Zawadiaka. Dzienniki frontowe 1914-1920

Zawadiaka. Dzienniki frontowe 1914-1920

Autor: Jerzy Konrad Maciejewski

  • Wydawnictwo: Ośrodek Karta
    Data wydania: 2015
    ISBN 978-83-64476-24-52
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: miękka
    Liczba stron: 400
Dzienniki i wspomnienia pisarza, publicysty i żołnierza 19 Pułku Piechoty Odsieczy Lwowa, który walczył w 1918 roku o Lwów, w 1919 na froncie polsko-ukraińskim, a w latach 1919-1920 brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Książka zawiera liczne opisy walk frontowych, a także – rzadkie w literaturze faktu z tego okresu – opisy warunków życia żołnierskiego na tyłach, przygód z kobietami, rabowania ludności cywilnej. z opisu wydawcy

Ośrodek Karta zdążył już zasłynąć m.in. dzięki serii „Świadectwa”, w ramach której ukazało się wiele wspomnień o niekwestionowanej wartości historycznej. Tym razem jednak redaktorzy przeszli samych siebie. Wydali bowiem pamiętnik Jerzego K. Maciejewskiego – żołnierza 19 Pułku Piechoty Odsieczy Lwowa, którego niewątpliwy talent literacki sprawił, że w późniejszych latach został publicystą. Choć mogłoby się wydawać, że główną zaletą jego wspomnień są wydarzenia, w których miał okazję uczestniczyć (odsiecz Lwowa, wojna polsko-ukraińska, wojna polsko-bolszewicka), to zawierają one ładunek emocji, który wielu Czytelnikom może się wydać trudny do uniesienia. Przede wszystkim nie zostały one napisane – jak większość wspomnień tego typu – przez oficera, lecz przez zwykłego żołnierza, który ostatecznie dosłużył się stopnia sierżanta. Miał on okazję walczyć na pierwszej linii i dokładnie poznać życie frontowe. Szczerość Maciejewskiego jest momentami szokująca nawet dla historyka wojskowości, który nie powinien mieć przecież złudzeń co do prawdziwej natury wojny. Opisy okrucieństwa, obojętności i upodlenia zajmują znaczną część książki, ale prawdziwym zaskoczeniem może być dla niektórych fakt, że ich głównymi bohaterami są żołnierze z orzełkiem na czapce.

Okres do 1918 r. zajmuje niewielki fragment i obejmuje cywilne życie autora, którego część przypadła na pobyt w Rosji. Stałym tematem narracji z lat 1914–1918 jest głód i konflikty z matką, a także szok, że „nasi” dopuścili do wkroczenia Niemców do Warszawy. „Nasi” to wcale nie Polacy, ale carska armia – taki sposób jej postrzegania przez mieszkańców stolicy stanowi celny cios w forsowany na siłę mit, jakoby całe społeczeństwo polskie z nienawiścią odnosiło się do zaborców i z utęsknieniem oczekiwało na zryw niepodległościowy. A pisał to przecież człowiek, który w 1918 r. zaciągnął się na ochotnika do wojska, aby bronić „tej, która nie zginęła”!

Maciejewski w krótkim czasie odkrył, że życie jego i jego kolegów sprowadza się do dwóch kwestii: zaspokojenia głodu i popędu seksualnego. W obu przypadkach nie odgrywało większej roli kto, co i gdzie. Z narastającą obojętnością zanotował, że upodabnia się do zwierzęcia. Choć stronił od rabowania cywili, stanowiącego prawdziwą plagę polskiej armii, to nawet on trafił na pewien czas do aresztu za paserstwo. Listy adresowane do matki począwszy od 1919 r. koncentrowały się na apelach o wzmożenie wysiłków w celu uzyskania dla niego zwolnienia, nie zaś na opisach uniesień patriotycznych, jak chcieliby to widzieć entuzjaści polityki historycznej. Krwawe walki, uciążliwe marsze, łupiestwo, gwałcenie kobiet, strach – oto codzienność ówczesnych żołnierzy podczas kampanii, jakże odmiennie przedstawiona niż w popularnych filmach wojennych.

Z uwagi na wielość poruszanych przez Maciejewskiego wątków, nie jestem w stanie opisać ich wszystkich, natomiast kilka z nich szczególnie zapadło mi w pamięć.

