Dylematy więźniów i zwycięskie strategie. Teoria gier

Dylematy więźniów i zwycięskie strategie. Teoria gier

Autor: Jordi Deulofeu

  • Tłumaczenie: Urszula Swaniewicz
    Tytuł oryginału: Prisioneros con dilemas y estrategias dominantes. Teoría de juegos
    Seria/cykl wydawniczy: Świat jest matematyczny
    Wydawnictwo: RBA
    Data wydania: 2012
    ISBN 978-84-473-7518-9
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda z obwolutą
    Liczba stron: 142
Teoria gier to jedna z najbardziej medialnych dziedzin matematyki. Hazard, poker, kasyna, Las Vegas – nic dziwnego, że książka jej poświęcona pojawiła się w serii Świat jest matematyczny. Jak z tym tematem poradził sobie Jordi Delofeu?

Autor Dylematów więźniów i zwycięskich strategii zamierzał – jak pisze we wstępie – popatrzeć na gry od matematycznej strony, pokazać, jakie teorie za nimi stoją. Rozpoczynamy od Krótkiej historii zależności między matematyką a grami i rozważań na temat matematyki „rozrywkowej i poważnej”, czytamy o grach starożytnych, średniowiecznych, renesansowych… Poznamy też kilka faktów na temat gier i łamigłówek współczesnych. Rozdział drugi traktuje o grach strategicznych, a trzeci – o losowych. Następnie zapoznajemy się z podstawowymi faktami z teorii gier oraz czytamy o zastosowaniach tego działu matematyki.

Jeśli kogoś zaniepokoił niezbyt zachęcający tytuł rozdziału otwierającego popularnonaukową książkę związaną z grami, to niestety – zaniepokoił słusznie. Książka pisana jest tak topornie, że trudno wyobrazić sobie, że może istnieć nudniejsza gałąź nauki, niż teoria gier. Nie wierzę, by książka mogła przechodzić redakcję i korektę – złe jest po prostu wszystko. Nie jest dobrze merytorycznie: na przykład w pierwszym rozdziale panuje kompletny chaos, a przykłady, w założeniu ilustrujące tezy autora, są niejednokrotnie tak słabe, że skutek jest wręcz odwrotny. Opisy gier są niedobre, przypominają raczej wyliczankę, bez pomysłu na to, po co ona istnieje – informacje o wielu grach są tak ogólnikowe, że po ich przeczytaniu nadal nic nie wiemy. Pasjonująca historia paradoksu Monty’ego-Halla, mistrzowsko oddana przez Lenarda Mlodinowa w Matematyce niepewności, tutaj (s. 83) jest skrajnie nieinteresująca. Sporo zdań nie ma sensu, wiele wątków jest urwanych; dla przykładu na s. 28 autor zapowiada problem krów Newtona, po czym pisze o czymś zupełnie innym.

Jest źle, ale nie wiem, czy za przynajmniej niektóre z powyżej wymienionych problemów należy winić autora. Fatalnie jest też bowiem językowo. Tłumaczenie jest żmudne i nudne, bez jakiejkolwiek lekkości. Czytając tekst, niemal fizycznie czuje się, jak bardzo musiała się z przekładem męczyć tłumaczka. A kwestia redakcji i korekty… Błędy w książce są niezliczone i kompromitujące.  Przecinki stawiane są w kompletnie losowych miejscach. Jest więc całkiem prawdopodobne, że sporo błędów zostało wprowadzonych w polskim tłumaczeniu…

Choć przykro mi to napisać, muszę stwierdzić, że tej książki po prostu nie da się czytać. Odkładałam ją na półkę kilkanaście razy. Tylko uczciwość recenzencka kazała mi zmęczyć tę pozycję do końca. Gdyby nie wizja pisania recenzji, nie przebrnęłabym nawet pierwszego rozdziału. Niestety – tej pozycji polecić nie mogę.

Kategorie wiekowe: , ,
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Poziom edytorski
Atrakcyjność treści
OCENA
Niska wartość merytoryczna, katastrofalna warstwa językowa - i w dodatku niestety okazuje się, że nawet o grach można napisać nudną książkę...

Autor

Matematyk. Absolwentka matematyki teoretycznej i modelowania matematycznego. Interesuje się historią matematyki, popularyzacją nauki oraz edytorstwem. Redaktor i korektor. Lubi literaturę piękną i pieczenie ciast i ciasteczek.
  • Dominik Kurek

    Przy powyższej recenzji kiepskiej książki przypomniano mi (dziekuję) o „Matematyce niepewności”, którą byłem zainteresowany. Nie ma więc tego Złego..

    • Joanna Zwierzyńska

      „Matematyka niepewności” jest naprawdę świetna. A słabe książki… Nie lubię pisać recenzji negatywnych, a serię „Świat jest matematyczny” recenzuję po kolei, więc ta książka zablokowała mnie na ładnych parę tygodni. Ale, no właśnie – nie ma tego złego… 😉

Inline
Inline
Google+