Armia Wellingtona 1809-1814

Armia Wellingtona 1809-1814

Autor: Charles Oman

  • Tłumaczenie: Katarzyna Mróz-Mazur
    Tytuł oryginału: Wellington’s Army, 1809–1814
    Wydawnictwo: NapoleonV
    Data wydania: 2012
    ISBN 978-83-61324-77-5
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 334
Moim celem jest opowiedzieć na stronach tej książki o dowódcach i o tych, którymi dowodzono; o życiu codziennym, zachowaniach i zwyczajach armii biorącej udział w wojnie na Półwyspie, jak również o jej składzie i organizacji. Szeregowcom poświęcę nie mniej uwagi, niż oficerom. Znajdzie się nawet kilka stron na omówienie tego niezwykłego wielojęzycznego tłumu ciurów obozowych, którzy podążali tuż za armią i często przysparzali problemów, zaprzątających głowy nie tylko pułkowników i adiutantów, ale nawet samego Wielkiego Księcia.ze wstępu

Charles Oman jest uznawany współcześnie za jednego z najwybitniejszych historyków wojskowości w dziejach. Zakres jego zainteresowań rozciągający się od antyku do XIX w. może imponować, tym bardziej, że brytyjski uczony był jeszcze przedstawicielem tego pokolenia, które pracowało niemal wyłącznie w oparciu o źródła, gdyż prowadzone przez nie badania miały zazwyczaj charakter prekursorski. Czytając takie stwierdzenie ktoś może się żachnąć, że przecież już wcześniej pisano o kampaniach Wellingtona, tyle tylko, że… no właśnie… o kampaniach, nie zaś o ludziach. Oman na łamach książki Armia Wellingtona skoncentrował się zaś na często bezimiennych uczestnikach walk toczonych na Półwyspie Iberyjskim, w czym niewątpliwie pomogło mu gruntowne przestudiowanie znacznej liczby zachowanych pamiętników (a nie tylko oficjalnych dokumentów!) napisanych przez żołnierzy różnych stopni. Choć mowa o książce wydanej w oryginale w 1912 r., to większość współczesnych historyków mogłaby się na jej podstawie uczyć metodologii prowadzenia badań historyczno-wojskowych, nie wyłączając nabycia świadomości, że ograniczenie się do organizacji i uzbrojenia na dobrą sprawę stanowi zaledwie wprowadzenie do tematu.

Oman zestawił ze sobą wiele elementów, które – pomimo wyodrębnienia redakcyjnego – przenikają się wzajemnie na niemal każdej stronie. Mamy więc do czynienia z charakterystyką głównodowodzącego, jego generałów, strukturą armii brytyjskiej w tym okresie czy stosowanym przez nią wyposażeniem, ale również z religijnością, kwestią kobiet wędrujących wraz z żołnierzami czy dyscypliną. Ten ostatni aspekt został przebadany w sposób wręcz wzorcowy, ponieważ Oman skupił się na realnie popełnianych przewinieniach i orzekanych za nie karach, a nie na treści regulaminów, które nigdy w historii nie były czymś więcej niż tylko punktem wyjścia, modyfikowanym w czasie kampanii w zależności od potrzeb i możliwości oddziaływania na zachowanie podwładnych. Dzięki temu wszystkiemu czytelnik dowie się, że kolorowe armie z XIX w., tak dobrze prezentujące się na filmach i barwnych ilustracjach, w rzeczywistości przypominały raczej na wpół pijanych obdartusów, ubranych nieregulaminowo, przemieszczających się wraz z rodzinami, za to bijących się dzielnie nie tylko z uwagi na ówczesny poziom refleksji taktycznej, ale również dzięki zahartowaniu, pochodzeniu z dołów społecznych i charyzmie wodza.

