Tuli, tuli, cmok, cmok

Tuli, tuli, cmok, cmok

Autor: Anita Lehmann

  • Tłumaczenie: Paulina Błaszczykiewicz
    Opracowanie graficzne: Kasia Fryza
    Tytuł oryginału: Slobber, slobber, kiss, kiss
    Wydawnictwo: Kropka
    Data wydania: 2020
    ISBN: 978-83-66500-73-0
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 48
Anita Lehmann – autorka książek dla dzieci. Urodziła się w Bernie, mieszkała w Genewie, na Tajwanie i na Wyspach Galapagos. Ostatnio widziano ją z mężem, trójką dzieci i królikiem o imieniu Monty w Cambridge, w Wielkiej Brytanii.o Autorce

Komitet, który przyznaje IgNoble, kieruje się następującą zasadą: na nagrodę zasługują te badania, które wywołują parsknięcie śmiechem… a potem skłaniają do przemyśleń. Zdaje się, że całkiem podobnym mottem posługiwały się Anita Lehmann oraz Kasia Fryza w swojej książce „Tuli, tuli, cmok, cmok”. Jest to bowiem prosta (tak wizualnie, jak i narracyjnie) opowiastka o Emmie – dziewczynce w wieku przedszkolnym, która porównuje członków swojej rodziny oraz odwiedzających tę rodzinę gości do zwierząt. Mama jest jak miły ryś, tata – jak pachnący miodem niedźwiedź, ale już babcia przypomina skrzypiącego nietoperza, a wujek – drapiącego morsa.

Główna bohaterka książeczki snuje swoją opowieść w bardzo prostych słowach i opisuje uczucia oraz wrażenia, jakie towarzyszą jej podczas chwil bliskości z różnymi osobami. Kiedy czytałam tę publikację razem z moimi córkami, zauważyłam, że ten prosty przekaz bardzo do nich przemawia i z chęcią śledzą „tulące” oraz „cmokające” losy Emmy. A potem skończyłyśmy czytanie i zmartwiłam się. Dlaczego? Ponieważ moje zadanie polegało na zrecenzowaniu tej publikacji w kategoriach książek popularnonaukowych, a „Tuli, tuli, cmok, cmok” nijak nie popularyzuje nauki. Ale czy na pewno? Chwilę mi zajęło uświadomienie sobie pewnej kwestii… Na najbardziej powierzchownym poziomie książka ta jest po prostu opowiastką o dziewczynce, która (upraszczam tu mocno) lubi przytulać się z najbliższymi osobami, ale nie przepada, gdy do całusów i przytuleń zmuszają ją ludzie spoza domowego kręgu. Mamy tu więc jedynie czystą narrację, bez faktów, danych – bez naukowej wiedzy. Po wnikliwszym przemyśleniu zdałam sobie jednak sprawę z tego, że „Tuli, tuli…” oferuje dziecku ogromną porcję wiedzy, tyle że nie podaje jej na tacy. Przeciwnie, publikacja ta sprawia, że dziecko samo dociera do pewnych zależności.

Bo Emma lubi bliskość. Z mamą, tatą i ukochanym psem. Ale z babcią, ciocią i wujkiem już nie. Otrzymawszy te informacje mały czytelnik może po pierwsze zrozumieć, że nie ma jednej bliskości; z każdym człowiekiem bliskość jest inna. Po drugie, dziecko może nie tylko utożsamić się z Emmą, ale też pojąć, że tylko ono jedno ma prawo stanowić o swojej przestrzeni osobistej. Nie musi nikogo przytulać czy całować tylko dlatego, że tak wypada, albo że cioci czy babci będzie przykro jeśli maluch nie wypełni swojego świętego obowiązku.

Można zatem powiedzieć, iż książka Lehmann i Fryzy popularyzuje wiedzę z zakresu psychologii dziecięcej i uczy dziecko stawiać granice dokładnie w tych miejscach, w jakich jest to dla niego komfortowe. Lektura ta czyni to jednak w taki sposób, że żadna odpowiedź nie jest podana na talerzu – trzeba po nią samodzielnie sięgnąć. Dodatkowa wartość z „Tuli, tuli…” dotyczy nie tyle dziecka, ile dorosłego, z którym maluch tę książkę czyta. Może ciocia, która przejrzy tę pozycję z bratankiem czy babcia, która przeczyta ją z wnuczką zrozumieją, że prawo do stanowienia o swoim ciele zaczyna się od niezwykle prostych relacji, które dziecko nawiązuje bardzo wcześnie.

Serdecznie polecam tę prostą, ale głęboką książeczkę. Nadaje się zarówno dla maluchów, które nie mają jeszcze dwóch lat, jak i dla starszaków z przedszkola. A przede wszystkim – nadaje się dla całuśnych cioć i ściskalskich wujków.

Kategorie wiekowe: ,
Wydawnictwo:
Format: ,
Wartość merytoryczna
Poziom edytorski
Atrakcyjność treści
OCENA
Serdecznie polecam tę prostą, ale głęboką książeczkę. Nadaje się zarówno dla maluchów, które nie mają jeszcze dwóch lat, jak i dla starszaków z przedszkola. A przede wszystkim – nadaje się dla całuśnych cioć i ściskalskich wujków.

Autor

Pisarz. Lekarz weterynarii. Nałogowa kolekcjonerka opowieści i kofeinistka.
Google+