SuperBetter

SuperBetter

Autor: Jane McGonigal

  • Tłumaczenie: Ewa Kaniowska
    Tytuł oryginału: SuperBetter: a revolutionary approach to getting stronger, happier, braver and more resilient.
    Seria/cykl wydawniczy: –
    Wydawnictwo: Czarna Owca
    Data wydania: 2017
    ISBN: 978-83-8015-326-4
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda z obwolutą
    Liczba stron: 482
Nie stracić siły, motywacji i optymizmu w obliczu trudnych doświadczeń i coraz to nowych wyzwań – czy to w ogóle możliwe? Ciesząca się światowym uznaniem projektantka gier Jane McGonigal udowadnia, że tak. Gdy w 2009 roku doznała poważnego wstrząśnienia mózgu, wydawało się, że to koniec. Dręczyły ją lęki, depresja i myśli samobójcze, nie mogła pracować, a nawet wstać z łóżka. Na szczęście wieloletnie doświadczenia zawodowe nie poszły na marne – McGonigal zmieniła proces dochodzenia do zdrowia w grę budującą psychiczną odporność. Proste ćwiczenia motywacyjne stały się częścią większego projektu, prowadzonego we współpracy z amerykańskim Narodowym Instytutem Zdrowia.z opisu wydawcy

Obok tej książki nie da się przejść obojętnie. Już sam tytuł brzmi intrygująco. Bo jeśliby życie faktycznie zamienić w grę, pewnie nieco łatwiej byłoby nam mierzyć się z codziennymi troskami. Z drugiej strony taki pomysł wywołuje uzasadniony sprzeciw wewnętrzny. Przecież gry ponoć uzależniają, rozgrywają się w nierzeczywistych sceneriach, a występujące tam postaci posiadają często cechy nadludzkie. Mówiąc dosadniej, w grach wszystkie ograniczenia świata rzeczywistego zostają zniesione na rzecz wytworów nieskrępowanej wyobraźni ich twórców, więc jak miałaby wyglądać implementacja takiej gry w kontekście codziennych czynności i zachowań. Nic więc dziwnego, że do lektury zasiadałem z dużą ciekawością, ale i pełen obaw.

Zanim jednak zagłębimy się w głębszą analizę, musimy mieć pełną świadomość tego, z jakim tekstem mamy do czynienia. W największym skrócie, „SuperBetter” to przede wszystkim bardzo amerykański poradnik pozytywnego myślenia, napisany z zamiarem udowodnienia konkretnej tezy. A brzmi ona tak: metoda „SuperBetter” działa. Jeśli chcemy wiedzieć dlaczego, nie pozostaje nam nic innego jak tylko przeczytać ponad czterysta stron tekstu. Co też uczyniłem, mimo że już na wstępie rzuca się w oczy ewidentny konflikt interesu – autorka jest jednocześnie twórcą gry i aplikacji, autorką książki i współautorką badań naukowych, na które się powołuje i które mają stanowić dowód na skuteczność „SuperBetter”.

Zdaniem autorki, „SuperBetter” to przede wszystkim sprawdzona metoda radzenia sobie z depresją i z zespołem potraumatycznym, czego mają dowodzić obficie cytowane badania naukowe. Tu pierwsze zaskoczenie. Książka reklamowana jest bowiem do szerokiego grona odbiorców, a de facto głównym adresatem powinny być osoby, które najczęściej potrzebują fachowej pomocy psychologicznej. Zresztą dwa główne badania, na które powołuje się autorka, mające rzekomo potwierdzić słuszność tez zawartych w książce, zostały przeprowadzone na grupie osób cierpiących na depresję oraz na grupie osób przechodzących rekonwalescencję po urazach mózgu. McGonigal dokonuje jednak niezwykłej ekwilibrystyki pojęciowej, dopatrując się potencjalnych korzyści ze stosowania jej metody dosłownie u każdego czytelnika. Jak sama przyznaje, jej celem jest uczynienie z nas „silniejszej osoby pod każdym względem: psychicznym, emocjonalnym, fizycznym i społecznym” [1]. A żeby tak się stało, musimy krok po kroku zaliczać poszczególne etapy gry. Tylko nie wiem, ilu czytelników będzie miało ochotę zaliczyć ćwiczenie nr 2, skoro ćwiczenie nr 1 brzmi następująco: „Wstań na chwilę. Zrób trzy kroki. Wyrzuć ramiona w górę. Tylko tyle potrzeba. Jesteś teraz fizycznie silniejszy, niż byłeś pół minuty temu. Gotowy na następne zadanie? [2]” Brzmi co najmniej infantylnie i niepoważnie.

