Wspomnienia z kampanii hiszpańskiej

Wspomnienia z kampanii hiszpańskiej

Autor: William Wheeler

  • Tłumaczenie: Michał Ronikier
    Tytuł oryginału: The Letters of Private Wheeler
    Wydawnictwo: Libron
    Data wydania: 2007
    ISBN 978-83-60547-03-8
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: miękka
    Liczba stron: 196
Spróbuję Wam teraz przedstawić naszą sytuację. Za nami, na wzgórzu, stało jakieś 20 czy 30 dział, które strzelały do nieprzyjaciela nad naszymi głowami. Równie potężna bateria Francuzów, ulokowana na ich skrzydle, odwzajemniała nasz ogień; kartacze i pociski padały gęsto jak grad, budząc ogólne przerażenie. Ponieważ stojąc w tym miejscu nie widzieliśmy żołnierzy nieprzyjaciela, choć oni zasypywali nas kulami z muszkietów, trębacze zagrali komendę: „padnij”. W tym momencie mój sąsiad otrzymał postrzał, a ja, podnosząc się, by pospieszyć mu z pomocą, zostałem trafiony przez zabłąkaną kulę w wewnętrzną stronę prawego kolana, czyli dokładnie w to samo miejsce, w które raniono mnie pod Lezaca. Podobnie jak wtedy było to jedynie niegroźne draśnięcie, ale przez moment odczuwałem silny ból. W chwilę później jeden z pocisków wpadł w środek kolumny uformowanej przez piętnasty pułk huzarów i wybuchnął między nimi. Widziałem wzlatujące w górę szable i pochwy. Ponieważ nadszedł czas, by opuścić zajmowane stanowisko i poszukać jakiegoś schronienia, huzarzy przesunęli się nieco w lewo, a my pod gradem pocisków ruszyliśmy w kierunku owej bocznej drogi. Jeden z kartaczy trafił w pierś naszego kolegę, kroczącego nieco na prawo ode mnie; biedak został rozerwany na cząsteczki…fragment książki

Wspomnienia pozostawione przez uczestników walk są dla historyka wojskowości najwspanialszym źródłem, gdyż pozwalają poznać przeżycia i emocje, których nie są w stanie zastąpić nawet najlepsze raporty. Jeśli zaś wychodzą spod ręki szeregowca bądź podoficera, wówczas stanowią prawdziwą gratkę. Powód takiego stanu rzeczy tylko pozornie jest oczywisty, ale najlepiej oddać głos samemu Williamowi Wheelerowi, autorowi Wspomnień z kampanii hiszpańskiej: „Drażnią mnie codzienne rozkazy naszej Armii, wydawane w dniu, w którym został zabity lub ranny jakiś lord, generał czy pułkownik. Sława chwyta za swą trąbę, by oznajmić [ten fakt – przyp. MNF] całemu światu (…). Któż jednak opisze chlubne uczynki tysięcy żołnierzy, którzy żyją, walczą i giną w zapomnieniu (…)?”. Właśnie dlatego nieco nieudolne wysiłki literackie Wheelera i jemu podobnych są na wagę złota – bez nich jeszcze więcej osób wierzyłoby w napoleońską maksymę, że „na wojnie ludzie są niczym, jeden człowiek jest wszystkim”, brutalnie zweryfikowaną swego czasu pod Waterloo.

Okres napoleoński był pod tym względem wyjątkowo owocny: wielu żołnierzy postanowiło podzielić się ze światem swoimi doświadczeniami i przemyśleniami, dzięki czemu posiadamy obfity materiał źródłowy zawierający impresje posiadaczy różnych stopni (co pozwala nie tylko na konfrontację sporządzonych przez nich relacji, ale również opracowanie kwestii postrzegania środowiska oficerów przez podwładnych, i odwrotnie). Kiedy trafią one w ręce kompetentnego historyka, wówczas otrzymujemy równie interesujące książki co recenzowane wcześniej na portalu „Mądre Książki” Armia Wellingtona Charlesa Omana i Żołnierze Wielkiej Armii Jean-Claude’a Damamme’a. Trochę szkoda, że tak rzadko przekłada się je na język polski, gdyż po oryginalne wydania sięgają niemal wyłącznie zawodowi historycy. Wojny napoleońskie kojarzą się przeciętnemu czytelnikowi z kolorowymi mundurami i wielkimi osobowościami, względnie legendą polskich szwoleżerów, więc wypadałoby nieco ten obraz zmodyfikować. Wydanie wspomnień Wheelera, od 1809 r. żołnierza 51. Regimentu (Pułku) Piechoty, jest pod tym względem krokiem w dobrą stronę, szczególnie że pozwala skonfrontować narodową mitologię związaną z polskim udziałem w walkach toczonych w Hiszpanii z perspektywą zwykłego brytyjskiego piechura, który – co ciekawe – zdawał się nie odczuwać negatywnych emocji wobec przeciwników.

