Alkohol i muzy. Wódka w życiu polskich artystów

Alkohol i muzy. Wódka w życiu polskich artystów

Uwaga niemądra książka!

Autor: Sławomir Koper 

  • Wydawnictwo: Czarne i czerwone
    Seria wydawnicza: –
    Data wydania: 2013
    ISBN: 978-83-7700-136-3
  • Wydanie: papierowe, epub
    Oprawa: miękka
    Liczba stron: 336
Wiele można powiedzieć o dziejach kultury polskiej, ale nie to, że były bezalkoholowe. Gałczyńskiemu zdarzyło się pić przez dwie doby na cmentarzu, Leśmian słynął z wyjątkowo twardej głowy, Szymanowskiemu nawet do sanatorium przemycano wódkę, a jabłecznik Berezowskiej upijał na długo. Czytajmy na trzeźwo, by nie uronić ani kropli tej fascynującej opowieści.  z opisu wydawcy

Jak wiadomo gorszy pieniądz wypiera lepszy. W sumie prawo Greshama dobrze pasuje do działalności pisarskiej Sławomira Kopra. Ten absolwent historii na UW jest autorem przeszło 40 książek. Część z nich dotyczy starożytności, inne to przewodniki zaś przedmiotem zdecydowanej większości z nich jest II RP i PRL. Nie da się ukryć, że jest to autor niezmiernie popularny. Do 2016 roku sprzedało się podobno 800 tys. egzemplarzy jego prac. W 2013 roku został on odznaczony orderem przez prezydenta B. Komorowskiego za popularyzację historii, co niezbyt dobrze świadczy o gustach Pana Prezydenta. Twórczość pana Kopra jest bowiem tyleż popularna, co kontrowersyjna. Jego prace o antyku są dosyć żenujące. Sam autor przytacza anegdotę o tym jak był jedynym studentem, którego niedoszła mistrzyni wyprosiła ze swojego seminarium. Pan Koper być może antyk kocha, ale antyk jego już chyba nie… Książki, które pisał na ten temat są pełne błędów i pokazują jego brak znajomości literatury przedmiotu. Jego prace o XX wieku są trochę lepsze, ale dalej są one dosyć żałosne. Dosyć łatwo więc jest zrozumieć, dla jakich powodów Koper został poproszony o zmianę seminarium, na które uczęszczał. Nie ma on większego pojęcia o warsztacie historycznym, a jego prace są zbiorem ploteczek, bez głębszego przesłania. W istocie prace S. Kopra są „Pudelkiem”, czy raczej jego odpowiednikiem wśród książek. Nie tylko udowodniono mu plagiaty, ale też w istocie jest on kompilatorem, który na podstawie popularnych opracowań tworzy kolejne. Niestety popularność „literatury” tworzonej przez tego autora pokazuje jak niskie gusta czytelnicze mają dzisiejsi Polacy.

Wszystkie te wady dobrze pokazuje praca Alkohol i muzy. Książka składa się z siedmiu rozdziałów (Zamiast wstępu, W kręgu Przybyszewskiego, Bachanalia pod Giewontem, Procenty i Skamander, Dekadencja na wesoło, Demony Stefana Jaracza, Przybytki Ireneusza I). W książce wspomniano więc postacie, które działały w końcu XIX wieku, w czasach II RP i PRL. Dobór postaci jest raczej dosyć dziwaczny i nie widać w nim większego sensu. Niby autor próbuje się tłumaczyć, dlaczego wybrał te postacie, ale w żaden sposób to nie przekonuje. Zupełnie absurdalny jest rozdział pierwszy. Autor potrafi napisać tak absurdalne zdania jak: „Nie można sobie wyobrazić dziejów kultury polskiej bez alkoholu. Nie wiadomo, co pijali Gall Anonim, Wincenty Kadłubek czy Jan Długosz, ale na pewno mieli do dyspozycji piwo, wino i miód”. Koper nie rozumie, że przed XVIII wiekiem pito głównie alkohol, gdyż inne napoje były potencjalnie bardziej szkodliwe. Zaczęto gotować wodę dopiero wraz z pojawieniem się w Europie kawy, herbaty i czekolady. Autor umieszcza w tym rozdziale wiele „faktów”, które nie łączą się w jakąś logiczną całość. Tak jak w innych pracach Koper nie umie budować spójnej narracji, która byłaby zgodna z logiką. Próżno szukać w tym rozdziale, jakiś rozważań o roli i znaczeniu alkoholu w kulturze. Czytelnik nie dowie się też nic o wielkości spożycia alkoholu w Polsce. Dalej nie jest wcale lepiej. Nie dość, że z podania biografii artystów ze szczególnym uwzględnieniem alkoholowych przygód nic konkretnego nie wynika, to jeszcze Koper popełnia proste błędy. Nie sprawdza swoich informacji, a przez to powtarza często spotykane sądy, które jednak nie odnajdują odzwierciedlenia w rzeczywistości. I tak na przykład wspomina o romansie Dagny Juel z Strindbergiem i Munchem. W rzeczywistości to tylko plotki, które rozsiewał Strindberg, który robił to w zemście na Dagny za to, że go odrzuciła. Wielokrotnie o tym pisano więc sprawdzenie tego typu wiadomości nie powinno autorowi sprawić trudności. Gdyby jednak Koper sprawdzał umieszczone przez siebie narracje, to nigdy  nie napisałby tylu książek. Autor woli jednak barwne anegdoty nad prawdę. Do tego Koper rzadko odwołuje się do źródeł. Podobne zastrzeżenia można mieć do kolejnych rozdziałów tej książki. Nie jest to dziwne. Gdyby autor prowadził prawdziwe badania, to nie miałby szans napisać tylu książek.

Podsumowując – z tej książki nic nie wynika. Jej czytelnik nie dowiaduje się z niej jak funkcjonował alkohol w polskim społeczeństwie. Opowieść o twórcach jest równie głęboka jak plotkarskie portale. Autor nie ma pojęcia o zasadach metodologii historii. Nie odróżnia prawdy, od plotek, nie próbuje ich ustalać. Liczy się dla niego jedynie tania sensacja. Im bardziej barwna, to tym lepiej. Zdecydowanie odradzam czytanie tej żenującej monografii. Ta ostatnia przestroga dotyczy zresztą całej „twórczości” S. Kopra.

Kategorie wiekowe:
Wydawnictwo:
Format:
wartość merytoryczna
atrakcyjność treści
poziom edytorski
OCENA
Alkohol i muzy są nieudolną kompilacją, która przedstawia życie kilku twórców z czasów młodej polski, II RP i PRL i ich mniej lub bardziej prawdziwe historie alkoholowe. Wybór postaci nie jest jednak uzasadniony. Z anegdot nie wynikają też żadne wnioski. Ta monografia jest żenującym odpowiednikiem Faktu lub Pudelka

Autor

doktor habilitowany historii w zakresie historii starożytnej i adiunkt w Zakładzie Historii Starożytnej Uniwersytetu w Białymstoku. Autor książek "Konsolidacja Cesarstwa Rzymskiego za panowania Aureliana 270-275" (wyd. Avalon, 2007) i Jowisz, Jahwe i Jezus. Religie w Historia Augusta (wyd. Sub Lupa, 2015)
Google+