Sapiens. Od zwierząt do bogów - Mądre Książki

Sapiens. Od zwierząt do bogów

Sapiens. Od zwierząt do bogów

Autor: Yuval Noah Harari

  • Tłumaczenie: Agata Ostrowska
    Tytuł oryginału: Sapiens: A Brief History of Humankind
    Wydawnictwo: PWN
    Data wydania: 2017
    ISBN9788377059968
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: miękka
    Liczba stron: 528
„Sapiens. Od zwierząt do bogów” to wznowienie bestsellerowego „Od zwierząt do bogów. Krótka historia ludzkości”. Na życzenie czytelników oddajemy w Państwa ręce edycję specjalną, wizualnie nawiązującą do wersji międzynarodowej. Treść książki nie uległa zmianie, dlatego sięgając po nią, możecie spodziewać się porywającego opisu historii ludzkości, który zafascynował miliony czytelników na całym świecie.

Siedemdziesiąt tysięcy lat temu homo sapiens był niewiele znaczącym zwierzęciem żyjącym w pewnym zakątku Afryki. W ciągu następnych tysiącleci wyrósł na pana całej planety i postrach ekosystemu. Dziś stoi na progu osiągnięcia statusu boga, gotów dostąpić nie tylko wiecznej młodości, lecz także boskich władz tworzenia i niszczenia.

Ludzie istnieli na długo przed narodzeniem się historii. Sto tysięcy lat temu na ziemi żyło sześć gatunków ludzkich, które nie wyróżniały się niczym szczególnym wśród nieprzebranej liczby innych organizmów. Jak to się stało, że homo sapiens podbił świat i zdominował planetę, a jego zachowania i idee stały się decydujące dla losów Ziemi?z opisu wydawcy

Za tę recenzję zabierałam się od dawna. I nawet teraz, kiedy już ją piszę, ciężko wzdycham. Dlaczego? Otóż, kiedy książka jest świetna niepotrzebne są niemal żadne argumenty. Wystarczy tylko napisać „wszystko super”. Gorzej, gdy książka ma jakieś wady. Wtedy trzeba się nieźle nagimnastykować żeby uzasadnić swoje zdanie. Ocenić sprawiedliwie, ale jednak subiektywnie. Docenić walory nawet przy obecności wad. Powołać się na budzące wątpliwości fragmenty…

Tak, widzicie sami, że z tą książką miałam poważny problem.

Zacznijmy od oczywistości, czyli od tego, że „Sapiens…” jest książką opisującą dzieje ludzkości od pierwszych chwil jej istnienia po czasy współczesne. Jeśli chodzi o perspektywę tego opisu to mamy tu sporo nauk biologicznych, historycznych, społecznych, ekonomicznych, a na deser nieco filozofii przyprawionej zupełnie subiektywnym omówieniem ze strony autora. Zatem, z jednej strony dowiemy się sporo na temat losów naszych przodków i ludzi nam współczesnych, a z drugiej strony spotkamy się w książce z rozważaniami dotyczącymi tego, czy ludzkość jest w ogóle szczęśliwa, czy kiedykolwiek była i na jaki okres przypadał najwyższy pik jej błogostanu. Sporo tu również informacji na temat świata zwierzęcego – zwłaszcza tego, który został udomowiony przez człowieka. Autor z resztą niejednokrotnie porównuje ludzi do zwierząt, lecz nie z perspektywy biologicznej, a raczej z perspektywy kogoś, kto załamuje ręce i woła: „cośmy uczynili z tym światem?!”.

No właśnie, i tutaj pojawiają się moje wątpliwości. Gdyby książka została przekazana mi jako zbiór esejów, miałabym mniejsze opory. W eseju jest naprawdę mnóstwo miejsca nie tylko na subiektywny odbiór rzeczywistości, ale również na jej subiektywną ocenę. Z książką popularnonaukową jest tu nieco gorzej. Owszem, mile widziane są odwołania do prywatnego życia autora, jego przygód na polu naukowym, jego opinii i wspomnień, ale należy trzymać się pewnych limitów. Tymczasem mam wrażenie, że autor „Sapiens…” się tych limitów nie trzymał. Bez ogródek oceniał subiektywnie różnorodne fakty historyczne i biologiczne, a nawet oceniał takie kwestie, które zgodnie z aktualnym stanem wiedzy faktami nie są; są raczej przypuszczeniami. W wielu miejscach książki pojawiły się również błędy rozumowania, na przykład błąd polegający na uznaniu jakiegoś stanu rzeczy za prawdziwy bez argumentacji i bez dociekania, czy tak jest w istocie (na zasadzie: „wszyscy wiedzą, że chłopcy są niegrzeczni, a dziewczynki grzeczne”). Przykłady? Można je mnożyć:

