Smutki tropików. Współczesne kino ameryki łacińskiej jako kino polityczne

Smutki tropików. Współczesne kino ameryki łacińskiej jako kino polityczne

Autor: Jarosław Pietrzak

  • Seria/cykl wydawniczy: Le Mondediplomatique
    Wydawnictwo: In. Wyd. Książka i Prasa
    Data wydania: 2016
    ISBN: 978-83-65304-04-9
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: miękka
    Liczba stron: 312
„W Ameryce Łacińskiej nawet wybór tego, co na siebie założysz, ma znaczenie polityczne.” To zdanie Gaela Garcíi Bernala, najbardziej chyba rozpoznawalnego aktora tego kontynentu, bohatera kultowych „Amores perros” i „Dzienników motocyklowych”, może służyć za klucz do zrozumienia książki Jarosława Pietrzaka. Nawiązujące tytułem do słynnej pracy Claude’a Lévi-Straussa, Smutki tropików to coś znacznie więcej niż zbiór kilkunastu esejów o najciekawszych filmach latynoskich ostatnich dwóch dekad. To ambitna i wciągająca wędrówka po życiu społecznym i politycznym Ameryki Łacińskiej, począwszy od zamachu Pinocheta w Chile w 1973 r. do chwili dzisiejszej. Wędrówka nie omijająca najtrudniejszych problemów kontynentu – gigantycznych nierówności, wyzysku, wykluczenia i dyskryminacji, czyli żelaznego zestawu plag, jakie funduje nam kapitalizm, a od blisko 30 lat jego neoliberalna odmiana.z opisu wydawnictwa

Można powiedzieć, że choć wydana w serii „Le Mondediplomatique”, książka ta jest miejscami niedyplomatyczna. Mocna to pozycja, w której Autor często nie przebiera w słowach wyrażając swoje zdecydowanie lewicowe poglądy. Już na wstępie dowiadujemy się, że będzie kontrowersyjnie i obietnica zostaje spełniona. Podczas lektury można nie tylko się zadziwić, ale też zirytować – na pewno jednak trudno pozostać obojętnym. Wewnętrzna dyskusja towarzyszy uważnemu czytelnikowi nieustannie. Oczywiście niektóre stwierdzenia są może zbyt uproszczone i prowokacyjne (celowo?), ale całość bez wątpienia skutecznie zmusza do myślenia i refleksji pozostającej na dłużej. Bardzo intrygujące dla polskiego czytelnika (szczególnie w dniu dzisiejszym) jest lewicowe nachylenie Autora, jego wypływający stąd sposób formułowania myśli i widzenia świata. Nie jest to jednak płytka prowokacja, a konsekwencja dostrzegania różnic w dziejach Europy Środkowej i Ameryki Łacińskiej.

Zgodnie ze słowami wstępu otrzymujemy dzięki tej książce panoramę latynoskiego kina (uwaga! są spoilery), która bez wątpienia zachęca do porzucenia miałkich i w większości łatwych tytułów kasowych na rzecz poznania nowego świata. Książka nie jest obszerna (raptem nieco ponad 300 stron), ale tym bardziej nagromadzona treść staje się niezwykle intensywna, a momentami wręcz przytłaczająca w odbiorze. Ze wszech miar warto jednak wejść w ten świat, bo jest on tak odmienny od codziennego i bezrefleksyjnego doświadczenia europejskiego dobrostanu, że daje przedsmak katharsis.

Wybór każdego przedstawionego tytułu jest tu uzasadniony. Pietrzak daje czytelnikowi możliwość bardzo szerokiego spojrzenia na filmowy dorobek krajów Ameryki Łacińskiej. Sięga w pracy po tytuły dotykające polityki, socjologii, sportu, historii, psychologii, seksuologii i religii. Za ułomność pracy można uznać jedynie nadreprezentację tematyki seksualnej nad religijną. Oczywiście Autor ma pełną autonomię w doborze repertuaru w swojej własnej pracy, ale ta asymetria niepotrzebnie podkreśla jego sympatie światopoglądowe kosztem obiektywnego obrazu latynoskiej kinematografii. Obok tytułów, które przewinęły się przez polskie kina (Labirynt fauna, Babel, Służąca) można tu poznać kino autorskie, alternatywne czy artystyczne (Linha de passe, Autobus 174, La ciénaga). Tym sposobem dostajemy do ręki rodzaj przewodnika na spotkania z nietuzinkowymi filmami.

Książka ułożona w spójne eseje antropologiczno-socjologiczne obejmuje dorobek twórców amerykańskich od lat 70. do roku 2015. Konstrukcja taka pozwala spojrzeć na najnowszą historię Ameryki Łacińskiej dosłownie i w przenośni oczami jej uczestników. Najważniejsze jest uświadomienie sobie różnic, jakie istnieją pomiędzy Polską, a krajami Ameryki Środkowej i Południowej. Czytając tę pracę dostrzegamy przede wszystkim kontekstualną absurdalność i jednostronność naszego widzenia i rozumienia lewicowości. Kolejne akapity wytrącają czytelnika ze stanu ciepłego samozadowolenia i nachalnej roszczeniowości, tak charakterystycznej dla wielu z nas w dostatnim świecie Europy. Właśnie z tego warto sobie z pełną mocą zdać sprawę – w jak bardzo dostatnim, w gruncie rzeczy egalitarnym i uładzonym społeczeństwie żyjemy, i w którą stronę naprawdę nie warto „iść”. Jest to kolejna interesująca polska praca na temat cały czas nowego dla nas kontynentu.

Niechlubnym znakiem rozpoznawczym polskiego edytorstwa staje się – i także w tej książce to widać – brak korekty lub brak profesjonalizmu i doświadczenia korektorów. Duży minus za to niechlujstwo, które może nieco obrzydzić lekturę.

Kategorie wiekowe:
Wydawnictwo:
Wartośc merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
Czytając tę książkę dostrzegamy przede wszystkim kontekstualną absurdalność i jednostronność naszego widzenia i rozumienia lewicowości. Kolejne akapity wytrącają czytelnika ze stanu ciepłego samozadowolenia i nachalnej roszczeniowości, tak charakterystycznej dla wielu z nas w dostatnim świecie Europy...

Autor

archeolog latynoamerykanista, geolog, alpinista
Google+