Wiek kapitału 1848-1875

Wiek kapitału 1848-1875

Autor: Eric Hobsbawm

  • Tłumaczenie: Marcin Starnawski
    Tytuł oryginału: The Age of Capital: 1848–1875
    Wydawnictwo: Wydawnictwo Krytyki Politycznej
    Data wydania: 2015
    ISBN 978-83-64682-30-8
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 480
W historii współczesnej Europy lata 1848–1875, okres opisywany przez Erica Hobsbawma w Wieku kapitału, drugiej części jego wszechogarniającej historycznej tetralogii, były niczym oko cyklonu – spokojne trzydziestolecie odgraniczone z jednej strony przez socjalistyczną rewolucję, której koniec przypadł na rok 1848, a z drugiej przez nadchodzącą rzeź. Ten czas był także złotą epoką dla burżuazji i rodzącego się kapitalizmu. Hobsbawm z wielką uwagą śledzi wszystko to, co było jej katalizatorem: odkrycia geograficzne i kolonizacja, abolicja, liberalizacja gospodarek, rozwój technologiczny, masowe kształcenie inżynierów, a także pojawienie się protestanckiej etyki pracy. Mistrzowski przegląd drugiej połowy XIX wieku bazujący na bogactwie materiałów i ich głębokim zrozumieniu.informacja wydawcy

Po bardzo dobrym „Wieku rewolucji” spodziewałem się, że lektura „Wieku kapitału” dostarczy mi porównywalnej satysfakcji. Choć Eric Hobsbawm zachował dotychczasową strukturę, to rozkład akcentów zadecydował, że jest to (niestety!) najsłabsza część napisanej przez niego monumentalnej historii XIX w. Jest to o tyle zaskakujące, że to właśnie lata 1848–1875 powinny być dla niego polem do popisu, a to z uwagi na rozwój masowych ruchów politycznych oraz wzrost znaczenia związków zawodowych. Fascynacja piśmiennictwem Karola Marksa, która znalazła odbicie w tytule książki (prawidłowa forma przekładu to „Wiek Kapitału”, nie zaś „Wiek kapitału”, ponieważ taki zapis sugeruje odmienny punkt odniesienia od faktycznie przyjętego przez autora) jest tak daleko idąca, że postać ta została przedstawiona na podobieństwo proroka. Nie sposób odmówić Marksowi wielu interesujących spostrzeżeń, jak również znaczącego wkładu w rozwój historiografii i nauk społecznych, ale nie jest to równoznaczne ze zgłębieniem przez niego tajemnicy świata. Po badaczu tej klasy co Hobsbawm spodziewałem się znacznie więcej krytycyzmu. Wplatanie odwołań do Marksa we wszystkich rozdziałach po pewnym czasie zaczyna irytować, szczególnie, że nie zawsze jest to uzasadnione treścią prezentowanego wywodu.

Narracja rozpoczyna się od „wiosny ludów”, ale jest pozbawiona polotu, którym cechował się znany z poprzedniego tomu rozdział poświęcony przygotowaniom do wydarzeń z 1848 r. Najciekawszym fragmentem okazała się analiza międzynarodowych powiązań ich inspiratorów, z jednej strony relatywnie nielicznych, a z drugiej niezwykle sprawnych i – co nie bez znaczenie w tego typu sytuacjach – mających wiele szczęścia. Hobsbawm zwrócił uwagę, że nigdy nie doszło do wypracowania jednolitych postulatów, a „wiosna ludów” na różnych obszarach miała odmiennych charakter i przebieg. Częścią wspólną pozostawała chęć przebudowy europejskiego ładu politycznego, często występowały także postulaty o zabarwieniu narodowym, ale na różnych terenach ich realizację wyobrażano sobie w odmienny sposób i przy użyciu różnych środków. W ogólnym rozrachunku nie udało się podkopać fundamentów systemu wiedeńskiego, ale lont został zapalony, by po latach doprowadzić do wybuchu, który miał miejsce w latach 1918–1919. Nie wyprzedzajmy jednak faktów…