Strona 38: „homo sapiens panują nad światem, podczas gdy mrówki jedzą resztki z naszych stołów, a szympansy siedzą zamknięte w ogrodach zoologicznych i laboratoriach.” Serio? Człowiek panuje nad światem, a mrówki jedzą resztki? Czyli uznalibyśmy mrówki za władców świata wtedy, gdyby jadły na obiad pieczonego indyka i popiły piwem? Jeśli stawiamy tezę, że człowiek panuje nad światem, przydałyby się jakieś argumenty, bo ja na przykład uważam, że nad światem panują bakterie.

Strona 69: „Zbieracze-łowcy opanowali nie tylko otaczający ich świat zwierząt, roślin i przedmiotów, ale także wewnętrzny świat własnych ciał i zmysłów. […] Poruszali się przy minimalnym wysiłku i bezgłośnie, wiedzieli, jak siedzieć, chodzić i biegać w sposób najbardziej zwinny i wydajny.” Wszystko fajnie, ale przydałoby się powołanie na jakąś publikację. Niestety, takiego powołania brak i jest to problem całej książki – bardzo mało tu przypisów do istotnych informacji, które autor przedstawia jako fakty.

Strona 106: „Zamiast zaprowadzić nową erę pomyślności, rewolucja agrarna przyniosła rolnikom żywot przeważnie trudniejszy i mniej satysfakcjonujący niż egzystencja zbieraczy-łowców. Ci drudzy cieszyli się zdrowszą dietą, krócej pracowali, dysponowali bardziej inspirującymi oraz urozmaiconymi sposobami spędzania czasu, a przy tym byli mniej narażeni na głód i choroby.” Pominę już kwestię dotyczącą tego, że nawet współcześnie – przy tysiącach badań z zakresu dietetyki, biologii, fizjologii i medycyny – wciąż nie wiemy do końca, jak dokładnie należy definiować „zdrową dietę”. Obecny stan wiedzy wskazuje, że nie ma jednej, jedynej „zdrowej diety”, która jest idealna dla każdego. Jeśli więc o niej piszemy, warto byłoby rozszerzyć trochę myśl i przede wszystkim – powołać się na argumenty, publikacje itp. Tym bardziej uwaga ta dotyczy takich pojęć jak „satysfakcjonujący” czy „inspirujący”. Chyba warto byłoby powołać się na jakieś dane, które dowiodłyby, że życie kogoś w tak dalekiej przeszłości było bardziej lub mniej „satysfakcjonujące”; bardziej lub mniej „inspirujące”. Mam wrażenie, że ustalenie, czy czyjeś życie kogoś satysfakcjonuje jest bardzo trudne nawet dla współczesnych psychologów, którzy dysponują całym wachlarzem testów psychologicznych, a przede wszystkim – żywą populacją, która te testy może wypełniać.

Strona 121: „Udomowienie zwierząt było wynikiem serii brutalnych zabiegów, które z upływem wieków stawały się jeszcze okrutniejsze.” I znowu brak źródła. Owszem, zgodzę się z tym, że obecna sytuacja zwierząt, które są hodowane i chowane w warunkach intensywnych jest nie do pozazdroszczenia. Ja też tak uważam. Ale gdybym miała się na ten temat spierać z kimś o odmiennym poglądzie, musiałabym wyciągnąć z rękawa kilka argumentów, na przykład tych dotyczących badań prowadzonych na temat dobrostanu zwierząt hodowlanych. Tutaj takiego argumentu brak. Co więcej, o ile obecna sytuacja świń czy kur hodowanych intensywnie jest naprawdę daleka od komfortowej, o tyle nie wydaje mi się, żeby tysiące lat temu udomowienie psa czy kozy było faktycznie aktem tak bardzo brutalnym i okrutnym, jak opisuje to autor. A jeżeli tak uważa to znowu mile widziane byłyby jakieś argumenty.

