Pierwsza zdrada zachodu. 1920 – zapomniany appeasement

Pierwsza zdrada zachodu. 1920 – zapomniany appeasement

Autor: Andrzej Nowak 

  • Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
    Seria wydawnicza:
    Data wydania: 2015
    ISBN: 978-83-08-05550-2
  • Wydanie: papierowe, cyfrowe
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 606
Po prawie stu latach profesor Andrzej Nowak odkrywa nieznane dokumenty, z których wynika, że w 1920 roku europejskie mocarstwa były gotowe przehandlować Polskę w zamian za pokój z bolszewicką Rosją. Upalne lato 1920 roku. Armie sowieckie stoją pod Warszawą, Polacy gotują się do bitwy ostatecznej. Na kongresie Międzynarodówki panuje triumfalny nastrój, wszak „po trupie białej Polski wiedzie droga do pożaru, którego płomienie ogarną świat”. Przeciw pomocy dla Polski strajkują angielscy dokerzy, Czechosłowacja wykorzystuje okazję, by zająć Zaolzie. Sytuacja jest dramatyczna, ale Niemcy nie wyglądają na wystraszonych, bowiem sowieccy wysłannicy w Berlinie przekonują, że nie przekroczą ich granicy. Armia Czerwona oddaje Niemcom Działdowo. Zachód występuje w obronie Polski, rokuje z Sowietami. Na konferencji w Spa jak zwykle oschły wobec Polaków Lloyd George wymusza na premierze Grabskim akceptację granicy na Linii Curzona. Każda cena jest warta pokoju, a w końcu Rzeczpospolita sama sobie winna. Każda cena jest warta przetrwania. A jaką cenę byli gotowi zapłacić nasi sojusznicy? Pojęcie appeasementu jest powszechnie kojarzone z kapitulacyjną polityką względem Hitlera, której najbardziej haniebnym owocem było oddanie Niemcom Czechosłowacji. W swojej sensacyjnej pracy Andrzej Nowak używa tego terminu do opisania ściśle tajnych działań, które w 1920 roku państwa zachodnie podjęły wobec Polski. Opowiadająca o kulisach tych wydarzeń popularnonaukowa książka stała się ważnym wydarzeniem na rynku książki historycznej, czego dowodem jest nagroda Klio 2016.z opisu wydawcy

Książka A. Nowaka jest pod wieloma względami kuriozalna. Nie dlatego, że jej autor popełnia błędy rekonstruując fakty. To nie jest przypadek P. Zychowicza. Po prostu interpretacja faktów dokonywana przez tego badacza jest dosyć absurdalna. Stoi za nią jednak bardzo porządna analiza, która pozwala stawiać niewygodne pytania dotyczące polskiego dyskursu o historii.

Praca składa się z trzech części. W pierwszej autor zastanawia się nad stosunkiem mocarstw Francji i USA do niepodległości Polski. Niedwuznacznie wskazuje on na przedkładanie przez te mocarstwa interesów Rosji nad interesami Polski. Nie zauważa jednak konsekwencji swojego wywodu. Bez przewrotu bolszewików nie byłoby warunków, w których Polska mogła stać się niezależna od Rosji. Co więcej autor ma rację, że Amerykanie jeszcze w 1920 roku uważali, że nie należy uszczuplać przestrzeni państwowej Rosji poza rejonem „etnograficznej” Polski, Finlandii, czy Armenii. Francja dopiero w marcu 1917 roku poparła niepodległość Polski. Miała także nadzieję, na odbudowę wielkiej „białej” Rosji a polskich imperialnych roszczeń na kresach nie uznawała za poważne. Dopiero osłabienie nadziei na zbudowanie silnej niekomunistycznej Rosji sprawiło, że Polska stała się narzędziem, które we francuskiej polityce miało wypełnić rolę utraconego sojusznika na wschodzie. Francuska prawica ciągle jednak marzyła o odbudowaniu białej Rosji, zaś lewica nie uważała porozumienia z czerwoną Rosją za coś złego.

