Gęby, dzioby i nochale

Gęby, dzioby i nochale

Autorzy: Mikołaj Golachowski & Mroux

  • Wydawnictwo: Babaryba
    Data wydania: 2016
    ISBN: 978-83-62965-26-7
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 136
Ta książka to prawdziwa bomba edukacyjna! Pełna fascynujących ciekawostek, anegdot i faktów z życia zwierząt. Kontynuacja entuzjastycznie przyjętych „Pup, ogonków i kuperków”. Czy istnieje stworzenie z zębami nie tylko w paszczy, ale i na całej skórze? Do kogo należy najbrzydsza, a do kogo największa gęba na świecie? Które ze zwierząt ma rękę na czole, a które najbardziej nadąsaną minę? I kto jest największym twardzielem na Ziemi? Znajdziecie tu ponad trzydzieści opowieści o gębach, dziobach i nochalach…bo zwierzęta nie tylko kończą się, ale i zaczynają niezwykle intrygująco!informacja wydawcy

Literatura dziecięca, w tym również popularnonaukowa przeżywa obecnie na polskim rynku swoisty renesans. Po pierwsze – pojawia się tych pozycji bardzo dużo. Po drugie – wydawane są w niesamowicie atrakcyjnej formie (gdy to porównać na przykład z możliwościami wydawców z lat 70-tych, czy 80-tych, które rodzice pamiętają z własnego dzieciństwa). I po trzecie – najważniejsze: książeczki dla dzieci starają się w coraz ciekawszy sposób ujmować treści przekazywane młodemu czytelnikowi. Coraz rzadziej spotykamy się zatem z encyklopedycznym układem treści lub z klasycznym podziałem wiedzy na biologię, geografię, czy fizykę. Autorzy i wydawcy starają się przedstawić temat z nietypowej, pobudzającej wyobraźnię perspektywy. Taki zamysł mieli również twórcy książki „Gęby, dzioby i nochale”, przedstawiając świat zwierząt z perspektywy ich pysków J.

Duet Golachowski plus Mroux popełnił już wcześniej książeczkę dla dzieci w podobnym klimacie, tyle że tam ujęli temat od… ekhem – drugiej strony (mowa o „Pupach, ogonkach i kuperkach”). W najnowszej pracy autorzy ci przedstawili dzieciom zwierzęta o pyskach, ryjach i dziobach wyróżniających się na tle innych. Mamy tu gęby śmieszne i straszne; spełniające funkcję „ucha” (żuchwa u delfina) oraz ręki (słoniowa trąba). Ale książka opowiada nie tylko o samych pyskach, bo z jej treści dowiemy się też bardzo wiele na temat ich właścicieli, a także życia jakie wiodą i przystosowań, które sprawiły, że ich gęba (nareszcie książka dla dzieci, która spodobałaby się Gombrowiczowi 😉 ) wygląda jak wygląda.

Czas przyjrzeć się układowi książki. Tutaj już tak nietypowo nie jest, bo ma ona formę raczej encyklopedyczną: niewielkie rozdziały, przy czym każdy z nich poświęcony jest jednemu zwierzęciu i jego „gębie” z działem „dla ciekawskich” na końcu. Nawet układ graficzny przypomina w tym wypadku klasyczną encyklopedię: duże hasło główne i zapisany ciągiem opis. Skoro autorzy zdecydowali się na taką uporządkowaną formę, dziwi troszeczkę, że brak tu jakiejś logicznej kolejności. Nie jest ona ani alfabetyczna, ani nie jest związana z systematyką opisywanych zwierząt (na przykład – od bezkręgowców po kręgowce), ani ze środowiskiem ich życia (na przykład: od środowiska wodnego po lądowe). Wydaje się być losowa. Chyba, że autorzy mieli tu jakiś zamysł, którego po prostu nie dostrzegłam. Dodatkowo, treść przedstawiona jest w prostym układzie, w którym brak ramek, dodatków, wtrąceń, strzałek i innych ozdobników, przykuwających wzrok i uwagę młodego czytelnika. Z jednej strony bardzo to pasuje to ogólnej estetyki książki, ale z drugiej strony – może jednak posunięto się troszkę za daleko w tej oszczędności?

