What the F. Co przeklinanie mówi o naszym języku, umyśle i nas samych

What the F. Co przeklinanie mówi o naszym języku, umyśle i nas samych

Autor: Benjamin K. Bergen

  • Tłumaczenie: Zuzanna Lamża
    Tytuł oryginału: What the F. What Swearing Reveals About Our Language, Our Brains, and Ourselves
    Wydawnictwo: Copernicus Center Press
    Data wydania: 2019
    ISBN: 978-83-7886-450-9
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 416

Jak to się stało, że Wacek przestał być tylko jednym z wielu imion? Dlaczego gówno jest wulgarne, a kupka tylko dziecinna? I dlaczego, chcąc kogoś obrazić, prostujemy środkowy palec?

Niemal wszyscy przeklinamy – po zbyt wielu drinkach, kopnięciu się w palec albo przyłapani na gorącym uczynku. Przekleństwa można „wypikać”, zastąpić gwiazdką, ocenzurować – lecz są tak pociągające, że nie potrafimy przestać ich używać.

Benjamin Bergen, językoznawca i kognitywista, tłumaczy, co przeklinanie mówi nam o naszym języku i umyśle. Przekonuje, że „brzydkie” słowa są pożyteczne. Mogą śmieszyć, wyzwalać albo pobudzać emocjonalnie. Dowodzi, że oferują nam możliwość spojrzenia z nowej perspektywy na to, jak mózg przetwarza język i dlaczego języki świata tak różnią się od siebie.

Błyskotliwe jak diabli i zajebiście śmieszne, What the F. jest obowiązkową lekturą dla wszystkich, którzy chcą się dowiedzieć, jak i dlaczego przeklinamy.

Zastanawianie się nad zjawiskami językowymi uważam za celowe i ważne dla naszej językowej świadomości.Prof. Jerzy Bralczyk

Fascynująca podróż na styku etymologii, nauronauk i kultury.„Discover”

Bergenowi udaje się nas przekonać, że warto docenić społeczną rolę „brzydkich” słów.„Science”

Copernicus Center Press, http://www.ccpress.pl

Benjamin K. Bergen napisał książkę, która zafascynuje wszystkich zainteresowanych językiem, jego normami oraz różnicami kulturowymi. Sięgnie po nią jednak o wiele szersze grono odbiorców, ponieważ podejmuje tematy tabu zazwyczaj cieszące się wielkim zainteresowaniem. Wartością What the F. jest jednak fakt, że nie jest to felieton ani swobodna dywagacja ale pozycja (popularno)naukowa, poparta rzeczową argumentacją, osadzona w twardych dowodach. What the F. to bardzo dobrze zrealizowany artykuł badawczy. Benjamin Bergen dokłada wszelkich starań, aby wyjaśnić pojęcia i teorie, które pojawiają się w jego tekście, a nawet przedstawia niezbędne statystyki, rysuje tabele i wykresy, które wyjaśniają jego argumenty. Nauka prowadziła już wcześniej badania dotyczące wulgaryzmów oraz tego, jak nasz mózg na nie reaguje, jednakże nie mogła przebić się przez (auto)cenzurę obyczajową i nie było do tej pory naukowca bądź grupy badawczej, którzy zajęliby się problemem przekrojowo i wydobyli z niego esencję. A jest to przecież temat fascynujący i podejmowany nie tylko dla – przepraszam za kolokwializm – „heheszków”. Wulgaryzmy mają własną, charakterystyczną tylko dla nich gramatykę i składnię. Mają charakterystyczne cztery grupy źródeł semantycznych, na bazie których powstają, mają nawet swoje własne miejsce w mózgu.

