Dzielenie łupów. Wojna o imperium Aleksandra Wielkiego

Dzielenie łupów. Wojna o imperium Aleksandra Wielkiego

Autor: Robert Waterfield

  • Tłumaczenie: Norbert Radomski
    Tytuł oryginału: Dividing the Spoils: The War for Alexander the Great’s Empire
    Wydawnictwo: Rebis
    Data wydania: 2019
    ISBN 978-83-8062-505-1
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda z obwolutą
    Liczba stron: 384

W niespełna dziesięć lat Aleksander Wielki zbudował jedno z największych imperiów w dziejach świata. Po niespodziewanej śmierci wielkiego zdobywcy w 323 roku p.n.e. nastało pół wieku zdrad, zmiennych sojuszy, rzezi i morderstw, gdy jego spadkobiercy, diadochowie, rozdzielali między siebie ogromne zdobycze Macedończyka; reperkusje tych burzliwych wydarzeń odczuwalne są do dziś w państwach bałkańskich i nie tylko tam. W tej ze swadą pisanej opowieści genialnie splatają się ze sobą polityka, wojna i kultura.

informacja wydawcy

Problematyka wojen toczonych po śmierci Aleksandra Wielkiego jest znana polskiemu czytelnikowi przede wszystkim dzięki książce Anny Świderkówny pt. „Hellada królów”. Od momentu jej pierwszego wydania (1969 r.) ukazało się jeszcze kilka opracowań w sposób mniej lub bardziej rozbudowany traktujących na ten temat, spośród których należałoby przede wszystkim wymienić „Wojny następców Aleksandra” (wydanie drugie zostało opatrzone tytułem „Wojny domowe w imperium Aleksandra Wielkiego”) Boba Bennetta i Mike’a Robertsa. Przełożenie na język polski pracy autorstwa Robina Waterfielda z miejsca wzbudziło moje zainteresowanie, albowiem nowych ujęć tak ważnych tematów nigdy za wiele, a ponadto postęp badań nad światem hellenistycznym odnotowany w ostatnich latach dawał nadzieję na zaprezentowanie szerokiemu gronu czytelników przynajmniej kilku nowych odkryć i interpretacji.

Książka Waterfielda ma charakter popularnonaukowy, ze wszystkimi tego konsekwencjami w postaci ograniczonych przypisów i chyba jednak nieco zbyt swobodnego języka. Autor postanowił wzbogacić przedstawiony przebieg zdarzeń rozgrywających się w latach 323–276 przed Chr. o informacje odnoszące się do organizacji nowo powstałych państw i kultury hellenistycznej, co należy uznać za dobry pomysł, ponieważ mimo wysiłków kolejnych pokoleń badaczy jej doniosłość wciąż nie przebiła się do powszechnej świadomości. Taki układ treści pozwala nie tylko lepiej zapanować nad mnogością pojawiających się imion i zdarzeń, ale też pozwala czytelnikowi nadmiernie skoncentrowanemu na tematyce militarnej uchwycić choćby ogólny kontekst kulturowy dokonujących się ówcześnie przemian.

Mimo to, odniosłem wrażenie, że sposób konstruowania narracji przez Waterfielda jest nadmiernie uproszczony. Podczas lektury „Dzielenia łupów” próżno doszukać się prób „zajrzenia za kotarę”, czyli przedstawienia bardziej rozbudowanej analizy poszczególnych procesów. Zamiast tego otrzymaliśmy opis sekwencji zdarzeń, który można odnaleźć w dowolnym spośród wcześniejszych opracowań na ten temat. Wojny diadochów są niemal gotowym scenariuszem na film/serial już choćby z uwagi na mnogość pojawiających się charakterów, skomplikowanych relacji między nimi i przyświecających im motywacji – w ujęciu Waterfielda sprawiają jednak wrażenie dość „płaskich”. Pod względem faktograficznym jest to praca jak najbardziej poprawna, ale nie jestem pewien czy to wystarczające kryterium, aby zakwalifikować ją do serii popularyzatorskiej wydawanej w oryginale przez Oxford University Press. Pokazuje to raczej, że w kwestii opisywania przebiegu antycznych konfliktów zbrojnych historiografia anglo-amerykańska dotarła do pewnej granicy i przekroczenie jej będzie wymagało pogłębionej refleksji, na którą zdobyli się już badacze francuscy czy hiszpańscy.

Jeśli ktoś posiada w swoich zbiorach wcześniej wydane książki o czasach hellenistycznych, to z „Dzielenia łupów” nie dowie się raczej niczego nowego. Opracowanie Waterfielda czyta się przyjemnie, lecz już w połowie lektury zacząłem odczuwać lekkie znużenie typowe dla braku nowych treści. Należy jednak wyraźnie podkreślić, że czytelnicy rozpoczynający swoją przygodę z wojnami diadochów powinni się czuć ukontentowani, jako że jest to bardzo przystępne wprowadzenie do ww. tematyki. Osoby od dawna interesujące się konfliktami wybuchającymi po śmierci Aleksandra Wielkiego powinny natomiast rozważyć zasadność dokonania inwestycji, choć piękna forma wydania książki, stanowiąca znak rozpoznawczy Rebisu, dodatkowo do niej zachęca.

Ocena „Dzielenia łupów” nastręcza pewnych trudności. Z jednej strony, nie jest to publikacja prezentująca jakkolwiek pojmowaną nową perspektywę poznawczą, ale z drugiej jest przecież adresowana głównie do osób dopiero rozpoczynających swoją przygodę z okresem hellenistycznym. Odnoszę wrażenie, że w tym drugim aspekcie spełnia swoje zadanie. Niemniej wydaje mi się, że w bezpośredniej konfrontacji lepiej wypadają „Wojny następców Aleksandra”, w których mniej jest „kronikarskiego” podejścia opartego na podawaniu sekwencji zdarzeń, a więcej prób wyjaśnienia mechanizmów opisywanych wypadków. Cóż, każdy będzie musiał rozważyć tę kwestię we własnym zakresie, ale mnie daleko jest do zachwytu, choć nie zamierzam pozbywać się tej książki, bo poza brakiem nowatorstwa i momentami potocznym językiem w zasadzie trudno jej cokolwiek zarzucić.

Kategorie wiekowe: ,
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
Książka Robina Waterfielda nie zawiera żadnych nowych treści w stosunku do prac znanych już polskiemu czytelnikowi, ale osobom rozpoczynającym swoją przygodę z okresem hellenistycznym są w stanie dostarczyć podstaw wiedzy na temat wojen toczonych po śmierci Aleksandra Wielkiego.

Autor

(ur. 1985) historyk starożytności, doktor nauk humanistycznych, autor pięciu opracowań, współautor jednego oraz autor ponad trzydziestu artykułów naukowych i popularnonaukowych. Ostatnimi czasy zmierzył się nawet z wyzwaniem napisania podręcznika dla uczniów szkół średnich. Interesuje się przede wszystkim dziejami republiki rzymskiej, ludów północnego Barbaricum i mechanizmami kontroli społecznej, ale gdyby miał czytać tylko na ten temat, to pewnie by się udusił.
Google+