Drugi rozdział poświęcony jest brytyjskiej polityce względem postcarskiej przestrzeni na wschodzie, która doprowadziła do zaproponowania Leninowi granicy polsko-radzieckiej na linii Curzona. W trzeciej zaś części autor odpowiada na pytanie o to kto w brytyjskiej polityce stał za zaproponowaniem ZSRR linii Curzona jako wschodniej granicy pomiędzy tym krajem a Polską. Nowak analizuje znaczenie, oraz postawy i poglądy takich osób jak lord A. J. Balfour, który w rządzie L. George’a był pierwszym lordem Admiralicji, sekretarzem stanu Foreign Office i lordem przewodniczący Tajnej Rady; L. Namiera (Ludwik Bernstein-Niemirowski) urzędnika Foreign Office, Ph. Kerra prywatnego sekretarza Lloyda George’a, M. P. Hankey`a pierwszego sekretarza gabinetu tego premiera; sir H. G. Montagu Rumbolda brytyjskiego posła nadzwyczajnego w Warszawie, G. N. Curzona sekretarza stanu Foreign Office i W. L. S. Churchilla sekretarza stanu War Office. Analiza ta prowadzi do ciekawych wniosków, których autor jakby kompletnie nie zauważa. Balfour oczywiście na pierwszym miejscu stawiał interesy brytyjskie. Podczas pierwszej wojny światowej był zwolennikiem unii Polski z Rosją, przy czym Polska obejmowałaby królestwo Polskie powiększone o ziemie zaborów pruskiego i austriackiego, w których Polacy byliby większością. W październiku 1918 roku Balfour uważał, że Polska winna mieć granicę etnograficzne, nie widział powodu aby do Polski przyłączyć wschodnią część Galicji, czy ziemie litewskie. Podkreślał on, że polskie elity byłyby niezadowolone z podziału Galicji, ale preferował on połączenie ziem ukraińskich ze wschodnią Galicją. Do memorandum Balfoura dołączona została mapa, która została sporządzona przez Namiera. Miał on polskie korzenie. Jego rodzina pochodziła z Lubelszczyzny – byli to spolonizowani Żydzi. Podczas studiów we Lwowie spotykał się on jednak z antysemityzmem, endecy kwestionowali nieustannie jego polskość. Bernstein-Niemirowski wyjechał więc na studia do Szwajcarii, a potem UK i szybko został brytyjskim urzędnikiem. Namier (pod tym nazwiskiem działał on po przyjęciu brytyjskiego obywatelstwa) doskonale zdawał sobie sprawę ze znaczenia granic etnicznych. Nie był pozytywnie nastawiony do Polski, a szczególnie krytycznie oceniał R. Dmowskiego. Uważał, że przekroczenie przez Polaków linii Bugu uczyni z bolszewików obrońców wielkoruskiej idei, umocni ich popularność w Rosji, prowadząc do kontruderzenia Armii Czerwonej na Polskę, zbliżenia Rosji sowieckiej do Niemiec, a program federacyjny Piłsudskiego uznawał za marną przykrywkę dla tego samego co u Dmowskiego, tylko jeszcze bardziej perfidnego sowieckiego imperializmu. Dla Nowaka jest to oznaka antypolonizmu, tymczasem Namier miał w bardzo dużym stopniu rację, co dobrze pokazała reakcja Rosjan na tzw. wyprawę kijowską. Namier nie był zwolennikiem przyłączenia wschodniej Galicji do Polski ponieważ zdawał sobie sprawę, że większość jej mieszkańców wcale nie marzy włączenia tych ziem do Polski. Zwracał uwagę, że ludność żydowska nie zawsze identyfikuje się z polskością i znów miał rację. Żydzi na Wileńszczyźnie, Podlasiu, kresach w dużym stopniu nie sprzyjali Polsce, szczególnie, że wielu z nich było litwakami, którzy jednak różnili się w stosunkiem do polskości czy polskiej kultury od Żydów, którzy na ziemiach polskich mieszkali od wieków. O ile trudno Namiera uważać za sympatyka sprawy polskiej, to dosyć trzeźwo patrzył on jednak na granice etniczne na dawnych kresach. Wbrew temu co się często wydaje Polakom, Brytyjczycy całkiem nieźle zdawali sobie sprawę z sytuacji w Europie Wschodniej. Może zbyt mocno ufali oficjalnym statystykom, które w imperium rosyjskim nie były prowadzone zbyt rzetelnie. Nie oni jedyni – podobnie ufali im Niemcy po zajęciu kresów podczas pierwszej wojny światowej. Jeśli Brytyjczycy byli przeciwni polskim roszczeniom terytorialnym na wschodzie, to nie był to efekt braku wiedzy o Europie Wschodniej. Wręcz przeciwnie – doskonale zdawali sobie oni sprawę z tego  jak wyglądały podziały etniczne w naszej części Europy.