Takich przykładów jest po drodze bardzo dużo, ale przeskoczmy do strony 413, na której autor pisze: „dwa tysiące lat temu mieszkańcy Basenu Morza Śródziemnego smarowali wysuszoną skórę oliwą z oliwek. Dziś otwierają tubkę kremu do rąk. Poniżej podaję listę składników prostego kremu do rąk, jaki kupiłem za trzy dolary w lokalnym sklepie. Niemal wszystkie z nich wynaleziono bądź odkryto w ciągu ostatnich dwóch stuleci.” W tym miejscu autor zamieszcza listę składników, która zaczyna się od wody dejonizowanej, a kończy się na geraniolu. Listę tę podsumowuje w sposób następujący: „Co to w ogóle jest karboksyaldehydhydroksyizoheksylo-3-cykloheksenowy?”

Na tym fragmencie muszę się niestety skupić na dłużej. Przykład może wydawać się błahy, ale w moim odczuciu taki nie jest, ponieważ kształtuje bardzo groźny sposób myślenia, a mianowicie: „jeśli ja czegoś nie rozumiem, to jest to podejrzane”. Takie podejście jest drzazgą w oku współczesności, ponieważ prowadzi do wielu nieporozumień podsycanych ignorancją, lękiem przed nieznanym i szczyptą teorii spiskowych. Brak rozumienia złożonych pojęć nie oznacza wcale, że one są złowrogie. Długa nazwa nie jest w niczym gorsza od krótkiej, a „naturalny jad kiełbasiany” nie będzie dla nas bardziej łaskawy niż syntetycznie stworzona, „sztuczna” trucizna.

Nie chcę już zanudzać czytelników tej recenzji kolejnymi przykładami. Chodziło mi jedynie o to, by pokazać, co w „Sapiens…” budziło mój znaczny opór. Teraz czas przejść do pozytywów tej książki, bo – co ciekawe – jest ich bardzo wiele.

Największym plusem „Sapiens…” jest atrakcyjność treści. Książka ani przez chwilę nie nudzi; przeciwnie – jest bardzo wciągająca. Może po części dlatego, że tak bardzo podnosi ciśnienie. Ale z pewnością nie jest to jedyny powód. Tę książkę po prostu dobrze się czyta, a styl autora jest naprawdę atrakcyjny dla czytelnika. Wielkim pozytywem jest również podjęcie się omówienia całej historii ludzkości, a do tego jeszcze wzbogacenia jej swoimi przemyśleniami. Ponadto, muszę zaznaczyć, że w ramach tych ponad 500 stron wielokrotnie pojawiają się również informacje wartościowe, w tym również takie, do których podano źródło informacji (choć generalnie książka cierpi na ich deficyt). I tak, jak szczęście sprzyja umysłom przygotowanym, tak również ta książka może im sprzyjać. „Sapiens…” może być ciekawą lekturą dla kogoś, kto ma pewną wiedzę i na swój własny użytek będzie weryfikował pewne informacje, a także zabierze się do lektury z dystansem. Obawiam się natomiast, że przeczytanie tej książki przez kogoś o braku wiedzy na poruszane tematy może skłonić do podejrzliwości do nauki, niechęci do współczesności i wywołać uczucia w stylu „dokąd zmierzamy?! Lepiej wybuduję sobie szałas i przejdę na dietę paleo”.

Kategorie wiekowe:
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
Atrakcyjna treść - nie najlepsza warstwa merytoryczna. Przeczytanie tej książki przez kogoś o braku wiedzy na poruszane tematy może skłonić do podejrzliwości do nauki, niechęci do współczesności i wywołać uczucia w stylu „dokąd zmierzamy?! Lepiej wybuduję sobie szałas i przejdę na dietę paleo”.

Autor

Pisarz. Lekarz weterynarii. Nałogowa kolekcjonerka opowieści i kofeinistka.
Inline
Inline
Google+