Podczas opisywania wspomnianego okresu Hobsbawm postanowił przyjrzeć się ówczesnej rzeczywistości wziąwszy pod uwagę: zjawiska historyczne (gospodarka, kwestie społeczne, wojskowość – bez dwóch zdań najsłabszy rozdział w całej książce, kolonializm, ruchy polityczne i związkowe, przemiany obyczajowo-kulturowe, migracje, nauka, religia, sztuka…), przestrzeń (wieś, miasto, „człowiek w ruchu”) i grupy społeczne (chłopi, robotnicy, burżuazja, arystokracja – bardzo klarownie przedstawiono proces kształtowania się kategorii bogatych bankierów, mających coraz większy wpływ na otoczenie i wypierających tradycyjną arystokrację rodową, której podstawowym źródłem utrzymania wciąż pozostawała ziemia). Pomimo okoliczności, że wspomniana klasyfikacja znalazła odbicie w zastosowanym podziale redakcyjnym, to zaprezentowane ujęcia przez cały czas przeplatają się ze sobą, dając czytelnikowi dobre wyobrażenie na temat wzajemnego przenikania się różnorodnych zjawisk społecznych, dla zrozumienia których potrzebna jest szersza wiedza, dalece wykraczająca poza wąską specjalizację.

O ile pierwszy tom został zdominowany przez ujęcie ekonomiczno-społeczne, trzeci kulturowe, o tyle recenzowany tom zawiera najwięcej wątków politycznych. Hobsbawm ukazał m.in. proces „kurczenia się” świata, ściśle związany z kolonializmem i redukacją liczby centrów decyzyjnych. Tym bardziej szkoda, że tak słabo wypadły kwestie militarne, albowiem ich znaczenie dla kształtowania się ówczesnego ładu politycznego było decydujące. Wprawdzie brytyjski badacz poświęcił uwagę źródłom napięć, czy działalności dyplomatów, ale zabrakło szerszej refleksji na temat wpływu wojny na rozwój cywilizacyjny, nie wyłączając rozwoju technicznego. Przykładowo, trauma wojny krymskiej (1853–1856) miała istotne znaczenie dla zmian związanych z postrzeganiem „człowieka na wojnie”, co bardzo dobrze pokazał m.in. Jacek Legieć w zrecenzowanym na „Mądrych Książkach” opracowaniu poświęconym służbie wojskowej mieszkańców Królestwa Polskiego w armii carskiej. Tematem samym w sobie jest także postrzeganie zjawiska wojny przez przedstawicieli różnych opcji politycznych.

W wywodach autora coraz więcej miejsca zaczęły zajmować USA, co pokazuje, że pomimo marginalizacji państw leżących na innych kontynentach niż Europa znalazł się wyjątek, który po upływie niespełna 100 lat zaczął dominować nad krajami „Starego Kontynentu”. Dla odmiany, chętnie poczytałbym nieco więcej o monarchii habsburskiej, a także mniej eksponowanych obszarach (Bałkany, Skandynawia, itp.).

„Wiek kapitału” nie jest książką złą: zawiera multum informacji niezbędnych do zrozumienia specyfiki XIX w., do tego podanych w bardzo interesującej formie (tradycyjnie wywody Hobsbawma uzupełniono o tabele i mapy). Momentami jest jednak bardzo manieryczna, a to za sprawą nieukrywanego zachwytu autora nad koncepcjami Marksa, traktowanymi przez niego dość bezkrytycznie. „Kapitał” nadmiernie zdominował treść opracowania, które nic nie straciłoby na pozbawieniu go połowy nawiązań do wspomnianego dzieła. Hobsbawm to uznana marka, ale t. II historii XIX w. dowodzi, że nawet najwięksi uczeni mają swoje słabości, nie zawsze w pełni strawne dla czytelnika.

Kategorie wiekowe: ,
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
"Wiek kapitału" stanowi drugi tom napisanej przez Erica Hobsbawma trylogii poświęconej dziejom XIX w. Wszechobecne, bezkrytyczne nawiązania do koncepcji Karola Marksa czynią go momentami niezbyt strawnym, tym bardziej, że wiele kwestii świetnie omówionych w t. I zostało tu zmarginalizowanych kosztem promowania "jedynie słusznej" idei politycznej. Nie zmienia to faktu, że "Wiek kapitału" znać warto, gdyż na 480 stronach można odnaleźć multum informacji i wiele interesujących analiz.

Autor

(ur. 1985) historyk starożytności, doktor nauk humanistycznych, autor pięciu opracowań, współautor jednego oraz autor ponad trzydziestu artykułów naukowych i popularnonaukowych. Ostatnimi czasy zmierzył się nawet z wyzwaniem napisania podręcznika dla uczniów szkół średnich. Interesuje się przede wszystkim dziejami republiki rzymskiej, ludów północnego Barbaricum i mechanizmami kontroli społecznej, ale gdyby miał czytać tylko na ten temat, to pewnie by się udusił.
Google+