Poglądy autora książki i jego ogląd sytuacji najlepiej oddaje cytat dotyczący Lloyda George’a – „Uważał za całkowicie naturalne, że sam rządzi ponad czterystoma pięćdziesięcioma milionami poddanych nie-Anglików, nie wspominając o dysydentach irlandzkich czy walijskich, ale potępiał rządy Polski nad pięcioma milionami Białorusinów i Ukraińców jako «imperializm» i «militaryzm». Nie zauważył, że Polska, mając trzydzieści milionów ludności i terytorium większe od Wielkiej Brytanii, nie może być traktowana na równi z innymi małymi narodami, które znał”. O ile Brytyjczycy z oczywistych względów byli imperialistami, to jednak nie czuli żadnej sympatii do mniejszych imperialistów. Brytyjczycy zdawali sobie sprawę, że na kresach Polacy są mniejszością i przyłączenie tych terenów do Polski niekoniecznie jest racjonalne, a już na pewno nie jest sprawiedliwe. Autor książki w tym zdaniu przyznaje, że prawa Polski do rządów nad kresami nie wynikały z sytuacji etnicznej. Zawyża ówczesną liczbę Polaków i nie umie wznieść się ponad polski nacjonalizm. Brytyjczycy mieli dobre rozeznanie, jak wyglądają warunki w naszej części Europy i nie musieli kierować się polskim imperializmem. Nie czuli wobec niego sympatii. Brytyjskie elity były znacznie bardziej zainteresowane zawarciem układu z nową Rosją, widziały w tym prawdziwy brytyjski interes.