Mamy więc do czynienia z głęboko ludzkim obrazem armii, znacznie wykraczającym poza tradycyjnie przedstawiany, lecz odhumanizowany wizerunek wojska wyłaniający się z nawały liczb i schematów organizacyjnych. Oman częstokroć zwraca uwagę na kwestie związane z pochodzeniem społecznym i narodowym, a nawet wyznaniem, ponieważ znacząco rzutowały one na stosunek do służby. Dlatego też nieco razi, kiedy redaktor merytoryczny za wszelką cenę stara się za pośrednictwem przypisów uczynić z tej książki kolejną pozycję napisaną w duchu konserwatywnej historii, lekceważącej czynnik ludzki na rzecz patrzenia na armię z perspektywy kancelisty bądź archiwisty. Wziąwszy pod uwagę koncepcję przyświecającą autorowi, naprawdę nie ma znaczenia, czy dany batalion dotarł na miejsce dzień wcześniej czy później i czy wspomniana kompania poszła w lewo czy w prawo. W ten sposób zabija się historię wojskowości i sprowadza do rangi czegoś, czym nigdy być nie powinna, tym bardziej, że spod ręki brytyjskiego historyka wyszło przecież monumentalne, siedmiotomowe dzieło pt. History of the Peninsular War, które jest obecnie tłumaczone na język polski (jako Historia wojny na Półwyspie Iberyjskim) – tego typu uwagi powinny się znaleźć właśnie tam, ale na Boga!, nie w opracowaniu traktującym przede wszystkim na temat relacji wewnętrznych panujących w armii Wellingtona! Niezbyt przychylne uczucia wzbudziło we mnie również uzupełnianie wywodów Omana o przypisy prowadzące często jedynie do stron internetowych i popularnonaukowych zeszytów wydawanych przez Osprey Publishing (choć wartość merytoryczna niektórych z nich jest niekwestionowana).

Uderzające jest, że pomimo wielu czynników determinujących funkcjonowanie armii to osoba Wellingtona miała decydujący wpływ na jej losy. Jest to sytuacja relatywnie rzadka w dziejach, choć typowa dla oddziałów operujących przez lata z dala od ojczyzny i dopiero nabierającej poważnego doświadczenia bojowego (analogia z armią Cezara nasuwa się sama przez się). Pomimo wysokich umiejętności cechujących niektórych generałów, nie ulega wątpliwości, że w przypadku nagłej śmierci głównodowodzącego brytyjskie siły na Półwyspie nie tylko straciłyby dotychczasowy charakter, ale może nawet szansę na skuteczne zakończenie kampanii. Powoduje to, że tytuł książki jawi się jako bardzo adekwatny do jej zawartości, ale jednocześnie wskazuje czytelnikowi wagę zdolności psychologicznych jakimi powinien cechować się wybitny wódz.

Oman nie ucieka od trudnych tematów, takich jak brutalność wobec cywili, niekompetencja, pijaństwo czy nieumiejętność prowadzenia działań oblężniczych. Szczególnie krytycznie ocenia kadrę oficerską, często kompletnie nieprzygotowaną do pełnienia powierzonych jej funkcji. Stara się także bronić żołnierzy przed wyjątkowo ostrymi uwagami wypowiadanymi na ich temat przez Wellingtona, tłumacząc, że system rekrutacyjny oraz sposób traktowania ich przez zwierzchników utrudniały wykształcenie się właściwych postaw moralnych, nie wspominając już o wpływie brutalnych działań wojennych na zachowanie jej uczestników. Przez cały czas w centrum zainteresowania Omana znajduje się człowiek – dodawszy do tego erudycję autora otrzymujemy dzieło szalenie wartościowe, zaś pod względem koncepcyjnym ze wszech miar godne naśladowania. Wydawanie takich książek w naszym kraju może uzmysłowić niektórym, że to nie abstrakcyjnie pojęty 10. pułk idzie do natarcia, ale kilkuset służących w jego ramach ludzi ze swoimi emocjami, doświadczeniami i nawykami (nierzadko wyniesionymi z życia cywilnego). Monografie kampanii również są potrzebne, ale historia to nauka o człowieku i nigdy nie należy o tym zapominać. Zdecydowanie wybitna książka!

Kategorie wiekowe: ,
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
"Armia Wellingtona" być może stanowi najważniejszą książkę w dorobku Charlesa Omana, gdyż stanowi odejście od tradycyjnego badania wojskowości przez pryzmat przebiegu kampanii i uzbrojenia na rzecz poświęcenia baczniejszej uwagi historii społecznej. Pomimo tego, że oryginalne wydanie ukazało się w 1912 r., to po dziś dzień może stanowić wzór tego, w jaki sposób wyeksponować decydujący przecież czynnik ludzki, schodzący niekiedy na drugi plan.

Autor

(ur. 1985) historyk starożytności, doktor nauk humanistycznych, autor pięciu opracowań, współautor jednego oraz autor ponad trzydziestu artykułów naukowych i popularnonaukowych. Ostatnimi czasy zmierzył się nawet z wyzwaniem napisania podręcznika dla uczniów szkół średnich. Interesuje się przede wszystkim dziejami republiki rzymskiej, ludów północnego Barbaricum i mechanizmami kontroli społecznej, ale gdyby miał czytać tylko na ten temat, to pewnie by się udusił.
Google+