Uderzający jest podziw, jaki wzbudzały na początkowym etapie konfliktu ochotnicze pułki przybyłe z Wielkopolski. Na tle pozostałych polskich oddziałów (szczególnie tych z Galicji) wyróżniały się organizacją, dyscypliną, uzbrojeniem i wysokim morale, a nade wszystko cennym doświadczeniem bojowym wyniesionym z Powstania Wielkopolskiego (1918–1919). Jako pierwsze nosiły też stalowe hełmy, wyrzucane przez innych żołnierzy do rzek i przydrożnych rowów jako ciężkie i niewygodne. Wyraźnie widać, że dla Maciejewskiego „Wielkopolanin” jest synonimem najlepszego żołnierza. Inną cechą wyróżniającą pułki wielkopolskie były… regularnie dokonywane przez nie pogromy ludności żydowskiej.

Maciejewski z zaskoczeniem odkrywa też, że im dalej na wschód, tym mniej polskich akcentów, a wśród wiosek zamieszkiwanych przez Rusinów i Żydów tylko incydentalnie zdarzają się polskie osady. Dotarcie do nich wzbudzało wśród żołnierzy nieodmienną radość. Autor w pewnym momencie zadaje nawet pytanie, po co cała ta ekspansja skoro w jej wyniku w granicach państwa polskiego znajdzie się wiele w najlepszym wypadku obojętnie nastawionej do niego ludności? Historia miała pokazać, że była to nader celna refleksja.

Ludności wiejskiej poświecił Maciejewski szczególnie dużo uwagi. Zazwyczaj nie identyfikowała się ona z żadną ze stron konfliktu, rabowała wszystko, co tylko znalazło się pod ręką, nie wyłączając uzbrojenia (scena „fajerwerków” podczas pacyfikacji wsi była właśnie spowodowana podpaleniem stodoły, w której przechowywano tego typu znaleziska) i skupiała się wyłącznie na przeżyciu w skrajnie trudnych warunkach. Tocząca się od lat wojna na zamieszkiwanych przez nią terenach dodatkowo przyczyniła się do natężenia patologii, z których najczęściej opisywaną w książce była prostytucja. Wieś kojarzyła się autorowi z błotem i wszechobecnym brudem.

Za głównego wroga Maciejewski nie uważał bolszewików, ale Ukraińców, pisząc o nich zazwyczaj „hajdamacka dzicz”. Regularnie podkreślał ich okrucieństwo i nienawiść żywioną wobec Polaków. Maciejewski nie ukrywa, że sojusz z oddziałami Semena Petlury był przez żołnierzy odbierany negatywnie, a wrogość do Ukraińców wcale się nie zmniejszyła. Podwładni Petlury zwykli się nawet odgrażać, że po wspólnym pobiciu bolszewików przyjdzie niebawem czas na Polaków.

Choć do końca 2015 r. pozostało jeszcze kilka miesięcy, to nie wyobrażam sobie, aby mogła się w tym roku ukazać lepsza książka. Mówi ona więcej o charakterze wojny niż dziesiątki opasłych tomów zalegających na bibliotecznych regałach. Godzi w wiele narodowych mitów, przypominając, że czarno-biały podział na dobrych i złych sprawdza się tylko w przypadku amerykańskich komiksów. Stanowi dowód tego, co wojna potrafi zrobić z człowiekiem i jak niewiele znaczy zapał patriotyczny wobec bezsenności, głodu i wszy. Uważam, że jest to lektura obowiązkowa nie tylko dla historyków zajmujących się II RP czy wojskowością, ale dla każdego człowieka, który chce zrozumieć czym jest przemoc na tak znaczną skalę i w jakich warunkach dokonywało się wskrzeszanie Rzeczypospolitej.

Kategorie wiekowe:
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
Wspomnienia Jerzego K. Maciejewskiego stanowią unikalny obraz wojen toczonych przez Polskę w latach 1918-1920 z perspektywy zwykłego żołnierza. Fascynują, a jednocześnie przerażają opisami walk, gwałtów dokonywanych na ludności cywilnej i obojętności wobec wszechobecnego cierpienia. Jest to niewątpliwie jedna z najważniejszych książek wydanych w naszym kraju, pozwalających zrozumieć czym jest wojna.

Autor

(ur. 1985) historyk starożytności, doktor nauk humanistycznych, autor pięciu opracowań, współautor jednego oraz autor ponad trzydziestu artykułów naukowych i popularnonaukowych. Ostatnimi czasy zmierzył się nawet z wyzwaniem napisania podręcznika dla uczniów szkół średnich. Interesuje się przede wszystkim dziejami republiki rzymskiej, ludów północnego Barbaricum i mechanizmami kontroli społecznej, ale gdyby miał czytać tylko na ten temat, to pewnie by się udusił.
Google+