Muszę jednak nieco ponarzekać na pomysł okrojenia wspomnień Wheelera do wątków bezpośrednio związanych z pełnieniem służby. Czy naprawdę ktoś uważa, że uwagi innej natury nie są potrzebne, aby możliwie w pełni zrozumieć osobowość autora? Dobrze chociaż, że redaktorowi nie przyszło do głowy powycinać obserwacji odnoszących się do ludności cywilnej, gdyż są one nader interesujące.

Najwięcej miejsca autor poświęcił opisowi codziennego funkcjonowania, przy okazji przypominając niektórym, że bitwa jest kluczowym, ale jednak dodatkiem do innych, znacznie częstszych form aktywności. Ciekawe, nierzadko ironiczne uwagi wyrażane pod kątem oficerów sugerują, że wysyłana przez żołnierzy poczta (w tej bowiem formie powstały recenzowane Wspomnienia, uzupełnione po latach przez autora) nie była poddawana cenzurze. W przeciwnym wypadku nie mielibyśmy okazji przeczytać o… „błaźnie na świni”. Wielokrotnie przewija się też kwestia pijaństwa, rabunków i bezrefleksyjnie orzekanej chłosty, a i tak Wheeler zapewnia członków rodziny, że znajomość tylko niektórych bestialstw popełnianych przez jego towarzyszy broni zjeżyłaby im włos na głowie (pod tym względem Francuzi nie pozostawali wcale lepsi, o czym kilkukrotnie wspomina). Opinia wyrażona na temat Hiszpanów i Portugalczyków była jednoznacznie negatywna, co w świetle treści innych wspomnień nie stanowi większego zaskoczenia, a szczególną niechęcią autor darzył tamtejszy kler. Ogromne przywiązanie do księcia Wellington nie przeszkadzało mu nazywać Napoleona „Wielkim” i naigrawać się z Ludwika XVIII, słowem: otrzymaliśmy relację człowieka na tyle inteligentnego i obdarzonego zmysłem obserwacji, aby mógł wyrobić sobie wyważoną opinię na temat obu stron konfliktów. Co więcej, z tego co mi wiadomo, są to jedyne zachowane wspomnienia szeregowca (a następnie kaprala) służącego w 51. Regimencie.

Charakterystyki bitew są rzadkie i niezbyt obszerne, ale za to bardzo wymowne, gdyż zawierają przede wszystkim opisy emocji i strat ponoszonych przez wojsko brytyjskie, niekiedy obejmujących także znajomych Wheelera. Fani przesuwania strzałek na mapach pewnie pozostaną nieukontentowani, ale to esencja tego, co brytyjscy uczeni nazywają soldier’s battle (a na co zwracał uwagę już Lew Tołstoj). Autor postrzega Francuzów jako dzielnych i groźnych żołnierzy, nawiązując nawet z jednym z nich nić przyjaźni podczas pobytu w szpitalu. Nie żywił także urazy wobec francuskich cywili. Przy okazji czytelnik może lepiej pojąć, że funkcjonowanie poszczególnych oddziałów (bez względu na epokę) stanowi wypadkową charakterów służących w nich ludzi, nie zaś treści regulaminów, bez względu na to, jak częstemu szkoleniu poddawano żołnierzy. Szczególnie silnie widać to na przykładzie oficerów wyższego stopnia, ocenianych przez Wheelera w bardzo różny sposób.

Całość uzupełniono krótkim, ale wartościowym opisem organizacji brytyjskich sił zbrojnych w tym okresie, jak również udanymi ilustracjami. Dość blado wypada natomiast redakcja tekstu, momentami nieuważana, co nie rzutuje na szczęście mocno na odbiór całości. Ogólnie jest to na tyle atrakcyjne poznawczo źródło, że po jego przeczytaniu można tylko żałować, że polski czytelnik nie miał do tej pory okazji zapoznać się z relacjami równie barwnych postaci, co np. Edward Costello.

Kategorie wiekowe:
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
Wspomnienia Williama Wheelera należą do licznej kategorii wspomnień pozostawionych przez żołnierzy służących pod rozkazami Wellingtona. Te wyróżniają się dużą dawką realizmu, poczucia humoru i obserwacji społecznych, odnoszących się tak do towarzyszy broni Wheelera, jak i ludności cywilnej.

Autor

(ur. 1985) historyk, doktor nauk humanistycznych (specjalizacja: historia starożytna), autor czterech opracowań monograficznych i ponad dwudziestu artykułów naukowych. Interesuje się przede wszystkim antyczną wojskowością, metodologią badań historyczno-wojskowych, antropologią ludów barbarzyńskich oraz mechanizmami kontroli społecznej.
Inline
Inline
Google+