Problemów z tą książką jest jeszcze więcej. „SuperBetter” jest reklamowana jako wiarygodna pozycja popularnonaukowa, poparta solidnymi badaniami naukowymi. Tak przynajmniej twierdzi autorka i wydawcy jej książki. Niestety, McGonigal, nie będąca naukowcem, powołuje się na setki prac naukowych, nie dokonując między nimi żadnego rozróżnienia jakościowego. Zgodnie z podejściem charakterystycznym dla czasopism popularnonaukowych, większość badań cytowanych przez autorkę to tzw. najnowsze badania, które nie doczekały się replikacji (i prawdopodobnie nigdy się nie doczekają, zważywszy na niszową tematykę i mało istotne hipotezy), a przez to trudno mówić o ich pełnej wiarygodności. Dodatkowo razi gigantyczna ilość dowodów anegdotycznych.

Autorka w pogoni za coraz większą ilością dowodów potwierdzających jej tezę, zaliczyła też dość poważną wpadkę merytoryczną. Rozdział szósty, noszący tytuł „Doładowania”, w którym możemy wyliczać swój wskaźnik pozytywnych emocji, oparty jest na badaniach niejakiej Barbary Fredrickson, amerykańskiej guru pozytywnego myślenia. McGonigal dwoi się i troi, by dopasować „SuperBetter” do tej metody, problem w tym, że Alan Sokal, Nicholas Brown i Harris Friedman skutecznie wykazali [3], że badania Fredrickson zawierają poważny błąd (więcej tu: [4] i [5]), który sprawia, że cała publikacja jest wadliwa i jako taka bezwartościowa dla środowiska naukowego, mimo że wcześniej była obficie cytowana w wielu publikacjach fachowych. Żeby było śmieszniej, sama Fredrikcson przyznała rację Sokalowi i wycofała się z opisywanych tez już w 2013 roku, czyli na dwa lata przed publikacją SuperBetter. Pojawia się więc pytanie, czy McGonigal wiedziała o tym fakcie, i mimo to napisała totalnie bzdurny rozdział, czy nie wiedziała, bezrefleksyjnie wykorzystując badania Fredrikcson do udowodnienia swojej tezy. Bez względu na odpowiedź, obie możliwości nie świadczą zbyt dobrze o merytorycznych kompetencjach autorki.

W celu udowodnienia lansowanej tezy [6], że SuperBetter jest skuteczne, autorka powołuje się na dwa badania. Jedno zostało przeprowadzone na Uniwersytecie Pensylwanii [7], drugie ufundowane przez Narodowy Instytut Zdrowia [8]. Jak bardzo wiarygodne są wspomniane badania? Po zapoznaniu się z ich treścią, muszę niestety wspomnieć o kwestiach co najmniej niepokojących. Pierwsze badanie przeprowadzono na grupie zaledwie 283 osób, drugie na grupie jeszcze mniejszej, bo tylko 20-osobowej. Co więcej, pierwsze badanie, wielokrotnie opisywane w książce jako randomizowane, przeprowadzono tylko i wyłącznie wśród posiadaczy iPhonów (!), którzy sami się zgłosili do badania (byli więc odpowiednio zmotywowani), więc termin „randomizacja” brzmi tu więc co najmniej wątpliwie. Zresztą autorzy tegoż badania, w jego podsumowaniu ostrzegają, że uzyskane wyniki „powinniśmy interpretować z zachowaniem sceptycyzmu, zważywszy na wysoki odsetek odrzuceń oraz zmotywowaną grupę badanych, którzy samodzielnie zgłaszali się do udziału w badaniu [9]. Sprawę komplikuje dodatkowo fakt, iż wyniki badań opierały się wyłącznie na ankietach wypełnianych przez uczestników, czyli na ich deklaracjach słownych. Na dodatek autorzy wyraźnie podkreślają, że uczestnicy nie byli oceniani ani badani przez jakiegokolwiek lekarza specjalistę.

We wnioskach do badań, ani w samej książce, nie ma też w zasadzie mowy o efekcie placebo. A szkoda, bo być może wszystkie sugerowane efekty potwierdzające skuteczność metody SuperBetter to właśnie skutek efektu placebo? W zasadzie chyba jednak tak jest, co zresztą sugeruje sama autorka. Kluczem do rozwiązania tej zagadki zdaje się bowiem być tzw. teoria uwagi lub reflektora (ang. spotlight theory of attention), która ponoć suponuje, że nasz mózg, „skupiając się na jednym źródle informacji, ignoruje wszystkie inne” [10]. To właśnie ona może tłumaczyć, dlaczego dobroczynny wpływ gier polega na tym, że odciągają nas one od codziennych trosk i problemów, i to do tego stopnia, że możemy odnieść wrażenie, że to ich treść i fabuła są tak skuteczne, a nie sam fakt grania i przebywania przed ekranem. Dodam jeszcze, że teoria uwagi nasuwa mi skojarzenie z tzw. ślepotą pozauwagową (ang. inattentional bias), o której znani naukowcy, Christopher Chabris i Daniel Simons, napisali głośną książkę zatytułowaną „Niewidzialny goryl”, nawiązującą do jednego z najgłośniejszych eksperymentów w dziejach współczesnej psychologii. Ale żeby było ciekawiej – mimo że teoria reflektora brzmi sensownie, i można znaleźć w niej sporo analogii do innych koncepcji psychologicznych, to zarówno w anglojęzycznym, jak i polskojęzycznym Internecie, nie można na jej temat znaleźć absolutnie nic. Tak jakby w ogóle nie istniała. A w „SuperBetter” zajmuje ważne miejsce.

