Himmler. Listy ludobójcy

Himmler. Listy ludobójcy

Autor: Katrin Himmler, Michael Wildt

  • Tytuł oryginału: Himmler privat: Briefe eines Massenmörders
    Tłumaczenie: Sławomir Kupisz
    Wydawnictwo: Prószyński i Spółka
    Data wydania: 2016
    ISBN: 978-83-8069-086-8
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 520
Z prywatnych listów Heinricha Himmlera wyłania się wizerunek „zbrodniarza z przekonania”. Nie oddzielał swojej działalności jako wykonawcy polityki zagłady od życia prywatnego. Ludobójstwo postrzegał jako nałożony na niego obowiązek, który należało sumiennie wykonać. W jego listach nie ma choćby śladu zwątpienia, z których zwierzałby się żonie. Himmler nie był w żadnym razie trybikiem w totalitarnym mechanizmie. Chciał robić to, co robił, i chciał robić to dokładnie i solidnie.z opisu wydawnictwa

Mam przed sobą książkę, która wzbudza we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony „Listy ludobójcy” pod redakcją niemieckiego historyka oraz wnuczki brata Himmlera (sic!), to praca niemalże kompletna. Zawiera korespondencję między Himmlerem i jego żoną Marg z lat 1927-1945 oraz fragmenty pamiętników ich córki Gudrun. Dobrze zrobiona jest edycja (bibliografia, przypisy) i redakcja tekstów, kompetentne komentarze do korespondencji, świetne tłumaczenie, jednym słowem – wszystko bardzo dobre. Ale z drugiej strony, tak po ludzku – ta książka to lektura nudna i męcząca. Dlaczego?

Historykom „Listy ludobójcy” bardzo pomogą w ich pracy, to dla nich nieocenione, bogate i nowe źródło, ale… szczerze wątpię, czy wyczytają z nich coś więcej ponad to, o czym już wiedzieli. Dla czytelnika laika, ale i dla wielu historyków, listy Himmlera są chaotyczne, sztampowe i schematyczne, sztywne, bez życia i uczuć, pełne słodyczy, momentami infantylne i naiwne, w zasadzie – o niczym. Z bogatej korespondencji wynika, że autorzy listów byli ludźmi banalnymi, prostymi, postaciami nijakimi żeby nie powiedzieć – prymitywnymi. Takie odniosłem wrażenie po lekturze tej książki.

Absolutnie nie mogę zgodzić się z wieloma głosami twierdzącymi, że listy Himmlera wskazują na jego zbrodniczy geniusz i wysoką inteligencję. Nic bardziej mylnego. To zwykłe doszukiwanie się czegoś, co nie istnieje i budowanie na wyrost, niczym nie popartych tez. Zgadzam się natomiast z Hanna Arendt: Himmler był banalny i wtórny, nie był żadnym geniuszem, ale człowiekiem małym, zakompleksionym i pełnym złości, którą skierował wobec ludzi i świata. Dowodzą tego listy Himmlera do żony, która niewiele odbiegała od niego poziomem.

Dlaczego tak sądzę? Do przygotowania i przeprowadzenia zbrodni o rozmiarach i wadze, których dopuścił się Himmler, nie trzeba było być geniuszem, jak twierdzi wielu historyków. Wystarczył człowiek pozbawiony skrupułów, litości i ludzkich odruchów, ktoś komu obce są emocje i uczucia. Kimś takim był Himmler. Nie warto w stosunku do postaci pokroju Himmlera używać zbyt wzniosłych i wielkich słów i przypisywać mu cech, których nie posiadał. Geniuszem był Einstein, ale nie osobnik typu Himmler.

Uderzający w korespondencji Himmlera z żoną jest brak głębszych emocji i uczuć między małżonkami. Ich listy są często bezosobowe, „bezpłciowe”, suche i zimne, pełne frazesów, sztywności i wyświechtanych zwrotów. To bardziej raporty, relacje, niż listy. Autorzy tych listów byli właśnie takimi ludźmi: sztampowymi, zwykłymi, nijakimi, żeby nie powiedzieć prostymi i nieciekawymi, intelektualnymi miernotami, emocjonalnymi kadłubkami, uczuciowymi wydmuszkami. Może dlatego właśnie byli zdolni do zbrodni? Paradoksalnie, ich listy zaprzeczają, że byli ludźmi o ponadprzeciętnej inteligencji, a już na pewno nie byli geniuszami. To właśnie tacy zwykli, prości, bezbarwni ludzie byli zdolni popełnić wielkie zbrodnie. Nie trzeba być wcale genialnym, wystarczy być człowiekiem bez uczuć, aby stać się potworem.

Czytając „Listy ludobójcy” trzeba pamiętać o biografii Himmlera pióra Petera Longericha – świetnej książce, której na pewno nie będzie można uznać za gorszą właśnie teraz, po wydaniu listów Himmlera. Praca Longericha jest kompletna i skończona, a „Listy” niewiele nowego mogłyby do niej wnieść.

W sumie, „Listy ludobójcy” to ważna i potrzebna książka. Co do tego nie ma wątpliwości. Pouczająca lektura, aczkolwiek mało ciekawa. Nie ma tu sensacji i „smaczków historycznych”, jeśli ktoś na to liczy. Raczej „życie codzienne”, tyle że w wojennym, zbrodniczym, psychopatycznym wydaniu. Dobrze, że listy Himmlera zostały wydane, ale nie przeceniajmy ich jako źródła historycznego, niewiele wnoszą do tego, co już wiedzieliśmy o „buchalterze śmierci”.

Kategorie wiekowe:
Wydawnictwo:
Format:
wartość merytoryczna
atrakcyjność treści
poziom edytorski
OCENA
Ważna i potrzebna książka, pouczająca lektura, choć nieco mało ciekawa. Dobrze, że listy Himmlera zostały wydane, ale nie przeceniajmy ich jako źródła historycznego, niewiele wnoszą do tego, co już wiedzieliśmy o „buchalterze śmierci”.

Autor

Historyk, popularyzator historii i recenzent książek.
Google+