No właśnie, muszę napisać sporo na temat atrakcyjności wizualnej i edytorskiej „Gąb, dziobów i nochali”. Gdy zobaczyłam okładkę po raz pierwszy, byłam zachwycona. Jest oszczędna i nie bombarduje kiczowatym zestawieniem kolorów. Nie jest to jedna z tych pozycji, które wyglądają, jakby banda kapucynek dorwała się do pudełka z plakatówkami. Podobnie wygląda wnętrze. Ilustracje autorstwa Mroux są ciekawe i łączą w sobie wiarygodne przedstawienie pokroju zwierząt z pewnym charakterystycznym dla dziecięcych książek uproszczeniem. Wszystkie utrzymane są w spokojnej, szarawej kolorystyce. Również strony książki są lekko szarawe, co – jak sądzę – wynika z wykorzystania papieru makulaturowego. Wszystko to z założenia bardzo mi się podoba, ALE okazuje się, że muszę sobie trochę ponarzekać.

Pod względem merytorycznym pozycja jest na bardzo wysokim poziomie i tu nawet nie ma sensu się rozwlekać, bo nie ma się do czego przyczepić nawet gdyby się chciało. Ale z jakiegoś dziwnego powodu ta książeczka trochę nas… nudziła. Być może gdybym nie miała wcześniej do czynienia z tyloma fascynującymi i niezwykłymi książkami popularnonaukowymi dla dzieci, uznałabym „Gęby, dzioby i nochale” za bezbłędną pozycję. Ale konkurencja na rynku jest teraz tak duża, że przyznaję bez bicia – coraz trudniej zdobyć serce czytelnika. Dlaczego? Jakkolwiek uwielbiam oszczędność estetyczną to jednak miałam wrażenie, że tutaj układ książki jest troszeczkę zbyt nudny. Odrobinę brakowało mi minimalnych choćby ozdobników, czy innych wyróżnień graficznych, które podzieliłyby tekst na mniejsze części, albo podkreśliłyby treści szczególnie istotne zdaniem autorów. Nie zrozumcie mnie źle – nie jestem orędownikiem wstawiania wszędzie symboli żarówek („ciekawostka”), wykrzykników („zapamiętaj!”) i znaków zapytania („czy wiesz, że?”). Chodzi mi raczej o to, że układ typu: tytuł – ilustracja – tekst – tytuł – ilustracja – tekst to mało jak na dzisiejsze możliwości.

Nie mogę też rozgryźć, co mi nie pasowało w sferze językowej. Merytorycznie – bardzo wysoko. Stylistycznie – jak najbardziej poprawnie. Język odpowiednio dopasowany do młodego odbiorcy: zabawny, nie nazbyt nadęty; prosty, ale treściwy. A jednak mniej gawędziarski niż u Wajraka, czy Kruszewicza. Chciałabym aby czytelnik tej recenzji dobrze mnie zrozumiał – ta publikacja zasługuje na najwyższe noty, dlatego niejako wymagam od niej znacznie więcej, niż od pierwszej lepszej książeczki kupionej dziecku w kiosku. Również i ja oceniam „Gęby, dzioby i nochale” bardzo wysoko. Uważam po prostu, że z potencjału obojga autorów można było złożyć jeszcze ciekawszą i lepszą książkę. Bardzo możliwe, że jestem jednak odosobniona w takiej opinii. Zachęcam innych czytelników by ocenili tę książeczkę wedle własnego gustu, bo z całą pewnością jest to pozycja godna uwagi.

Kategorie wiekowe:
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
Książka bardzo dobra merytorycznie, ale nieco słabsza na płaszczyźnie opowieści... Mimo wszystko warto przeczytać małemu odkrywcy!

Autor

Pisarz. Lekarz weterynarii. Nałogowa kolekcjonerka opowieści i kofeinistka.
Inline
Inline
Google+