A niech się brudzą! Nowy sposób na zdrowie twojego dziecka

A niech się brudzą! Nowy sposób na zdrowie twojego dziecka

Autorki: R. Brett Finlay, Marie-Claire Arrieta

  • Tłumaczenie: Anna Binder
    Tytuł oryginału: Let them eat dirt
    Wydawnictwo: Feeria
    Data wydania: 2017
    ISBN 978-83-7229-643-6
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: miękka
    Liczba stron: 350
Sto lat temu, gdy odkryliśmy, że bakterie są przyczyną groźnych chorób, stanęliśmy do bezwarunkowej walki z nimi, pokonując takie plagi, jak gruźlica, ospa czy dawniej niemal zawsze śmiertelne zapalenie płuc. Po upływie tego stulecia pojawia się jednak coraz więcej dowodów na to, że nadmierna sterylność w codziennym życiu – zbyt częste mycie, silne środki higieny osobistej i czystości oraz nadużywanie chemikaliów w hodowli zwierząt i produkcji żywności – ściągnęły na nas falę nowych plag: alergii, astmy, ADHD i innych zaburzeń koncentracji oraz chorób autoimmunologicznych. Naukowcy coraz głośniej mówią o tym, że nie każda bakteria jest zła, a niektóre są nam wręcz niezbędne, o dobry mikrobiom trzeba zaś dbać, najlepiej od samego początku życia! Od tego bowiem, w co wyposażymy nasze dzieci, będzie zależało ich zdrowie i samopoczucie w przyszłości.z opisu wydawnictwa

Myślę, że mogę zaryzykować stwierdzenie, iż rynek wydawniczy książek popularnonaukowych jest mi dobrze znany. Funkcjonuje na nim kilka „pewniaków”, po których zawsze można się wiele spodziewać – czasami są to konkretni autorzy, niekiedy serie wydawnicze, a czasem – całe wydawnictwa. Okazuje się jednak, że w literaturze popularnonaukowej jest jeszcze miejsce dla kilku czarnych koni. O jednym z nich chcę dziś napisać.

Od razu się przyznam, że nie przepadam za poradnikami. Mam wrażenie, że poradniki próbują nas wyręczyć – mówią co myśleć, jak działać, zamiast pozwolić czytelnikowi samodzielnie wyciągnąć wnioski. Tym właśnie różnią się od książek popularnonaukowych. Te pierwsze mniej skupiają się na przytaczaniu wyników badań, a bardziej na wnioskach (wygodnych dla promowanej akurat opcji). Te drugie natomiast, omawiają dane i rezultaty różnych analiz, pozostawiając czytelnikowi wolną rękę. Mimo pewnej niechęci, zainteresowałam się książką „A niech się brudzą”, choć spodziewałam się, że będzie to typowy poradnik. Zaciekawiło mnie jednak to, że pozycja została popełniona przez dwoje mikrobiologów, a nie przez dwie „mamy blogerki” (spokojnie, to nie żaden hejt – sama też jestem mamą i również prowadzę bloga).

Do lektury zabierałam się więc z uśmieszkiem w stylu: „no co tam znowu nawymyślali”. Treść książki bardzo szybko jednak zmyła mi ten uśmieszek z twarzy. Zaryzykuję stwierdzenie, że „A niech się brudzą” jest niemal wzorcową pozycją popularnonaukową. Jest bardzo ciekawie napisana – czyta się jednym tchem, jak najlepszy kryminał. Przytacza mnóstwo faktów i wyników badań. Dotyczy zagadnień, które są zarówno istotne oraz przełomowe dla nauki, jak i przydatne w codziennym życiu. A co najważniejsze – opiera się na najnowszych analizach, a nie na eksperymentach przeprowadzonych dekady temu. Wiedza podana w treści książki jest do tego stopnia „świeża”, że w odniesieniu do części poruszanych zagadnień doświadczenia są nadal w toku i autorzy zachęcają, by śledzić w bazach naukowych oraz Internecie najnowsze doniesienia na ten temat.

No dobrze, ale o czym w ogóle jest ta książka? Otóż, odwraca ona całkowicie perspektywę myślenia o nas, naszych organizmach, a przede wszystkim – o organizmach naszych dzieci. Każdy z nas zdaje sobie bowiem sprawę z tego, że w naszych jelitach żyją „jakieś tam bakterie” i że świat zewnętrzny jest generalnie brudny, bo żyje na nim mnóstwo zarazków. Stąd reguła pięciu sekund, czy mówienie dziecku „fe!” za każdym razem jak włoży do buzi zabawkę podniesioną z ziemi. Okazuje się jednak, że mikroorganizmy żyjące wewnątrz naszych ciał i w środowisku zewnętrznym pozostają w stanie dynamicznej równowagi pomiędzy sobą, jak również – pomiędzy komórkami naszego własnego ciała. Jest to o tyle istotne, że przez pierwsze lata życia, organizm dziecka uczy się, jak używać bardzo skomplikowanej i zaawansowanej broni, jaką jest układ odpornościowy. W tym czasie musi on dowiedzieć się – które drobnoustroje są dla nas przyjazne, czy wręcz zbawienne, które są dla nas obojętnymi sąsiadami (i na pewno nie należy angażować wszystkich sił ustroju, by je zwalczać), a które mogą nam poważnie zaszkodzić. Nauka ta nie może zostać pomyślnie przeprowadzona jeśli dziecko będzie żyło w warunkach niemal sterylnych i nigdy w życiu nie dotknie błota. Stąd właśnie główne przesłanie książki – dzieci wykazują naturalny pociąg do brudu i okazuje się, że dzieje się tak nie bez przyczyny.

Należy jednak podkreślić, że „A niech się brudzą” wykracza tematyką znacznie dalej i opisuje również mnóstwo innych, fascynujących zależności, jakie nauce udało się w ostatnich latach odkryć pomiędzy mikroorganizmami a naszymi dziećmi. Z tej książki dowiecie się, z czego może wynikać tak duża zachorowalność na astmę i inne alergiczne schorzenia, jaki związek ze zdrowiem i odpornością ma dieta dziecka, a także – czy przyczyną otyłości (określanej już mianem epidemii) jest faktycznie podaż energetyczna, czy może problem ten jest znacznie bardziej złożony.

Na początku tej recenzji wspomniałam o czarnym koniu nie bez powodu. Przyznam, że wydawnictwo Feeria nie było adresem, pod którym szukałabym tak wspaniałej książki popularnonaukowej. Tym większe moje pozytywne zaskoczenie i tym większa przyjemność czytania. Zachęcam Was bardzo do tego, abyście sięgnęli po „A niech się brudzą”. Ostrzegam jednak – po przeczytaniu tej książki naprawdę zrozumiecie, co to znaczy: „szczęśliwe dziecko to brudne dziecko”.

Kategorie wiekowe: ,
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Poziom edytorski
Atrakcyjność treści
OCENA
Po przeczytaniu tej książki naprawdę zrozumiecie, co to znaczy: „szczęśliwe dziecko to brudne dziecko”! Pozycja obowiązkowa - nie tylko dla rodziców!

Autor

Pisarz. Lekarz weterynarii. Nałogowa kolekcjonerka opowieści i kofeinistka.
Inline
Inline
Google+