Ekonomia dobra i zła

Ekonomia dobra i zła

Autor: Tomáš Sedláček

  • Tłumaczenie: Dariusz Bakalarz
    Tytuł oryginału: Ekonomie dobra a zla
    Wydawnictwo: Studio EMKA
    Data wydania: 2012
    ISBN 978-83-62304-44-8
  • Wydanie: papierowe, ebook, audiobook
    Oprawa: miękka
    Liczba stron: 360
Książkę Tomáša Sedláčka miałem okazję czytać jeszcze przed publikacją i od razu zrozumiałem, że zawiera niekonwencjonalne podejście do dziedziny uchodzącej powszechnie za nadzwyczaj nudną. Lektura pochłonęła mnie i cały czas zadawałem sobie pytanie, jakie zainteresowanie wzbudzi u innych czytelników. Autor nie udziela przemądrzałych i stanowczych odpowiedzi, lecz skromnie zadaje fundamentalne pytania: Czym jest ekonomia? Co stanowi jej treść? Skąd się wzięła ta nowa religia, jak czasami jest określana? Dlaczego jesteśmy tak bardzo uzależnieni od ciągłego wzrastania wzrostu i wzrostu wzrastania wzrostu? Skąd się wzięła i dokąd nas prowadzi koncepcja postępu? Dlaczego w tak wielu dyskusjach ekonomicznych pojawiają się obsesje i fanatyzm? Człowiek myślący musi zadawać sobie te wszystkie pytania, ale ekonomiści rzadko udzielają na nie odpowiedzi.
Fragment przedmowy Václava Havla

Nie ma geniusza bez cienia szaleństwa – ten cytat z Seneki Młodszego1 towarzyszył mi niemal przez całą lekturę Ekonomii dobra i zła autorstwa Tomáša Sedláčka. Mimo że były one jedną z pierwszych refleksji na temat książki czeskiego ekonomisty, długo stanowiły jedynie odczucie, którego nie potrafiłem ani właściwie wyartykułować, ani wyjaśnić. Wiedziałem, że wcale nie chodziło mi o łączenie przez niego ekonomii z etyką, bo choć wić między tymi dwiema domenami ludzkiej myśli zdaje się być obecnie zerwana, to jednak obie wyrosły z tego samego pnia i długo przeplatały się ze sobą, o czym świadczy choćby fakt, że Adam Smith, Ojciec współczesnej ekonomii obu poświęcił w swoich pismach tyle samo miejsca. Nie chodziło mi też o to, że wspólną opowieść o tych dwóch dziedzinach zaczął on od najstarszych mitów, a nie wspomnianego Adama Smitha. W końcu fakt, że ekonomiczna refleksja nie jest domeną jedynie świata nowożytnego nie powinna nikogo dziwić. Wreszcie zrozumiałem, że od samego początku chodziło mi o mieszankę śmiałości w interpretacjach i pewnej dozy arogancji, która pozwalała autorowi nie zważać na drobne błędy2 i oczywiste braki w rozumieniu różnych kultur świata starożytnego czy średniowiecznej myśli filozoficznej. To pomieszanie geniuszu z szaleństwem, ale i elokwencją autora sprawia jednak, że wybacza się mu drobne potknięcia i pozwala wciągnąć w wir fascynującej opowieści.

Chcecie więcej geniuszu? Proszę bardzo: Ekonomia dobra i zła jako pierwsza książka należąca do kategorii literatury faktu znalazła się na szczycie czeskiej listy bestsellerów. W dobie fenomenu Kapitału w XXI wieku Thomasa Piketty’ego to może już aż tak nie dziwi. Co innego fakt, że sam autor przeniósł swoją książkę na teatralną scenę! No i dodać należy, że w Czechach nakład Ekonomii dobra i zła przewyższył liczbę kopii Kodu da Vinci Dana Browna. Robi wrażenie, prawda?

Szukacie może wreszcie połączenia geniuszu z szaleństwem. A co powiecie na marksistowską interpretację eposu o Gilgameszu? Czy nie można go widzieć jako przykładu protohistorycznego wyzysku i alienacji jednostki? Według Czecha, Marks byłby zachwycony. Aż dziw, że nigdy o tym nie pomyślał.

W ekonomii chodzi w gruncie rzeczy o dobro i zło i ekonomię panujących między nimi relacji. Ekonomia polega na tym, że ludzie ludziom opowiadają o ludziach tak właśnie definiuje tę dziedzinę wiedzy Sedláček. Fascynująca perspektywa, nieprawdaż? A to dopiero początek. Już we wstępnym rozdziale autor sporo miejsca poświęca podważeniu postulatu, że ekonomia powinna być nauką pozytywną, a nie normatywną, powinna opisywać świat takim, jaki jest, a nie jakim być powinien, powinna być pozbawiona ocen, jakiegokolwiek wartościowania. Dla Czecha to kompletny absurd. Sedláček nie powstrzymuje się nawet od podważenia naukowości ekonomii. Robi to przytaczając poglądy Paula Feyerabenda, według którego jasna granica między naukową i nienaukową refleksją nad światem nie istnieje.

