewne wzorowane na oryginale, nazywanie zdjęć planszami i prowadzenie podwójnej numeracji figur: osobnej dla zdjęć, osobnej dla rysunków. Jeśli chodzi o cytowanie literatury to nie pokuszono się o przywoływanie polskich tłumaczeń, pozostając przy cytowaniach obcych wydań, co nie jest zgodne ze standardem prac naukowych i popularnych.

Nie jest może wielkim błędem używanie terminu Księstwo Oultrejourdain (np. s. 21 i 23), ale istnieje polski odpowiednik: Księstwo Zajordanii (względnie Zajordania). Sądzę, że można w książce po polsku używać polskich nazw. Największym brakiem, o czym już napomknąłem, jest zupełna absencja komentarza aktualizującego tłumaczoną książkę. Nie pokuszono się choćby o przywołanie literatury przedmiotu po roku 1994, co radykalnie obniża wartość niniejszego wydania, szczególnie dla niespecjalistów. Te niemal ćwierć wieku, które minęły od wydania pracy „Zamki krzyżowców” przyniosły sporo nowych źródeł archeologicznych i publikacji. Zupełnie ich pominięcie jest też konsekwencją braku konsultacji naukowej.

Traktowałbym niniejsze wydanie książki Kennedy’ego z dużą rezerwą…

Kategorie wiekowe: ,
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
Niniejsze wydanie książki Kennedy’ego należy traktować z dużą rezerwą. Niestety sporo w nim błędów i niedociągnięć, a stan wiedzy jest mocno nieaktualny...

Autor

archeolog latynoamerykanista, geolog, alpinista
Inline
Inline
Google+