„SuperBetter” sprawia więc wrażenie typowego amerykańskiego poradnika, który z definicji zawierać powinien konkretne wskazówki, jak rozwiązać konkretny problem. Jewgienij Morozov, krytyk amerykańskiego sposobu myślenia, powiedziałby, że ta książka to wręcz emanacja solucjonizmu. Trudność takiego podejścia polega jednak na tym, że im trudniejszy problem, tym proponowane rozwiązania muszą być bardziej złożone, dopracowane i naukowo udokumentowane. W przypadku depresji sprawa, przyznajmy otwarcie, jest niezwykle poważna. Nie ma na pewno prostych rozwiązań, jak zdaje się sugerować ta publikacja.

Mówiąc o ewentualnych zagrożeniach, na myśl przychodzi film „Gra” z Michaelem Douglasem w roli głównej. Grany przez niego bohater staje się niepostrzeżenie uczestnikiem gry, która totalnie wywraca jego życie do góry nogami. Stając się celem tajemniczych ataków i będąc zmuszany do nieustannej ucieczki – oczywiście w iście hollywoodzkim stylu, bo raz po raz ledwo uchodzi z życiem z zastawianych na niego pułapek – bohater ma jednak spory problem z rozróżnieniem, co jest grą, a co nie jest.

Podobnie rzecz ma się z „SuperBetter”. Mogę wyobrazić sobie osoby, które przetestują na sobie poszczególne etapy proponowanej gry, ale mam problem z wyobrażeniem sobie osób, które wzięły grę na serio i zaczęły brać w niej regularny udział. Bo nawet jeśli ich samopoczucie uległoby poprawie, to obawiam się, że zbytnie zaangażowanie się w grę mogłoby ich wpędzić w pierwsze stadium choroby psychicznej. Udawać codziennie osobę, która posiada supermoce, która przybrała sekretną tożsamość, która walczy z otaczającymi ją czarnymi charakterami, która musi mieć nadzieję na przemianę Ninja, i którą na końcu etapu gry czeka epickie zwycięstwo? Serio?

Źródła:
[1] SuperBetter, Jane McGonigal, Wydawnictwo Czarna Owca, 2017, str.13
[2] ibidem, str.15
[3] The Complex Dynamics of Wishful Thinking: The Critical Positivity Ratio, Nicholas J. L. Brown, Alan D. Sokal, Harris L. Friedman, 2013, American Psychologist 68,
[4] The Mathematics of Happiness Turns Out to Be a Fraud, Christopher Lane
[5] The British amateur who debunked the mathematics of happiness, Andrew Anthony
[6] ibidem, p. IX, „SuperBetter […] opiera się na naukowych badaniach gier – i mnóstwo dowodów potwierdza, że działa.”
[7] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26182069
[8] https://clinicaltrials.gov/ct2/show/NCT01398566
[9] W oryginale: „These large effect sizes should be interpreted cautiously in light of high attrition rates and the motivated, self-selected sample.”
[10] SuperBetter, Jane McGonigal, Wydawnictwo Czarna Owca, 2017, str.32

Kategorie wiekowe: ,
Wydawnictwo:
Format:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
OCENA
Życie jako gra? Czemu nie, ale metoda SuperBetter wydaje się nie zdawać egzaminu, zwłaszcza w polskich realiach. SuperBetter, mimo uzurpowania sobie miana książki naukowej, jest typowym amerykańskim przewodnikiem pozytywnego myślenia, napisanym pod konkretną tezę, i daleko mu do naukowej rzetelności. Ale jeśli chcecie dowiedzieć się, jak walczyć z otaczającymi Was czarnymi charakterami i jak dokonać przemiany Ninja, to czemu nie?

Autor

Z wykształcenia anglista, z doświadczenia przedsiębiorca, tłumacz i bloger ekonomiczny. Specjalizuje się w ekonomii behawioralnej i w edukacji finansowej.
Inline
Inline
Google+