Pierwszą część książki Sedláček poświęca poszukiwaniu ekonomii w mitach, religii, teologi, filozofii i nauce. W drugiej z kolei poszukuje mitów, religii, teologii i filozofii w ekonomii. W pierwszej znaleźć możemy m.in. pogląd, że Ksenofont nie tylko wyprzedził Adama Smitha w docenieniu ważności podziału pracy, ale również stwierdzenie, że zakres rozważań ekonomicznych Greka był szerszy i głębszy niż ten zaprezentowany ponad 2000 lat później przez Ojca współczesnej ekonomii. W drugiej części wyraźnie jednak broni Adama Smitha, przekonując, że przypisano mu szereg poglądów wyrażanych tak naprawdę przez innych autorów tego okresu, jak na przykład ten o nieograniczonej sile niewidzialnej ręki rynku, który w rzeczywistości wypowiedział Bernard Mandeville. Jednym z głównych zarzutów, które Czech stawia współczesnym ekonomistom jest nadmierna matematyzacja. Innym jest kontynuacja stosowania modelu homo economicus, w którym człowiek traktowany jest w istocie jak robot, jednostka jedynie prodykcyjno-konsumpcyjna. Porównuje wręcz szał konsumpcyjny do alkoholizmu: im więcej mamy, tym więcej chcemy, tak jak alkoholik, by utrzymać stan upojenia, musi zwiększać dawkę.

Trudno jest nie zarzucić Sedláčkowi szeregu uproszczeń, jak na przykład sprowadzenie współczesnej ekonomii do jej neoliberalnego nurtu. Tylko czy do świadomości społecznej przebijają się inne prądy badawcze? Czy rzeczywiście nie panuje w społeczeństwie przekonanie, że tylko neoliberalizm daje sensowne rozwiązania, tak by wszystko zgadzało się w tabelach zysków i strat?

Ekonomia dobra i zła nie jest ani podręcznikiem ekonomii, ani systematycznym wykładem dotyczącym jej historii. Raczej traktować ją należy jako jungowskie poszukiwanie ekonomicznych archetypów. Dokonana przez Sedláčla analiza mitów i rozważań filozoficznych pokazuje, że nie raz starożytni i średniowieczni myśliciele byli w tej materii mądrzejsi od współczesnych ekonomistów. Najlepszym tego przykładem jest przekazane faraonowi proroctwo Józefa o siedmiu latach tłustych, po których nastąpi siedem lat chudych. Starożytni mieli tu raczej na myśli wpływ warunków środowiskowych, a nie cykli koniunkturalnych, niemniej jednak według Sedláčka to lekcja, którą powinien odrobić nie tylko każdy ekonomista, ale też każdy właściciel przedsiębiorstwa. Szczególnie, że współczesna ekonomia teoretyczna to jedynie zestaw opowiastek przedstawiających w naukowy sposób (dla dorosłych), który różni się pod wieloma względami od baśni i mitów, ale zasadnicze cechy ma takie same jak one. Wiemy, że i w jednych, i drugich jest nieco prawdy, lecz zdajemy sobie również sprawę, że są fikcją. A mity to, cytując IV-wiecznego rzymskiego neoplatonika Salustiosa rzeczy [które] nigdy się nie zdarzyły się w jakimkolwiek momencie, ale zawsze są.

1 Sam Seneka przypisuje te słowa Arystotelesowi, stąd też często to właśnie Stagiryta jest postrzegany jako ich autor, mimo że w zachowanych jego pismach nie odnajdujemy takiego cytatu.

2 Jak choćby błąd w etymologii słowa bank, który jednak powinien chyba być zrzucony na barki tłumacza. Zresztą wygląda na to, że książka zamiast z czeskiego, była tłumaczona z angielskiego tłumaczenia (sic!).

Kategorie wiekowe: ,
Wydawnictwo:
Format: , ,
Atrakcyjność treści
Wartość merytoryczna
Poziom edytorski
OCENA
Ekonomia dobra i zła nie jest ani podręcznikiem ekonomii, ani systematycznym wykładem dotyczącym jej historii. Raczej traktować ją należy jako jungowskie poszukiwanie ekonomicznych archetypów. Dokonana przez Sedláčla analiza mitów i rozważań filozoficznych pokazuje, że nie raz starożytni i średniowieczni myśliciele byli w tej materii mądrzejsi od współczesnych ekonomistów. Według Czecha ekonomia teoretyczna to jedynie zestaw opowiastek przedstawiających w naukowy sposób (dla dorosłych), który różni się pod wieloma względami od baśni i mitów, ale zasadnicze cechy ma takie same jak one. Wiemy, że i w jednych, i drugich jest nieco prawdy, lecz zdajemy sobie również sprawę, że są fikcją. A mity to, cytując IV-wiecznego rzymskiego neoplatonika Salustiosa rzeczy [które] nigdy się nie zdarzyły się w jakimkolwiek momencie, ale zawsze są. I tak jak mity dają do myślenia, tak największą zaletą Ekonomii dobrej i złej jest to, że wręcz zmusza do tej aktywności.

Autor

Z wykształcenia archeolog klasyczny. Z natury miłośnik nauki i literatury popularnonaukowej (szczególnie biologicznej i fizycznej). Z potrzeby człowiek zainteresowany kwestiami edukacji oraz upowszechniania nauki. Współautor raportu "Dydaktyka cyfrowa epoki smartfona. Analiza cyfrowych aspektów dydaktyki gimnazjum i szkoły średniej"
Google+