Muszę uprzedzić wszystkich, którzy będą chcieli (choćby z ciekawości) zajrzeć do książki – nie jest ona w żaden sposób ocenzurowana, wulgaryzmy nie są wykropkowane, jak ja to robiłem w niniejszej recenzji. Przekleństwa w niej użyte też nie są tymi „słabszymi” ale przeciwnie – będą to słowa najgorsze z najgorszych, używane często i bez skrupułów. Bergen traktuje słowa jako podmiot swojej pracy i nie zamierza się jakoś ograniczać. Osobiście nie czułem się tym zbyt urażony ani zniesmaczony. Ale wiem, że ludzie mają różne wrażliwości ktoś może się tak poczuć. A What the F nie jest książką o lekkich, spowszechniałych już niemal wulgaryzmach, takich jak „cholera” i „suka”, które występują choćby w telewizji. Są tam „poważniejsze” słowa, takie jak: p….olić, ci.a, ku..s, cza…ch. Nie są one jednak w żaden sposób wykropkowane ale podane w pełnym brzmieniu.

Głównym przesłaniem tej książki i tezą, która jest podejmowana przez autora jako jedna z pierwszych, byłoby to, że jedyną ani nawet główną cechą przekleństw nie jest łamanie zasad współegzystencji społecznej. One łamią zasady typowego funkcjonowania mózgu oraz lingwistyki. Ot, choćby występujące w tytule słowo na „F”, które w języku angielskim występuje w zależności od kontekstu i potrzeby jako czasownik, przymiotnik, rzeczownik. Kto jest podmiotem wypowiedzi: „F..k you!”? A kto przedmiotem? I czy na pewno jest to ta sama osoba? Czy rzeczywiście chcemy, aby adresat naszej wypowiedzi sam dokonywał na sobie tej czynności? Czy jednak ten wulgaryzm ma jakąś część przekleństwa i odwołuje się do bliżej nieokreślonego podmiotu, który ma p…dolić adresata wypowiedzi? W języku angielskim ta problematyka jest bardzo wyraźna; podczas gdy trochę inaczej jest z naszym swojskim: „pi…ol się”, bo jednak widoczna jest tu strona zwrotna, co może sugerować, że osobie mówiącej zależy, aby podmiot i przedmiot wypowiedzi były tą samą osobą.

Najbardziej jednak zaskakującą tezą postawioną w książce była ta, że przekleństwa – a przynajmniej te związane z językiem impulsywnym – nie tylko wymykają się regułom gramatyki ale też neurologii. One „mieszkają” w mózgu nie tam, gdzie byśmy ich szukali. Tego szokującego odkrycia dokonali lekarze u pacjentów, którzy z powodu udaru niedokrwiennego doznali uszkodzenia części mózgu odpowiedzialnych za rozumienie języka lub mówienie. Tracą oni możliwość mówienia i/lub rozumienia języka; jednak są w stanie wyrzucać z siebie przekleństwa. Dowodziłoby to, że przeklinanie (lub przynajmniej język impulsywny) jest zupełnie innym zjawiskiem niż nasza zwykła, codzienna mowa. Badania nad osobami z różnymi rodzajami afazji pozwoliły określić regiony mózgu, które regulują różne aspekty komunikacji. Ośrodek Wernickiego jest jak słownik: odpowiada za rozumienie znaczenia słów, które słyszymy, jak też pozwala wybrać słowa, których chcemy użyć w określonym kontekście. Ludzie z uszkodzeniami w tym obszarze nie rozumieją języka, ale mogą wypowiadać słowa i układać zdania – i jakkolwiek mogą to być zdania całkiem poprawne pod względem gramatycznym, to nie mają one żadnego sensu. Ośrodek Broki natomiast odpowiada za wytwarzanie dźwięków; osoby z uszkodzeniami w tym obszarze mają problemy z wypowiadaniem słów i zdań. Zarówno afazja Wernickego, jak i afazja Broki, a nawet afazja globalna nie uniemożliwiają przeklinania. Przekleństwa są umiejscowione w całkiem innym obszarze mózgu, niż tym, w którym generowana jest reszta języka. Istnieje jednak pewien istotny niuans – afatyczny mózg potrafi tworzyć przekleństwa jedynie w sposób spontaniczny, a nie intencjonalny. Jest to rodzaj mowy automatycznej, działającej na podobnej zasadzie jak tworzenie słów, które wychodzą z naszych ust kiedy się sparzymy czy też ukłujemy w palec.

