Dobre maniery są super

Dobre maniery są super

Autor: Munro Leaf

  • Tłumaczenie: Anna Jezierska
    Tytuł oryginalny: Manners Can Be Fun
    Wydawnictwo: Esteri
    Data wydania: 2017
    ISBN: 978-83-656-2557-1
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 50
Nauka dobrych manier wcale nie musi dręczyć i zanudzać. Niezwykle zabawne rysunki autorstwa Munro Leafa oraz uroczy tekst sprawiają, że podstawowe zasady grzeczności i życzliwości stają się łatwe do zapamiętania, a bohaterowie, tacy jak PAN JA MUSZĘ BYĆ PIERWSZY czy JĘCZYDUSZA wywołują salwy śmiechu.
Sięgając do sedna sprawy – do sensu dobrych manier – Munro Leaf zaoferował rodzicom i dzieciom nieocenioną pomoc – dziecięcą klasykę, dzieło, które jest aktualne dziś tak samo, jak było dawniej. Ten wesoły „przewodnik po zasadach dobrego wychowania” będzie z pewnością „miłym gościem” w domu każdego dziecka.z opisu wydawnictwa

Munro Leaf był autorem wielu książek dla dzieci, ale najbardziej znany jest z napisanej w 1936 roku historii „Byczka Fernando”. Książeczka ta stała się popularna głównie dzięki swojej „kontrowersyjności” – miała bowiem promować postawę pacyfistyczną, co doprowadziło do zakazania jej między innymi w Hiszpanii za czasów Franca i w nazistowskich Niemczech (co ciekawe, w Polsce za czasów Stalina była nie tylko dostępna w sprzedaży, ale również stanowiła jedyną amerykańską publikację przeznaczoną dla dzieci).[1]

Czterdzieści jeden lat po śmierci autora ukazało się polskie tłumaczenie innego bestsellera autorstwa Munro Leaf: „Dobre maniery są super”, a także „Czytanie jest super” oraz „Mycie zębów jest super”, które omawiam w osobnych recenzjach.

„Dobre maniery są super” jest książką którą oceniam niejednoznacznie. Skupię się więc najpierw na pozytywach, a następnie omówię aspekty, które według mnie należy ocenić raczej negatywnie.

Przede wszystkim podoba mi się pomysł wznowienia klasyki gatunku, jaką jest „Dobre maniery są super”. Pozwala to dzieciom zapoznać się z taką formą literatury, jaka funkcjonowała w minionych czasach, a rodzicom da szansę na chwilę rozrzewnienia. Drugi pozytyw to oszczędna, ale bardzo estetyczna grafika okładki i wnętrza – dokładnie taka sama, jak w wydanej w 1936 roku amerykańskiej, oryginalnej wersji. Wszystkie rysunki zostały stworzone przez autora książki, który w zabawny i uproszczony sposób potrafi zilustrować omawianą właśnie treść.

„Dobre maniery…” bardzo przyjemnie i szybko się czyta – tekst podzielony jest na niewielkie fragmenty, a każdy z nich posiada stosowną ilustrację. Niewielka ilość treści przypadająca na jedną stronę to atut głównie w odniesieniu do młodszych dzieci, które często nie potrafią się skupić na jednej stronie przez dłuższy czas. Ważnym plusem publikacji jest również humor, z jakim autor zwraca się do swoich czytelników – dzięki temu z łatwością nawiązuje kontakt z młodymi odbiorcami.

Niestety, nie wszystkie aspekty „Dobrych manier…” oceniam pozytywnie. Okazuje się, że wydawanie klasyki ma zarówno zalety, jak i wady. W mojej ocenie wadą jest to, że pewne metody wychowawcze, które stosowano w latach 30-tych XX wieku są już dziś uznawane za nieaktualne. Leaf w swojej książce we wspaniały sposób pokazuje, jak i dlaczego warto okazywać DOBRE maniery, ale słabo mu idzie z tłumaczeniem, dlaczego ZŁE maniery są niewskazane. Autor poświęcił cały rozdzialik na zdefiniowanie i scharakteryzowanie takich dzieci, które z jakiegoś powodu nie stosują się do zaleceń. Określane są one na przykład jako „chytrusy” (dziecko takie zostało przedstawione jako postać ze świńskim ryjkiem), „jęczydusze” (przedstawione jako dziwna postać z wielkim „dziobem”), a także: „psuje”, „rozwalacze” czy „spiedzy”. Na obronę książeczki muszę od razu dodać, że te określenia stosowane są w formie żartobliwej. Przekaz jest mniej więcej taki: „jeśli nie chcesz być chytrusem ze świńskim ryjkiem, zachowuj się ładnie”.

Mam wrażenie, że współczesne wychowanie dzieci skupia się nieco bardziej na pozytywnym, a nie na negatywnym motywowaniu, a także, że zawstydzanie i obrażanie dziecka (nawet w żartach) nie jest właściwą metodą. Nie zmienia to faktu, że publikację tę warto nabyć i warto czytać. Po pierwsze dlatego, że jest ona fajną ciekawostką. Po drugie – w zdecydowanej przewadze jej treść jest zabawna, ciekawa i życzliwa w stosunku do czytelnika. Nieco nieaktualne podejście do wychowania dziecka jest raczej „zgrzytem”, a nie elementem dyskwalifikującym tę publikację. Myślę, że dobrym pomysłem jest wspólne czytanie „Dobrych manier…” razem ze swoim dzieckiem i wybieranie z nich tych treści, które są zgodne z naszym stylem wychowania.

[1] Hearn M.P., The Washington Post, https://www.washingtonpost.com/archive/entertainment/books/1986/11/09/ferdinand-the-bulls-50th-anniversary/3325d6dc-cc68-4be7-9569-408439896098/?utm_term=.c5d90b0adcbf

Kategorie wiekowe: , , ,
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
Książka o niejednoznacznej wartości. Dobrym pomysłem jest wspólne czytanie „Dobrych manier…” razem ze swoim dzieckiem i wybieranie z nich tych treści, które są zgodne z naszym stylem wychowania.

Autor

Pisarz. Lekarz weterynarii. Nałogowa kolekcjonerka opowieści i kofeinistka.
Inline
Inline
Google+