Tak więc o ile analiza przeprowadzana przez A. Nowaka jest ciekawa, to głównym jej grzechem jest w mojej opinii zbyt „polskie” spojrzenie na sytuację na kresach. Terytorium to było multi-etniczne, sąsiadowały tu ze sobą różne nacje. Prawdą jest, że w większości elita była polska, ale przeważająca przecież ludność wiejska w dużej mierze już nie. Obok Polaków mieszkali tu liczniejsi Ukraińcy, Białorusini i Żydzi. Większość z nich nie czuła związku z polskością i trudno stawiać im o to zarzut. W końcu my nie widzimy nic złego w fakcie, że Polacy mieszkający w Cesarstwie Rosyjskim, czy Niemieckim nie utożsamiali się z tymi państwami (co nawiasem mówiąc też jest kwestią dużo bardziej skomplikowaną). Nie odmawiamy naszym przodkom prawa do niechęci wobec państw zaborców, ale nie umiemy się wnieść ponad nasz nacjonalizm, kiedy oceniamy postawy innych niż polska nacji funkcjonujących na dawnych kresach. Z analizy A. Nowaka wynikają jednak dwie istotne kwestie, które nie są jak dotąd zbyt mocno akcentowane w naszej historiografii. Po pierwsze Brytyjczycy dużo lepiej zdawali sobie sprawę z sytuacji etnicznej na wschodzie Europy niż sądzono. Ich niechęć do polskiego imperializmu wypływała nie tylko z przekładania brytyjskich interesów nad inne, ale też była efektem dobrego rozeznania w sytuacji. Najzabawniejszy jest fakt, że A. Nowak uparcie nie chce tego zauważyć. Druga kwestia była przed 1989 rokiem częścią komunistycznej propagandy, więc została kompletnie wyrugowana z polskiej świadomości historycznej po tej dacie. Otóż nie byłoby niepodległej Polski bez komunistycznego zamachu w Rosji. Polska uzyskała możliwość niepodległego bytu dzięki rewolucji. Bez niej mocarstwa zachodnie przedłożyłyby z pewnością interesy białej Rosji nad Polski. Paradoksalnie więc Lenin bardziej przysłużył się sprawie polskiej niż inni niepolscy politycy. Nie dlatego, że sympatyzował ze sprawą polską (bo tego nie czynił, nie miał zresztą do tego żadnych powodów), ale dlatego że bez wypadnięcia Rosji z listy zwycięskich mocarstw nie byłoby możliwości dla uzyskania przez Polskę niepodległości. Praca A. Nowaka z jednej strony jest więc bardzo rzetelnie porządnie przeprowadzoną analizą, z drugiej jednak strony w moim odczuciu autor nie zauważa niektórych konsekwencji swoich wywodów. Być może kiedyś do polskiej świadomości historycznej przebije się bardziej obiektywne spojrzenie na stosunki etniczne na dawnych kresach. Niestety chyba przyjdzie nam jeszcze na to poczekać…

Książkę zamykają dwa aneksy. Pierwszy dotyczy możliwości zniszczenia bolszewizmu w Rosji przez wojsko polskie. Autor nie daje się ponieść modnym ostatnio hippermocarstwowym postawom i bardzo trzeźwo konkluduje, że Polska ani nie miała ku temu możliwości, ani interesu w popieraniu białej Rosji w walce z czerwoną. Bez rządów bolszewików w Rosji nie byłoby zapewne sprzyjających okoliczności, które pozwoliły zachować niepodległość Polsce. A już na pewno nie byłoby możliwości, aby Polska zawładnęła ówczesnymi kresami. Wbrew ahistorycznym rachubom, w interesie nowo powstałego państwa polskiego było zachowanie władzy bolszewików w Rosji. Drugi aneks poświęcony jest rokowaniom w Rydze. Jest on znacznie mniej ciekawy i chyba jednak jest dość mocno spaczony przebijającym przez tekst polskim nacjonalizmem…

 

Kategorie wiekowe: ,
Wydawnictwo:
Format:
wartość merytoryczna
atrakcyjność treści
poziom edytorski
OCENA
Studium A. Nowaka "Pierwsza zdrada zachodu. 1920 zapomniany appeasement" opowiada o stosunku mocarstw zachodnich do granicy polsko-radzieckiej i do roli Polski w Europie po końcu Wielkiej Wojny. Autor poprawnie analizuje brytyjską politykę zagraniczną, nie jest jednak w stanie wnieść się poza polski nacjonalizm. Nie dostrzega on, że nie tylko mocarstwa zachodnie długo przekładały interesy rosyjskie ponad polskie, ale też, że Brytyjczycy dosyć dobrze zdawali sobie sprawę z stosunków etnicznych na ziemiach na wschód od Bugu

Autor

doktor habilitowany historii w zakresie historii starożytnej i adiunkt w Zakładzie Historii Starożytnej Uniwersytetu w Białymstoku. Autor książek "Konsolidacja Cesarstwa Rzymskiego za panowania Aureliana 270-275" (wyd. Avalon, 2007) i Jowisz, Jahwe i Jezus. Religie w Historia Augusta (wyd. Sub Lupa, 2015)
Inline
Inline
Google+