Bardzo podobały mi się również rozdziały, w których autor przedstawiał różnice kulturowe w zakresie języka wulgaryzmów. Byłem bardzo zaskoczony faktem, że w języku japoński nie istnieją żadne (dosłownie: żadne!) wulgaryzmy. Autor przywołał casus pewnego profesjonalnego gracza baseballu, który przyjechał z Japonii do Stanów Zjednoczonych grać w MLB. Powiedział on, że znajomość języka angielskiego wpłynęła w jakiś sposób na jego postrzeganie świata i ludzi, wcześniej nie potrafił przekląć (nie chodzi o przekleństwa skierowane do kogoś lub przeciw komuś ale takie, które rzuca się w przestrzeń), ponieważ sama idea nie istniała w kulturze, w której się wychował[1].

Ciekawy ale niedostatecznie jeszcze eksplorowany przez badaczy temat z całą pewnością przyciągnie wielu czytelników. Ta książka jest o sile słów z naciskiem na te, które postrzegamy jako „złe”. Mimo kontrowersyjnego, wzbudzającego różne emocje tematu, autor potrafi się nim bawić i jednocześnie zachować dystans do przedmiotu swych badań. Umiejętnie przeplata neurobiologię, językoznawstwo i nauki społeczne. Swoje tezy autor popiera badaniami, bardzo dobrze wykorzystuje równego rodzaju tabele i wykresy. Bergen nie boi się przy tym stawiać pytań wymagających szerokiego spojrzenia i dogłębnej analizy, jak na przykład: „W jaki sposób 7 000 języków świata jest podobnych i w jaki sposób są one różne?” Opowiada również o tym, jak słowa ewoluują w czasie. Wulgaryzmy w języku angielskim (w polskim zresztą też) w dużej mierze pochodzą ze słów o „nieszkodliwym” pochodzeniu (np. polskie „ch.j” i „kut.s” były pospolitymi rzeczownikami, oznaczającymi kolejno kolec oraz element ozdobny stroju szlacheckiego). Bergen zagłębia się również w temat, czy wulgaryzmy są szkodliwe dla dzieci oraz nad społecznym wpływ przekleństw i obelg. Nie stroni również od wykazania zalet przeklinania – jedną z najlepiej znanych jest ta, że przeklinanie zwiększa tolerancję na ból.

Mimo dosyć obszernego materiału badawczego i książki, która ma ponad 300 stron, to trzeba wiedzieć, że nauka o wulgaryzmach ma jeszcze niewiele do powiedzenia. Pewne pytania czekają jeszcze na odpowiedzi, a pewne tezy na potwierdzenie. Prawdopodobnie z tego też powodu wiele pytań zawartych w książce wciąż jest o wiele bardziej ekscytujących niż odpowiedzi, które możemy w niej znaleźć. Temat z całą pewnością ma potencjał i przestrzeń do pogłębienia badań ale ktoś musi być pionierem. Pierwsze szlaki zostały przetarte.

 

[1] „Mowę mi dałeś; cała z tego korzyść, Że kląć dziś mogę” (W. Szekspir, Burza)

Kategorie wiekowe:
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Poziom edytorski
Atrakcyjność treści
OCENA
Książka Benjamina Bergena podejmuje temat tabu, który do tej pory nie doczekał się jeszcze zbyt wielu opracowań. A temat jest niezwykle ciekawy. Wystarczy powiedzieć, że autor podzielił etymologię wulgaryzmów na cztery podstawowe grupy, zauważył, że mają one własną gramatykę oraz, że rodzą się one w innym miejscu mózgu niż nasza zwykła, codzienna mowa.

Autor

Absolwent filologii polskiej. Zgodnie z wykształceniem pracuje w Ubezpieczeniach. Uwielbia Metallikę, poezję Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozę Camusa i Vargasa-Llosy. Literatura piękna, filozofia, teatr oraz muzyka to jego pasje. Współpracuje z kilkoma portalami literackimi oraz jednym teatralnym.
Google+